Harry
Tydzień spędzony w Londynie był taką fajną przerwą w tym nowym życiu które prowadził Harry. Bycie w trasie jest super ale ponowne spotkanie z rodziną i przyjaciółmi po tak długie przerwie, to dopiero coś. Niestety wszystko co dobre musi się w końcu skończyć i tak nadszedł dzień w którym Harry wyruszyć miał w kolejną trasę, tym razem krótszą i tylko po Wielkiej Brytanii. Dla Harry'ego ta trasa rozpoczynała się tak trochę od dupy strony, ponieważ większość rozpoczyna od Londynu a Ed natomiast zaplanował rozpocząć w Leeds a zakończyć w Londynie. Może to i lepiej, takie coś trochę innego.
O tym kiedy Harry dokładnie wyjeżdża wiedział tylko Zayn, i dobrze bo gdyby dziewczyny się o tym dowiedziały to chciałyby urządzić jakąś wielką imprezę pożegnalną. A Harry nie chciał imprezy, te ciche, angielskie wyjścia zaczęły mu się nawet podobać. Godzinę przed wyjazdem udał się do Camend Lol, żeby tym razem chociaż się pożegnać. W kawiarni zastał tylko Gwen i Lolę, ale może to i lepiej.
- Cześć przystojniaku. - Powitała go Szkotka całusem w policzek. - Czego się napijesz?
- Niczego ja tylko na sekundę, przyszedłem się pożegnać. - Gwen otworzyła szeroko oczy a Lola wypuściła z rąk pomarańczowy, pusty na szczęście kubek.
- Jak to? Już? - Jęknęła z wyrzutem Lola. - Dlaczego nic nie powiedziałeś, pożegnalibyśmy cię jakoś porządnie. - Harry poczuł się jak jakiś jasnowidz.
- No właśnie dlatego, och wiecie że nie lubię pożegnań a takie krótkie są o wiele łatwiejsze.
- Takie krótkie są do dupy a po za tym nie pożegnałeś się z resztą.
- Och no niedługo się widzimy i to tu w Londynie, dostaniecie wejściówki VIP na koncert zamykający trasę. Zobaczycie szybko zleci. - Przytulił je obydwie w tym samym czasie, nie było to trudne bo obie były takie malutkie dla niego. - Skoczę jeszcze do Mii, z Zaynem już się pożegnałem a Nialla i Liama pozdrówcie ode mnie.
- A Louisa? - Zapytała Lola gdy je puścił.
- Jego też pozdrówcie, no to pa. - Pocałował je jeszcze raz w policzki.
- Harry czekaj! - Zawołała Lola za nim. - On, Louis, on idzie dzisiaj na randkę. - Harry poczuł dziwne ukłucie w środku ale nie dał nic po sobie poznać.
- No i ?
- Jak to no i? Nic nie chcesz z tym zrobić?
- To już nie mój interes Lol, nasze drogi się rozeszły.
- Ale...
- Proszę cię, to już jest skończone, już od dawna.
- Ale ja tak bardzo nie chcę żeby to było już skończone. - Ja też nie chcę. Lola miała łzy w oczach a Harry modlił się żeby ona nie zauważyła że on też zaraz może się rozpłakać. Podszedł i przytulił ją jeszcze raz do siebie.
- Będzie dobrze kochanie, życie idzie dalej, będzie dobrze. - Pocałował ją w czoło po czym wyszedł z kawiarni.
Udało mu się nie rozpłakać aż do momentu odejścia od kawiarni co najmniej dziesięciu kroków, potem dźwięk szlochu wydostający się z jego gardła przedarł ciszę. Mógłby teraz do niego pobiec, paść przed nim na kolana, lub przydusić do ściany i całować tak jak jeszcze nigdy ale co by to zmieniło. Trzy miesiące temu Harry podjął decyzję a teraz musi ponieść tego konsekwencje, Louis tylko próbował żyć dalej a za to nie mógł być na niego zły. Harry był za to zły na siebie, stracił go, stracił miłość swojego życia, całe swoje życie. Nie! Nie mogę tak myśleć! Otarł łzy, przecież spełnia marzenia a na świecie jest siedem milionów ludzi, jak nie Louis to ktoś inny.
Louis
Spotkanie Terry'ego było dla Louisa naprawdę miłym wydarzeniem, zwłaszcza po tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Przez pierwsze dni czekając na telefon od niedoszłego chłopaka, Louis był ciekawy i podekscytowany, po trzecim dniu po którym zazwyczaj już się dzwoni Louis był zaniepokojony a po pięciu już wiedział co jest grane. To było do przewidzenia że Terence będzie chciał się zemścić na nim i gdy Louis stracił już nadzieje, jego telefon się odezwał. Terry dokładnie tak jakby wiedział w którym momencie ma zadzwonić, wesołym głosem zapytał czy Louis dość się już natęsknił i obwieścił, nie zaprosił tylko obwieścił że w piątek mają randkę. Na początku Louis był na niego wściekły ale nie umiał się długo na niego gniewać.
Od dwóch dni czekał z upragnieniem na ten piątkowy wieczór, a gdy w końcu nadszedł nie mógł wytrzymać z nerwów. To będzie jego pierwsza randka od rozstania z Harrym i czuł się dziwnie że nie idzie na nią właśnie z nim. Starał się nie myśleć o byłym chłopaku, bo wtedy czuł jakby znowu go zdradzał, wtedy przekonywał sam siebie że to przecież Harry chciał zerwać i to dodawało mu otuchy.
Zaraz po przyjściu z pracy Louis wziął prysznic, ogolił się, wyperfumował i ubrał w najlepsze ciuchy jakie posiadał i wręcz się modlił żeby ta randka nie była jednym wielkim niewypałem. Terence podjechał po niego równo o ósmej, chłopak mówił że nie wyszło mu w tańcu ale za to musiało wyjść mu z czymś innym ponieważ jego Mercedes S Klasa wyglądał jak nówka z salonu.
- Lepiej nie zostawiaj tego samochodu samego w tej dzielnicy. - Powiedział Louis gdy wyszli przed jego kamienicę, Terry tylko się zaśmiał i otworzył przed nim drzwi.
- Nie strasz mnie bo będę bał się zostawić ciebie tutaj samego. - Puścił mu oko i zamkną drzwi.
- Dlaczego zwlekałeś tak długo z tą randką? - Zapytał Louis gdy Terry zajął miejsce kierowcy.
- No cóż jestem trochę wredny i chciałem się zemścić na tobie że nie zadzwoniłeś, ale jednocześnie cholernie bardzo chciałem iść na tą randkę.
Całą drogę spędzili na droczeniu się kto bardziej wypachnił się na tą randkę i który bardziej jej pragnął. Gdy Terry zaparkował obok jednej z najmodniejszych i najdroższych restauracji Londynu, Louis prawie zachłysnął się powietrzem.
- Chcesz mi tak zaimponować czy ostatnio stałeś się jakimś bogaczem?
- To nasza druga pierwsza randka, gdybym zabrał cię do Maca to chyba nie doszłoby do drugiej drugiej randki. - Terry wyskoczył z samochodu i pobiegł otworzyć mu drzwi, co Louisowi bardzo się podobało.
- Dziękuję. - Uśmiechnął się szeroko wysiadając z samochodu.
Restauracja mieściła się w pięciogwiazdkowym hotelu, dokładnie na siódmym piętrze tego hotelu. Mieli zarezerwowany stolik przy oknie skąd rozciągał się piękny widok na Tamizę. Gdy kelner przyniósł im kartę dań, Louis dziękował Bogu że jest tuż po wypłacie a nie dopiero przed, był też pewny że przez ten miesiąc będzie musiał trochę zacisnąć pas.
- A co tam u twoich przyjaciół? - Zapytał Terence gdy kelner przyniósł ich przystawki, Louis zamówił carpaccio z tuńczyka z krewetkami a Terry szparagi zapiekane z szynką parmeńską w sosie musztardowym.
- Lola i Niall pobrali się w zeszłym roku, Liam żeni się jakoś tak teraz w grudniu.
- Żeni się? Z dziewczyną? - Zapytał z niedowierzaniem.
- No tak a z kim?
- Nie no ja zawsze myślałem że on jest gejem.
- No co ty? Liam?
- Dobra mniejsza z tym, co u Mii i Gem?
- Gwen. - Poprawił go Louis. - U niej w porządku, ma chłopaka ale nie planuje jak na razie zakładać rodziny, Mia za to jest w ciąży.
- Żartujesz. - Terry otworzył szeroko buzie. - Z kim?
- Z takim Zayn'em, nie znasz. No i oni też biorą ślub ale kiedy to nie wiem. - Został jeszcze jeden przyjaciel ale jego Terence nie znał więc chyba Louis nie musiał o nim wspominać, tym bardziej że ten przyjaciel to jego były.
- No to widzę że wszystko się pozmieniało, a co z tobą Louis? - Wziął łyk czerwonego winie nie przestając patrzeć się Tomlinsonowi w oczy.
- Nie żenię się ani nie wychodzę za mąż jakoś tak w najbliższym czasie, powoli bo powoli ale pnę się po szczeblach corpo-kariery. Można powiedzieć że jest nudno ale stabilnie. - Dawno już o tym nie myślał ale jego życie naprawdę było nudne, dopóki był z Harry'm to było przynajmniej szczęśliwe. Teraz już tylko nudne, choć może Terry miał być tym który wprowadzi trochę zamieszania. - Za to myślę że ty nie możesz narzekać, czym się zajmujesz? - Zapytał bo naprawdę go to interesowało, ta ciekawość wręcz go zżerała. W jego głowie Terry był już każdym, od szczęśliwca trafiającego szóstkę w totka po członka jakiejś elitarnej Angielskiej mafii.
- Jestem nauczycielem tańca w szkole mojego ojca, no i jestem jego wspólnikiem. - Szkoła tańca ojca Terenca była najlepszą szkołą tańca w Anglii a być może nawet w całej Europie. - Jak to się mówi, kto umie ten robi, kto nie umie uczy.
- Ty jesteś tym wyjątkiem który umie i uczy? - Louis widział już jak Terry tańczy i chłopak robił to bardzo dobrze.
- Po tej kontuzji to jest już tak jakbym nie umiał. - Powiedział smutnym głosem po czym zapanowała cisza.
Gdy kelner podał im danie główne, polędwice wołową w sosie oliwkowo- czosnkowym dla Louisa i stek jagnięcy z grillowaną papryką i grzybami dla Terenca, ich tematy do rozmowy zaczęły żyć własnym życiem. Rozmawiali o wszystkim. Od muzyki po politykę, od sportu po jedzenie. Na deser oboje zamówili sobie mus czekoladowy.
- To był naprawdę bardzo miły wieczór. - Powiedział Louis gdy stali przed jego kamienicą.
- Warty powtórzenia? - Zapytał Terence przygryzając wargę.
- Och na pewno. - Wyszeptał Louis przybliżając się do chłopaka. - Dobranoc. - Powiedział gdy ich usta dzieliły już milimetry po czym odbił się do tyłu i zniknął za drzwiami na klatkę. Nie uszedł za daleko gdy usłyszał za sobą krząknięcie. Terry stał w drzwiach z niezadowoloną miną, Louis podszedł do niego i złożył pocałunek na jego ustach. - Teraz jesteśmy kwita.
Nie mógł go zaprosić na górę, nie mógł. To było jeszcze za wcześnie więc Louis pocałował go jeszcze raz po czym czym prędzej udał się na górę. To była udana randka ale nie mogła się skończyć seksem, Louis uważał że to pomimo wszystko nie byłoby w porządku wobec Harry'ego.
- Hej. - Powiedział wchodząc do mieszkania, Liam siedział na kanapie i oglądał coś na laptopie.
- Hej, jak było?
- Fajnie, fajnie. - Louis miał rozmarzoną minę lecz na szczęście Liam się na niego nie patrzył.
- To świetnie, a i Harry kazał cię pozdrowić bo już wyjechał.
- Jak to wyjechał?
- No w dalszą trasę.
- Nie przyszedł się nawet pożegnać?
- Przyszedł do Mii a potem tutaj, jak byłeś w pracy.
- Aha. - Louis był wściekły, jego dobry humor ulotnił się jak powietrze z przebitego balonu. To było nie w porządku, z wszystkimi się pożegnał a jemu kazał przesłać jakieś tam pozdrowienia. Poszedł do swojego pokoju i zrezygnowany rzucił się na swoje łóżko. To nie było w porządku ze strony Harry'ego i Louis też postanowił nie być już w porządku.
Od dwóch dni czekał z upragnieniem na ten piątkowy wieczór, a gdy w końcu nadszedł nie mógł wytrzymać z nerwów. To będzie jego pierwsza randka od rozstania z Harrym i czuł się dziwnie że nie idzie na nią właśnie z nim. Starał się nie myśleć o byłym chłopaku, bo wtedy czuł jakby znowu go zdradzał, wtedy przekonywał sam siebie że to przecież Harry chciał zerwać i to dodawało mu otuchy.
Zaraz po przyjściu z pracy Louis wziął prysznic, ogolił się, wyperfumował i ubrał w najlepsze ciuchy jakie posiadał i wręcz się modlił żeby ta randka nie była jednym wielkim niewypałem. Terence podjechał po niego równo o ósmej, chłopak mówił że nie wyszło mu w tańcu ale za to musiało wyjść mu z czymś innym ponieważ jego Mercedes S Klasa wyglądał jak nówka z salonu.
- Lepiej nie zostawiaj tego samochodu samego w tej dzielnicy. - Powiedział Louis gdy wyszli przed jego kamienicę, Terry tylko się zaśmiał i otworzył przed nim drzwi.
- Nie strasz mnie bo będę bał się zostawić ciebie tutaj samego. - Puścił mu oko i zamkną drzwi.
- Dlaczego zwlekałeś tak długo z tą randką? - Zapytał Louis gdy Terry zajął miejsce kierowcy.
- No cóż jestem trochę wredny i chciałem się zemścić na tobie że nie zadzwoniłeś, ale jednocześnie cholernie bardzo chciałem iść na tą randkę.
Całą drogę spędzili na droczeniu się kto bardziej wypachnił się na tą randkę i który bardziej jej pragnął. Gdy Terry zaparkował obok jednej z najmodniejszych i najdroższych restauracji Londynu, Louis prawie zachłysnął się powietrzem.
- Chcesz mi tak zaimponować czy ostatnio stałeś się jakimś bogaczem?
- To nasza druga pierwsza randka, gdybym zabrał cię do Maca to chyba nie doszłoby do drugiej drugiej randki. - Terry wyskoczył z samochodu i pobiegł otworzyć mu drzwi, co Louisowi bardzo się podobało.
- Dziękuję. - Uśmiechnął się szeroko wysiadając z samochodu.
Restauracja mieściła się w pięciogwiazdkowym hotelu, dokładnie na siódmym piętrze tego hotelu. Mieli zarezerwowany stolik przy oknie skąd rozciągał się piękny widok na Tamizę. Gdy kelner przyniósł im kartę dań, Louis dziękował Bogu że jest tuż po wypłacie a nie dopiero przed, był też pewny że przez ten miesiąc będzie musiał trochę zacisnąć pas.
- A co tam u twoich przyjaciół? - Zapytał Terence gdy kelner przyniósł ich przystawki, Louis zamówił carpaccio z tuńczyka z krewetkami a Terry szparagi zapiekane z szynką parmeńską w sosie musztardowym.
- Lola i Niall pobrali się w zeszłym roku, Liam żeni się jakoś tak teraz w grudniu.
- Żeni się? Z dziewczyną? - Zapytał z niedowierzaniem.
- No tak a z kim?
- Nie no ja zawsze myślałem że on jest gejem.
- No co ty? Liam?
- Dobra mniejsza z tym, co u Mii i Gem?
- Gwen. - Poprawił go Louis. - U niej w porządku, ma chłopaka ale nie planuje jak na razie zakładać rodziny, Mia za to jest w ciąży.
- Żartujesz. - Terry otworzył szeroko buzie. - Z kim?
- Z takim Zayn'em, nie znasz. No i oni też biorą ślub ale kiedy to nie wiem. - Został jeszcze jeden przyjaciel ale jego Terence nie znał więc chyba Louis nie musiał o nim wspominać, tym bardziej że ten przyjaciel to jego były.
- No to widzę że wszystko się pozmieniało, a co z tobą Louis? - Wziął łyk czerwonego winie nie przestając patrzeć się Tomlinsonowi w oczy.
- Nie żenię się ani nie wychodzę za mąż jakoś tak w najbliższym czasie, powoli bo powoli ale pnę się po szczeblach corpo-kariery. Można powiedzieć że jest nudno ale stabilnie. - Dawno już o tym nie myślał ale jego życie naprawdę było nudne, dopóki był z Harry'm to było przynajmniej szczęśliwe. Teraz już tylko nudne, choć może Terry miał być tym który wprowadzi trochę zamieszania. - Za to myślę że ty nie możesz narzekać, czym się zajmujesz? - Zapytał bo naprawdę go to interesowało, ta ciekawość wręcz go zżerała. W jego głowie Terry był już każdym, od szczęśliwca trafiającego szóstkę w totka po członka jakiejś elitarnej Angielskiej mafii.
- Jestem nauczycielem tańca w szkole mojego ojca, no i jestem jego wspólnikiem. - Szkoła tańca ojca Terenca była najlepszą szkołą tańca w Anglii a być może nawet w całej Europie. - Jak to się mówi, kto umie ten robi, kto nie umie uczy.
- Ty jesteś tym wyjątkiem który umie i uczy? - Louis widział już jak Terry tańczy i chłopak robił to bardzo dobrze.
- Po tej kontuzji to jest już tak jakbym nie umiał. - Powiedział smutnym głosem po czym zapanowała cisza.
Gdy kelner podał im danie główne, polędwice wołową w sosie oliwkowo- czosnkowym dla Louisa i stek jagnięcy z grillowaną papryką i grzybami dla Terenca, ich tematy do rozmowy zaczęły żyć własnym życiem. Rozmawiali o wszystkim. Od muzyki po politykę, od sportu po jedzenie. Na deser oboje zamówili sobie mus czekoladowy.
- To był naprawdę bardzo miły wieczór. - Powiedział Louis gdy stali przed jego kamienicą.
- Warty powtórzenia? - Zapytał Terence przygryzając wargę.
- Och na pewno. - Wyszeptał Louis przybliżając się do chłopaka. - Dobranoc. - Powiedział gdy ich usta dzieliły już milimetry po czym odbił się do tyłu i zniknął za drzwiami na klatkę. Nie uszedł za daleko gdy usłyszał za sobą krząknięcie. Terry stał w drzwiach z niezadowoloną miną, Louis podszedł do niego i złożył pocałunek na jego ustach. - Teraz jesteśmy kwita.
Nie mógł go zaprosić na górę, nie mógł. To było jeszcze za wcześnie więc Louis pocałował go jeszcze raz po czym czym prędzej udał się na górę. To była udana randka ale nie mogła się skończyć seksem, Louis uważał że to pomimo wszystko nie byłoby w porządku wobec Harry'ego.
- Hej. - Powiedział wchodząc do mieszkania, Liam siedział na kanapie i oglądał coś na laptopie.
- Hej, jak było?
- Fajnie, fajnie. - Louis miał rozmarzoną minę lecz na szczęście Liam się na niego nie patrzył.
- To świetnie, a i Harry kazał cię pozdrowić bo już wyjechał.
- Jak to wyjechał?
- No w dalszą trasę.
- Nie przyszedł się nawet pożegnać?
- Przyszedł do Mii a potem tutaj, jak byłeś w pracy.
- Aha. - Louis był wściekły, jego dobry humor ulotnił się jak powietrze z przebitego balonu. To było nie w porządku, z wszystkimi się pożegnał a jemu kazał przesłać jakieś tam pozdrowienia. Poszedł do swojego pokoju i zrezygnowany rzucił się na swoje łóżko. To nie było w porządku ze strony Harry'ego i Louis też postanowił nie być już w porządku.
Mia
Takie wieczory jak ten należały do Mii ulubionych. Tylko ona i Zayn, leżący na jej łóżku i zwyczajnie rozmawiający o głupotach, czasami nawet nic nie mówili a było fajnie. Związek z Zayn'em był dla niej czymś nowym, innym a nawet fajnym. Nie było jak z Thomasem, nie było kłótni, zazdrości, ale także nie było namiętności, chemii i motylków w brzuchu przed każdym spotkaniem. Za to Zayn dawał jej uczucie bezpieczeństwa, stabilności i potrafił ją rozśmieszyć. Nie ważne że jej nie kocha, ważne że nigdy jej nie zrani, tego była pewna.
- Miałem dzisiaj dziwny sen, w sumie taki koszmar. - Odezwał się Zayn przegryzając czipsa paprykowego, obecnie ulubioną przekąskę Mii. - Trafiłem do takiego domu z którego nie szło wyjść, to znaczy jeśli nie miałeś szczęścia to nie mogłeś wyjść bo każdy próbował cię tam zabić. Byłem tam raz sam a raz z moją siostrą i kuzynem i w jednym pokoju była moja matka, ale taka jakaś opętana była tak jakby przez jakiegoś demona i chciała mnie zabić.
- Jezus Maria. - Jęknęła Mia.
- To jeszcze nic, ja wziąłem nóż i jak ona mnie atakowała to ją dźgałem a ona nic sobie z tego nie robiła, była cała podźgana i nadal chciała mnie zabić. W końcu jakoś tak ją obróciłem tyłem do siebie i podciąłem jej gardło aż trysnęła krew. Potem zacząłem płakać bo zabiłem moją mamę, obudziłem się cały we łzach.
- Oj moje ty biedactwo. - Pogładziła go po policzku, leżała z głową na jego brzuchu a Zayn jedną ręką masował jej głowę drugą zaś karmił ją czipsami. - Mi się śniło że straciłam dziewictwo z księciem.
- Z księciem? Ale Anglii?
- Nie, nie, bardziej takim monarchom jak z Książę w Nowym Jorku tylko że ten książę był biały. Przyszedł do mnie w otoczeniu dwunastu żołnierzy którzy mieli dzidy i te takie białe maski ludków z Gwiezdnych Wojen, tylko że oni mieli różowe. Ja leżałam na takim okrągłym łożu, ci żołnierze usiedli na krzesłach w około tego łoża a książę zaczął taką sztywną i formalną grę wstępną. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie.
- No proszę jakie pani ma fantazję. - Chłopak zaśmiał przez co jej głowa na jego brzuchu zaczęła podskakiwać.
- To nie była fantazja, bardziej taki nieprzyjemny sen. No książę był nawet niezły ale dziwnie było z tymi różowymi szturmowcami. - Ha! Przypomniała sobie nazwę tych ludków.
- Mimo wszystko wolałbym mieć twój sen niż mój.
- No ja w sumie też wolę już ten. - Przyznała Mia a Zayn wsadził jej kolejnego czipsa do buzi. - A właśnie co u twoich rodziców, powiedziałeś im już?
- Nie, jeszcze nie. O tylu rzeczach informowałem ich przez telefon, teraz wypadałoby to zrobić osobiście. Może pojechałabyś ze mną?
- Ja? - Zdziwiła się.
- No tak, w końcu odgrywasz w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Po za tym rodzice na pewno będą chcieli poznać przyszłą synową.
- Ty naprawdę poważnie mówisz z tym ślubem? Naprawdę chcesz się ze mną ożenić? - Zayn już jej się oświadczył ale Mia nadal nie wierzyła że w końcu dojdzie do tego ślubu.
- Tak, wszyscy ostatnio biorą śluby to dlaczego my nie możemy, co jesteśmy jacyś gorsi? - Zaśmiał się. - Po za tym dostaniemy prezenty, poznasz moją rodzinę, może być fajnie.
Tak tylko w twojej przysiędze ''obiecuję ci miłość'' będzie jednym wielkim kłamstwem. Pomyślała ale nie powiedziała tego głośno, w ogóle szybko odgoniła te myśli od siebie.
- No dobra ale mam jeden warunek. - Wyprostowała się i usiadła po turecku przy jego boku. - To będzie dopiero po porodzie, jak już schudnę i przestanę karmić piersią i będę miała najzajebistrzą kieckę na ziemi. - Zażądała.
- Okej, zgoda.
- No to deal. - Uścisnęli sobie dłonie po czym Mia wróciła do swojej poprzedniej pozycji. - Zayn Thompson, nawet ładnie to brzmi.
- Ooooo nieeeeee. - Zaprotestował chłopak potrząsając głową. - Albo zostajesz przy swoim nazwisku albo zmieniasz na Malik, nie ma innej opcji.
- Mia Malik? - Zapytała bez przekonania.
- A Zayn Thompson, to chyba jeszcze gorsze niż Ahmed Smith albo Abdul Carter. - Prychnął. - I mam nadzieje że dziecka też nie nazwiemy Brian albo Emily. - Nie chcieli znać płci dziecka więc cały czas mówili o nim dziecko.
- Dlaczego nie?
- Bo nie może mieć białego imienia. - Powiedział jakby to była najoczywistrza oczywistość.
- To w takim razie jak?
- Jak chłopiec to może Jamal albo Salim, a jak dziewczynka to Latika.
- A może od razu Slum Dog, milioner z ulicy? - Prychnęła, widać że Malik bardzo inspirował się tym filmem.
- No co mi się te imiona podobają.
- A co jeśli dziecko nie będzie wystarczająco ''brązowe''. - Podniosła ręce do góry żeby zakreślić w powietrzu nawias?
- Och ty chyba nie wierzysz w siłę moich genów maleńka. - Zażartował ale Mii nie było do śmiechu.
- A co jeśli będzie białe, Zayn co jeśli ono będzie białe? - To był pierwszy raz od czasu poinformowania Zayna o ciąży, kiedy poruszyła temat tego że jest duże prawdopodobieństwo że to nie on jest ojcem.
- No to wtedy będzie Brian albo Emily, to będzie moje dziecko Mia. Nieważne czy będzie białe jak mleko, czarne jak gorzka czekolada czy może nawet żółte jak żonkil. To będzie moje dziecko Mils, chyba że ty tego nie będziesz chciała, tak długo jak mi nie zabronisz będzie nosiło nazwisko Malik.
Hej gołąbeczki, ostatnio dość często dodaję te rozdziały ale jest to spowodowane tym że do 29 maja mam zwolnienie lekarskie i tak sobie siedzę w domku i piszę. Mówię o tym bo nie chcę was za bardzo przyzwyczaić bo potem znowu możemy wrócić do rozdziałów raz w miesiącu.
Jak podoba wam się nowa postać Terence? I przepraszam jeśli narobiłam wam apetytu tym rozdziałem bo sama zrobiłam się bardzo głodna pisząc o tych wszystkich daniach, tym bardziej że po operacji moja dieta składa się tylko z jogurtów, budyni, kleików i Gerberków dla dzieci. No nic dodaje i życzę wam jeszcze miłego dnia mając nadzieje że też macie taką ładną pogodę jak ja.
Całusy :***
- Miałem dzisiaj dziwny sen, w sumie taki koszmar. - Odezwał się Zayn przegryzając czipsa paprykowego, obecnie ulubioną przekąskę Mii. - Trafiłem do takiego domu z którego nie szło wyjść, to znaczy jeśli nie miałeś szczęścia to nie mogłeś wyjść bo każdy próbował cię tam zabić. Byłem tam raz sam a raz z moją siostrą i kuzynem i w jednym pokoju była moja matka, ale taka jakaś opętana była tak jakby przez jakiegoś demona i chciała mnie zabić.
- Jezus Maria. - Jęknęła Mia.
- To jeszcze nic, ja wziąłem nóż i jak ona mnie atakowała to ją dźgałem a ona nic sobie z tego nie robiła, była cała podźgana i nadal chciała mnie zabić. W końcu jakoś tak ją obróciłem tyłem do siebie i podciąłem jej gardło aż trysnęła krew. Potem zacząłem płakać bo zabiłem moją mamę, obudziłem się cały we łzach.
- Oj moje ty biedactwo. - Pogładziła go po policzku, leżała z głową na jego brzuchu a Zayn jedną ręką masował jej głowę drugą zaś karmił ją czipsami. - Mi się śniło że straciłam dziewictwo z księciem.
- Z księciem? Ale Anglii?
- Nie, nie, bardziej takim monarchom jak z Książę w Nowym Jorku tylko że ten książę był biały. Przyszedł do mnie w otoczeniu dwunastu żołnierzy którzy mieli dzidy i te takie białe maski ludków z Gwiezdnych Wojen, tylko że oni mieli różowe. Ja leżałam na takim okrągłym łożu, ci żołnierze usiedli na krzesłach w około tego łoża a książę zaczął taką sztywną i formalną grę wstępną. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie.
- No proszę jakie pani ma fantazję. - Chłopak zaśmiał przez co jej głowa na jego brzuchu zaczęła podskakiwać.
- To nie była fantazja, bardziej taki nieprzyjemny sen. No książę był nawet niezły ale dziwnie było z tymi różowymi szturmowcami. - Ha! Przypomniała sobie nazwę tych ludków.
- Mimo wszystko wolałbym mieć twój sen niż mój.
- No ja w sumie też wolę już ten. - Przyznała Mia a Zayn wsadził jej kolejnego czipsa do buzi. - A właśnie co u twoich rodziców, powiedziałeś im już?
- Nie, jeszcze nie. O tylu rzeczach informowałem ich przez telefon, teraz wypadałoby to zrobić osobiście. Może pojechałabyś ze mną?
- Ja? - Zdziwiła się.
- No tak, w końcu odgrywasz w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Po za tym rodzice na pewno będą chcieli poznać przyszłą synową.
- Ty naprawdę poważnie mówisz z tym ślubem? Naprawdę chcesz się ze mną ożenić? - Zayn już jej się oświadczył ale Mia nadal nie wierzyła że w końcu dojdzie do tego ślubu.
- Tak, wszyscy ostatnio biorą śluby to dlaczego my nie możemy, co jesteśmy jacyś gorsi? - Zaśmiał się. - Po za tym dostaniemy prezenty, poznasz moją rodzinę, może być fajnie.
Tak tylko w twojej przysiędze ''obiecuję ci miłość'' będzie jednym wielkim kłamstwem. Pomyślała ale nie powiedziała tego głośno, w ogóle szybko odgoniła te myśli od siebie.
- No dobra ale mam jeden warunek. - Wyprostowała się i usiadła po turecku przy jego boku. - To będzie dopiero po porodzie, jak już schudnę i przestanę karmić piersią i będę miała najzajebistrzą kieckę na ziemi. - Zażądała.
- Okej, zgoda.
- No to deal. - Uścisnęli sobie dłonie po czym Mia wróciła do swojej poprzedniej pozycji. - Zayn Thompson, nawet ładnie to brzmi.
- Ooooo nieeeeee. - Zaprotestował chłopak potrząsając głową. - Albo zostajesz przy swoim nazwisku albo zmieniasz na Malik, nie ma innej opcji.
- Mia Malik? - Zapytała bez przekonania.
- A Zayn Thompson, to chyba jeszcze gorsze niż Ahmed Smith albo Abdul Carter. - Prychnął. - I mam nadzieje że dziecka też nie nazwiemy Brian albo Emily. - Nie chcieli znać płci dziecka więc cały czas mówili o nim dziecko.
- Dlaczego nie?
- Bo nie może mieć białego imienia. - Powiedział jakby to była najoczywistrza oczywistość.
- To w takim razie jak?
- Jak chłopiec to może Jamal albo Salim, a jak dziewczynka to Latika.
- A może od razu Slum Dog, milioner z ulicy? - Prychnęła, widać że Malik bardzo inspirował się tym filmem.
- No co mi się te imiona podobają.
- A co jeśli dziecko nie będzie wystarczająco ''brązowe''. - Podniosła ręce do góry żeby zakreślić w powietrzu nawias?
- Och ty chyba nie wierzysz w siłę moich genów maleńka. - Zażartował ale Mii nie było do śmiechu.
- A co jeśli będzie białe, Zayn co jeśli ono będzie białe? - To był pierwszy raz od czasu poinformowania Zayna o ciąży, kiedy poruszyła temat tego że jest duże prawdopodobieństwo że to nie on jest ojcem.
- No to wtedy będzie Brian albo Emily, to będzie moje dziecko Mia. Nieważne czy będzie białe jak mleko, czarne jak gorzka czekolada czy może nawet żółte jak żonkil. To będzie moje dziecko Mils, chyba że ty tego nie będziesz chciała, tak długo jak mi nie zabronisz będzie nosiło nazwisko Malik.
Hej gołąbeczki, ostatnio dość często dodaję te rozdziały ale jest to spowodowane tym że do 29 maja mam zwolnienie lekarskie i tak sobie siedzę w domku i piszę. Mówię o tym bo nie chcę was za bardzo przyzwyczaić bo potem znowu możemy wrócić do rozdziałów raz w miesiącu.
Jak podoba wam się nowa postać Terence? I przepraszam jeśli narobiłam wam apetytu tym rozdziałem bo sama zrobiłam się bardzo głodna pisząc o tych wszystkich daniach, tym bardziej że po operacji moja dieta składa się tylko z jogurtów, budyni, kleików i Gerberków dla dzieci. No nic dodaje i życzę wam jeszcze miłego dnia mając nadzieje że też macie taką ładną pogodę jak ja.
Całusy :***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz