8 Październik 2015
Lola
Lato minęło tak szybko, Lola całe wakacje spędziła w Londynie zastępując swoich pracowników którzy w pełni korzystali z ciepłych dni. Po wakacjach przyszedł wrzesień i pierwsza rocznica ślubu jej i Nialla. Ten dzień para spędziła cudownie, na chwilę zapominając jak wiele zmieniło się od tamtego czasu i jak bardzo ich przyjaciele pokomplikowali sobie życie. Harry nawet się nie pożegnał, to znaczy tak jakby pożegnał. Zadzwonił z lotniska informując wszystkich że wylatuje do Stanów. Nikt nie wiedział o co chodzi, nikt nie miał pojęcia co się stało. Louis powiedział tylko że zerwali a na wiadomość że Harry wyjechał zamknął się w swoim pokoju i Lola nie widziała go przez następny tydzień. Gdy Tomlinson w końcu zdradził dlaczego ze sobą zerwali, dziewczyny tak się wkurzyły że nie rozmawiały z nim przez kolejne kilka tygodni. Lola pogodziła się z nim pierwsza i zrobiła to tylko za namowami brata i męża, no i też trochę dlatego że było jej go żal, on też to przeżywał. Gwen długo z nim nie rozmawiała w końcu jednak zaczęła, Mia natomiast długo mu dogryzała a potem w ogóle przestała się do niego odzywać, tak samo Zayn.
Harry starał się dzwonić do nich przynajmniej raz w tygodniu, częściej jednak wysyłał esemesy, po za tym bardzo dużo było go w internecie. Pierwsza jego płyta okazała się sukcesem a Styles już informował w wywiadach że zaczyna pracę nad kolejną. Pytany przez dziennikarzy o życie uczuciowe mówił że woli o tym nie mówić.
Kolejną osobą z ich paczki której życie poplątało się jak słuchawki w kieszeni, była Mia. Każdy był przekonany że jest w ciąży z Thomasem, aż nagle ona i Zayn ogłosili że się zaręczyli. Wyglądali na szczęśliwych, razem tworzyli słodką i piękną parę. Dogadywali się też bardzo dobrze, przyjaciele którzy się w sobie zakochują często tworzą dobre związki jednak w tej parze było coś nie tak, a raczej brakowało czegoś. Chemii, tak nie ma pomiędzy nimi chemii.
- Kopie już? - Zapytała Lola przyjaciółkę, siedziały we dwie w kuchni dziewczyn i przygotowywały przekąski na wieczór.
Gwen kończy dzisiaj dwadzieścia pięć lat, zażyczyła sobie jednak tylko skromniej imprezy w gronie najbliższych przyjaciół. Nie miała ochoty na większe imprezy ponieważ Mike musiał jechać do chorej matki. Lola zaprosiła więc wszystkich z ich paczki, zabraknąć miało jednak jeszcze jednej osoby, Stylesa który baluje w Ameryce.
- Czasami, ale tak leciutko tak że nawet wydaje się być to przyjemne. - Odpowiedziała brunetka gładząc się po brzuchu.
- A poranne mdłości ci jeszcze dokuczają?
- Czasami ale nie codziennie. - Mia wydawała się zdziwiona tym pytaniem.
- A zachcianki i humory, są jakieś ekstremalne?
- Co ty wywiad przeprowadzasz? - Roześmiała się po czym nagle spoważniała. - Nie no naprawdę, przygotowujesz się do ciąży.
- Nie no, tak po prostu pytam.
- Na pewno? A może już jesteś w ciąży.
- Nie no co ty, nie jestem. - Zaprzeczyła szybko. - Niall bym chciał żebym była.
- No to super nie?
- No nie do końca. Ja jeszcze nie chcę, nie wyobrażam sobie jeszcze siebie jako matki.
- Ja też sobie siebie nie wyobrażałam. - Zaśmiała się wrzucając pokrojone pomidory do miski.
- No tak ale to była wpadka, gdybym ja wpadła no to wtedy bym się z tym pogodziła ale tak żeby teraz zajść. Wczoraj Niall się nawet na mnie obraził.
- Za co?
- Bo zgodziłam się żebyśmy zrezygnowali z gumek. - Westchnęła przypominając sobie wczorajszą kłótnię.
- I o to się obraził? - Zapytała Mia zagubiona, przecież tego chciał.
- Nie, tylko o to że znalazł moje pigułki.
- Uuu to grubo. - Przyznała Mia robiąc współczującą minę.
- Krzyczał że go oszukuję, że jak tak mogę, dlaczego nie chcę mieć z nim dziecka?...
- A dlaczego nie chcesz mieć z nim dziecka?
- Chcę mieć z nim dziecko ale nie teraz... Po prostu czuję że jakbym teraz zaszła w ciąże to już byłoby po wszystkim, nie mogłabym wsiąść do pociągu od tak i pojechać na przykład do Szkocji. Albo bawić się w klubie przez całą noc, pić całą noc, to byłby koniec wolności. - Spojrzała na Mię i dopiero teraz zdała sobie sprawę co do niej mówi. - To, to znaczy się wcale nie znaczy koniec wolności tylko...
- Nie, masz rację. To oznacza koniec wolności jednak wycieczka do Szkocji, impreza w klubie lub nawet picie całą noc nigdy nie zastąpią pierwszego kopnięcia dziecka. Nigdy nie zastąpią tego uczucia, tej świadomości że teraz w tej chwili, właśnie w tobie rośnie mały człowiek, nowe życie. Tak wiem pieprzę jak potłuczona. - Powiedziała ocierając łzę wzruszenia, a może to od cebuli którą właśnie kroiła. - Jeszcze pół roku temu te słowa by mi przez gardło nie przeszły. Ale ciąża jest jak skok na bungee, nie będzie ci się podobać, dopóki nie skoczysz.
Niall
Pary z długim stażem spędzają ze sobą większość swojego czasu, małżeństwa spędzają czas głównie tylko ze sobą, po czasie nie masz problemów z robieniem przy tej osobie rzeczy których normalnie wstydziłbyś się wykonywać przy innych. Chorowanie, wymiotowanie na trzeźwo, dłubanie w nosie, załatwianie się podczas gdy ta druga osoba bierze prysznic lub po prostu jest w łazience. W końcu dochodzi do tego że już nie umiesz nawet zrobić prostych zakupów bez tej ukochanej osoby, a problemy zaczynają się wtedy gdy się z nią pokłócisz. W takiej sytuacji właśnie znalazł się Niall, wczoraj pokłócił się z żoną tak że nie miał ochoty z nią rozmawiać a dzisiaj musiał iść kupić prezent dla Gwendolyn z okazji jej dwudziestych piątych urodzin. Nie chciał iść na te zakupy sam ale nie chciał zabierać ze sobą swojej żony, zabrał więc szwagra.
- Ale o co ty się tak gniewasz? Przecież wiesz jaka jest Lola, zawsze boi się nowych rzeczy aż w końcu sama się do nich przekonuje. - Powiedział Liam, przechadzali się po centrum handlowym kompletnie nie mając pojęcia co tej Gwen kupić, Liam też jeszcze nie miał dla niej prezentu więc problem był podwójny.
- Tu nie chodzi o to że ona nie chce jeszcze mieć dziecka tylko o to że mnie oszukała. Bez zabezpieczenia to jest bez zabezpieczenia a nie. - Do tej pory był zły, tej nocy spał na kanapie a z domu wyszedł nim ona wstała.
- Wolisz mieć z nią dziecko którego ona nie chce niż zaczekać aż oboje będziecie gotowi?
Niall powoli zaczął żałować że zabrał na te zakupy właśnie Liama, on był osobą postronną a Niall potrzebował w tym momencie kogoś kto przyzna mu rację, który powie że to wszystko wina Loli nawet jeśli w duchu będzie innego zdania. Dlaczego dziewczyny potrafią pocieszyć swoją przyjaciółkę obrażając nawet najporządniejszego faceta na świecie, a gdy facet potrzebuje takiego pocieszenia to jego przyjaciel zawsze stara się myśleć logicznie. Facet nazwie kobietę przyjaciela dziwką tylko jeśli ta zrobi coś okropnie złego, na przykład zdradzi go, kobiety natomiast potrafią wyzwać faceta od sukinsyna za to że rozrzuca brudne skarpetki po mieszkaniu.
- Mia nigdy nie chciała mieć dzieci a teraz jest szczęśliwa, czasami zazdroszczę Malikowi tej wpadki. - To byłoby najlepsze rozwiązanie, gdyby to dziecko już się pojawiło to nic już nie mogliby na to poradzić a Lola w końcu zaczęłaby się cieszyć tak samo jak Mia.
- Mia i Zayn zachowali się jak dzieciaki, popełnili największy błąd w swoim życiu i raczej nie ma czego im zazdrościć. - Głos Liama zmienił się z lekko rozbawionego i znudzonego na wściekły, Liam był wściekły jakby ten temat dotykał go osobiście.
- Dziecko nie jest błędem.
- Samo dziecko w sobie nie ale jego rodzice tak, to dziecko jeszcze się nie urodziło a już ma przerąbane z takimi rodzicami.
- A może dzięki temu się ustatkują.
- Gadasz jakbyś ich nie znał, ten związek to jakaś kpina i prędzej czy później jeden zdradzi drugiego i albo wybuchnie z tego jakaś wojna albo to im się spodoba i będą prowadzić taki otwarty związek. Zobaczysz niezależnie którą opcję wybiorą to dziecko będzie miało mnóstwo ciotek i wujków łamanych przez mamusie, tatusiów. - Liam naprawdę był wściekły tylko nie szło wywnioskować czy naprawdę jest wściekły na rodziców czy na to bogu ducha winne dziecko.
- Chyba trochę przesadzasz, oni naprawdę się zmienili odkąd są razem.
- Już ci mówiłem że ten związek to zwykła kpina a oni się nigdy nie zmienią Niall! - Warknął na przyjaciela tak jakby ten przed chwilą powiedział coś niestosownego i obraźliwego.
- Dobra uspokój się, wściekasz się tak jakbyś był zazdrosny. - Prychnął Niall.
- No na pewno nie o Zayna! - Znowu się uniósł ale tym razem bardziej jakby się przestraszył.
- Miałem na myśli Mię ale okej... - Niall spojrzał na przyjaciela z podejrzliwą miną, to było dziwne, Liam od samego powrotu z Australii zachowywał się dziwnie a ostatnio już w ogóle, szczególnie gdy temat dotyczył Zayna.
- O żadnego z nich nie jestem zazdrosny, obydwoje są głupi i tyle. Jak takie dzieciaki które myślą że wezmą ślub, urodzi im się dziecko i wszystkie problemy się skończą, że ich życie będzie bajką. - Liam nie chciał zakończyć tego tematu, gadał jak najęty i chyba bardziej sam do siebie niż do Nialla.
- Dobra już skończmy ten temat bo jak mi tu zaraz wybuchniesz to nigdy nie uda mi się kupić tego prezentu.
Louis
Po rozstaniu z Harry'm życie Louisa stało się puste i bardzo ciche, o samym jego wyjeździe dowiedział się ostatni. To Liam powiedział mu o tym ponieważ reszta przyjaciół bardzo długo była na niego po prostu zła, dopiero od jakiegoś miesiąca ich stosunki się poprawiają. Zostawiony przez chłopaka i porzucony przez przyjaciół Louis, poruszał się tylko pomiędzy pracą a mieszkaniem, nie poznawał nowych ludzi a gniew starych przyjaciół nawet go za bardzo nie obchodził, nie chciał mieć kontaktu z ludźmi. Lepsze dni przyszły gdy zaczął się do niego odzywać ktoś oprócz Liama. Pierwszą osobą która wyciągnęła do niego dłoń był Niall, potem Lola i na końcu Gwen, Mia i Zayn nie gadają z nim do teraz.
Życie a może raczej taka prosta egzystencja pomiędzy pracą a łóżkiem miała jakieś plusy, Louis zaoszczędził tyle pieniędzy że bez żadnego problemu mógłby się wybrać na jakieś dobre wakacje lub jeszcze trochę odłożyć i kupić sobie porządny samochód, taki może jeszcze nie z salonu ale po tylko jednym właścicielu. Możliwości było mnóstwo, Louis żadnej z nich jednak nie rozważał, po prostu mu się nie chciało, taka prosta egzystencja miała jednak więcej minusów. Śmieciowe jedzenie sprawiło że wypryszczyło go jak nastolatka, a dokładając do tego jedzenia jeszcze brak ruchu otrzymaliśmy pryszczatego Louisa z grubym brzuchem zamiast seksownego sześciopaka. W dodatku spędził prawie całe lato w domu, na tle opalonych, ludzi wyglądał jak trup chory na albinizm. Louis czuł do siebie obrzydzenie i był pewny gdyby Harry go takim zobaczył to już nigdy w życiu nie chciałby już na niego spojrzeć.
Żeby się jeszcze trochę bardziej podniszczyć Louis zaczął palić papierosy i to była kropla która przelała czarę cierpliwości Liama, chłopak miał dosyć tego że ich mieszkanie śmierdzi palarnią więc postanowił wziąć się za przyjaciela. Wprowadził zakaz palenia w domu, zakaz żywienia się w fast foodach i zapisał ich obu na siłownie, a Louisa na kilka wizyt w solarium. Z początku Louis się opierał, nie chciał chodzić na siłownię z lenistwa i dlatego że trochę się wstydził, obiady w tanich knajpach były o wiele praktyczniejsze ale w końcu i do zdrowej żywności dał się przekonać. Palił dalej jednak już tylko na zewnątrz, w końcu odechciało mu się co godzinę schodzić na dół przed kamienicę i i to rzucił. Na początku chodził na siłownię tylko z Liamem ale potem sam to polubił, powoli zaczął gubić brzuch, mięśnie wracały i spojrzenia mijanych ludzi także uległy zmianie. Czasami wydawało mu się że podoba się jeszcze większej ilości osób niż przedtem. Choć wiedział że jest atrakcyjny dla innych to sam nikogo nie uważał za atrakcyjnego, ranny po rozstaniu się goiły jednak zbyt wolno żeby Louis mógł spojrzeć na jakiegoś innego faceta. Tęsknił za Harrym jak cholera, chłopak często mu się śnił i zazwyczaj po takich snach budził się zapłakany, wtedy pomagał mu Liam. Louis często rozmawiał z nim na temat Stylesa bo w sumie tylko z nim mógł na ten temat porozmawiać, Niall kompletnie nie umiał się za takie coś zabrać a Lola i Gwen nie chciały, gdyby nie Liam to on już by się pewnie nie podniósł.
Odkąd siłownia stała się jego codzienną rutyną to wpadanie na ciastko do cukierni obok zostało nieodłącznym elementem. Cukiernia w której właśnie siedział Louis była bardzo przytulnym miejscem, szło tam usiąść i zjeść swoje ciastko a nawet napić się kawy, dlaczego więc to miejsce nazywało się cukiernią a nie kawiarnią? Ponieważ mieli tutaj świetne ciasta ale słabą kawę, natomiast na przykład w Camden Lol to kawa była pierwsza klasa a ciastka takie sobie. Dlaczego jednak Louis wolał sam siedzieć w jakiejś cukierni a nie w kawiarni przyjaciółki, nie tylko słodycze były tego powodem ale też Zayn i Mia którzy nadal patrzyli się na niego jak na największego zwyrodnialca, choć minęły już trzy miesiące. Tak Louis zachował się okropnie ale po pierwsze to praktycznie w tamtym momencie on i Harry nie byli parą, po za tym Louis był pijany i w stu procentach pewny że tę noc Harry spędził z Nickiem. Do tego Harry też zachował się nie fair, wyjechał bez słowa, nie dając nawet szansy Louisowi żeby wszystko naprawić.
Myśl o byłym chłopaku sprawiła że w oczach Louisa zebrały się łzy, otarł je wierzchem dłoni po czym podniósł wzrok z nad swojego ciasta czekoladowego, dokładnie w tym samym momencie chłopak czekający w kolejce przy kasie spojrzał w jego stronę, ich spojrzenia się spotkały i Louis wiedział że skądś go zna ale za cholerę nie wiedział skąd.
- Louis? Louis Tomlinson? - Zapytał niepewnie wysoki, szczupły, blondyn i Louis już bardzo dobrze wiedział kto to jest.
- Terence, miło cię widzieć. - Louis wstał i przytulili się z Terence'm niczym starzy przyjaciele choć nigdy nimi nie byli. - Co ty tu robisz, kiedy wróciłeś?
- Ponad rok temu, nie dzwoniłem bo ty miałeś zadzwonić. - Powiedział z udawaną pretensją.
Louis poznał Terry'ego krótko po zerwaniu z Sebastianem i krótko przed spotkaniem Harry'ego. Spotkali się parę razy, spędzili ze sobą kilka nocy po czym Terry musiał wyjechać do Francji, chłopcy obiecali sobie że zawieszą swój ''związek'' na ten czas a gdy Terence wróci to wtedy pomyślą co dalej. Louis poznał jednak Harry'ego i kompletnie zapomniał o tej umowie.
- Przepraszam, poznałem kogoś i wiesz...
- Och... - Westchnął zawiedziony.
- Ale już z nim nie jestem. - Pośpieszył Louis z wyjaśnieniem, trochę za gwałtownie, zbyt entuzjastycznie.
- Och... - Westchnął po raz drugi tym razem z kompletnie udawanym współczuciem ale za to z uśmieszkiem wkradającym się na jego usta.
- A jak z twoim tańcem i w ogóle jak było we Francji?
- Doznałem kontuzji i musiałem wrócić.
- Och przykro mi. - Powiedział ze smutkiem, Terry był świetnym tancerzem a wyjazd do Francji miał otworzyć mu drzwi to naprawdę wielkiej kariery.
- Nadal tańczę ale to już tak bardziej dla siebie, na jakąś tam karierę nie mam już szans.
- Tort dla pana Knowelsa. - Zawołała dziewczyna zza kasy.
- To mój, muszę już iść mój bratanek ma dzisiaj urodziny, narazie.
- No narazie, miło było cię spotkać. - Uścisnęli sobie dłonie i Terry odszedł.
Odebrał tort i wyszedł z cukierni, Louis wrócił na swoje miejsce. To spotkanie poprawiło mu humor i w sumie żałował że trwało tak krótko. Niewiele myśląc położył pieniądze obok niedojedzonego ciasta i wybiegł za swoim byłym/niedoszłym chłopakiem.
- Terry!- Zawołał za blondynem, ten odwrócił się szybko tak jakby tylko na to czekał.
- Tak?
- Pomyślałem że fajnie byłoby się jeszcze spotkać.
- No, byłoby super. - Terry uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów, z każdą sekundą chłopak wydawał mu się coraz bardziej przystojny, Louis przygryzł wargę zamyślając się co ma powiedzieć.
- Nadal masz ten sam numer, zadzwonię do ciebie gdzie i kiedy.
- Wiesz co? Myślę że tym razem to ja powinienem zadzwonić to chyba będzie pewniejsze. - Uśmiechnął się zadziornie.
- Okej. - Louis podał mu swój numer a Terence wolną ręką zapisał go w swoim telefonie.
- To do niebawem. - Chłopak przybliżył się żeby pocałować Louisa w policzek jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i krótko bo krótko ale pocałował go w usta, choć znając Terry'ego to od początku miał to zaplanowane.
- Cześć. - Wyszeptał Louis zarumieniony po czym odwrócił się na pięcie i z szerokim uśmiechem odszedł w stronę domu. Nie wie czy robi to specjalnie czy nieumyślnie ale cholernie ciągnie go do artystów.
Gwendolyn
Gwen bardzo bała się tego dnia, po prostu nadzwyczaj w świecie się go bała ale nie tego że, o już dwadzieścia pięć lat, że się starzeje i tych wszystkich pierdół. Bała się imprezy na jej cześć ponieważ już wydawała się wielkim fiaskiem a dopiero co się zaczęła. Planem Szkotki było to że gdy znowu się wszyscy razem spotkają to będzie tak jak dawniej, dużo śmiechu, radości, ciepła. Tymczasem impreza dłużyła się jak flaki z olejem, choć czy szło nazwać to jeszcze imprezą. Grupka przyjaciół siedziała w salonie pijąc wódkę i oglądając telewizję, ale czy przyjaciele to nadal była aktualna nazwa. Obecnie ich paczkę tworzyła niby szczęśliwa para w ciąży, obrażona na siebie para z powodu braku ciąży, facet który dziwnie się zachowywał wobec pary w ciąży oraz gej z którym para w ciąży nie rozmawiała i drugi gej którego nie ma. No i do tego Gwen która cholernie żałowała że nie ma przy niej Mike'a bo przy nim to może by to jeszcze jakoś przetrwała, tak sama jednak powstrzymywała się żeby nie wybuchnąć.
Gdy znudzone, podpite towarzystwo zdawało się już umierać z nudów, nagle ktoś zapukał do drzwi. Gwen podeszła do drzwi bo nikt inny nie miał ochoty się podnieść z miejsca.
- Proszę. - Powiedziała otwierając drzwi.
- Czy zamawiała pani piosenkarza? - W progu stał Harry, Harry Styles we własnej osoby.
Gwen z piskiem radości wskoczyła na niego oplatając go nogami w biodrach a rękami wokoło szyi. Po chwili dołączyli do nich wszyscy, no prawie wszyscy. Gdy Harry przytulił się już z każdym, no prawie z każdym, przenieśli się na kanapę gdzie Harry przywitał się z Louisem zwykłym ''cześć''. Gdy euforia już opadła, Harry opowiedział o trasie a kolejna butelka wódki została obrócona, towarzystwo znowu trochę ucichło, rozbijając się w mniejsze grupki. Wszyscy udawali że wszystko jest normalnie i naprawdę przez chwilę było normalnie po czym Lola zaczęła się sprzeczać z Niall'em i dalej poszło już jak domino. Napity Liam zaczął się o coś wykłócać z napitym Zaynem a gdy w ich kłótni padły imiona Harry'ego i Louisa i ci zaczęli się sprzeczać. Gwen siedziała obok trzeźwej Mii która próbowała wszystko załagodzić ale się nie dało, kłócący się ze sobą wydawali nie kontaktować a przecież nikt nie był na tyle pijany.
Gwen patrzyła na to wszystko przez łzy, aż w końcu nie wytrzymała.
- Przestańcie. - Powiedziała lecz nie wywołała żadnej reakcji. - Przestańcie! - Warknęła i teraz sześć par oczu zwróciło na nią uwagę. - Co się z wami dzieje? Lola, Niall? Przecież wy się nigdy nie kłócicie. Harry, Louis wiem że dopiero niedawno się rozstaliście ale to nie znaczy że możecie się do siebie tak odzywać. Liam... Zayn a wam to tak w ogóle o co kurwa chodzi? Tak mają wyglądać teraz nasze spotkania, będziecie się tak teraz nienawidzić? To ma być paczka? Jak to ma tak wyglądać to ja już nie chcę być waszą przyjaciółką. Dzięki za super prezent, możecie już sobie iść.
Powiedziała po czym poszła do swojej sypialni zatrzaskując za sobą drzwi, nie obchodziło jej co się za nimi dzieje. Jeśli ci ludzie już się nie szanują to ona nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
No i jest, pierwszy rozdział trzeciego sezonu, Yeahhhhh! Cały trzeci sezon mam już tak zaplanowany że po prostu nie mogę się doczekać aż go już napiszę. Mam nadzieję że ostatnim rozdziałem nie zniechęciłam was za bardzo, przepraszam jeśli tak ale nie opuszczajcie mnie bo będzie jeszcze ciekawie. Dzisiaj skończyłam 18 lat więc polecę tak trochę sentymentalnie bo zaczęłam pisać gdy miałam 15 i od tego czasu tyle się zmieniło. Najśmieszniejsze jednak jest to że jak czytam stare opowiadania to uświadamiam sobie że jako 15 letnia dziewica pisałam o seksie więcej niż teraz ale to taka tylko głupia ciekawostka, Dobra już nie zamulam tylko dodaję ten rozdział bo pewnie na niego czekacie. Pozdrawiam, całuski :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz