Liam
Tego ranka obudziły go śmiechy dochodzące z kuchni i zapach jajecznicy. Spojrzał na zegarek który wskazywał piętnaście po siódmej, była to bardzo wczesna pora jak na wizytę Terry'ego ale to jego śmiech towarzyszył Louisowi. Liam wstał z łóżka przeciągając się, po czym założył na siebie czarną koszulkę i wyszedł z pokoju. W kuchni przy stole siedział Terence w samych spodniach od piżamy Louisa, a Louis w bokserkach i fioletowej koszulce stał przy kuchence, z drewnianą łyżką w prawej dłoni mieszał jajka na patelni.
- Dzień dobry. - Przywitał się wesoło blondyn, najwidoczniej wcale nie przyszedł tak wcześnie tylko po prostu spał tutaj, chyba po raz pierwszy.
- Cześć. - Odpowiedział Liam przecierając zaspane oczy.
- Jak się czujesz ostatniego kawalerskiego dnia? - Zapytał Louis.
- Jakoś ujdzie. - W tym momencie Liam uświadomił sobie że to na prawdę ostatni dzień gdy jest kawalerem, jutro już się żeni. Przeszły go ciarki na samą myśl o tym.
- Gdybyś miał wątpliwości to lepiej uciekaj już teraz bo rozwody nie są za tanie. - Powiedział Terry biorąc łyk herbaty.
- O co ci chodzi? - Zapytał Liam trochę zbyt agresywnie.
- O nic, to był tylko żart. - Tłumaczył się chłopak patrząc na niego zdziwionym wzrokiem, tak samo patrzył się na niego Louis.
- Przepraszam, trochę się stresuję, wiesz w końcu to wielki dzień. - Powiedział już o wiele łagodniej, tak na prawdę to Liam był pełen wątpliwości ale o tym nikt nie mógł się przecież dowiedzieć.
- Zjesz z nami? - Zapytał Louis sięgając z szafki trzeci talerz.
- Chętnie. - Usiadł przy stole a po chwili przyjaciel postawił przed nim pełen talerz jajecznicy z szynką.
Resztę śniadania spędzili w wesołej atmosferze. Louis i Terence zachowywali się przez cały czas jak para zakochanych nastolatków i tak też wyglądali, widać było że pomiędzy nimi jest chemia i to dawało Liamowi nadzieję. Przecież jeszcze niedawno temu Louis był jeszcze na maksa zakochany w Harry'm, jeszcze niedawno siedział przy tym stole i dosłownie ryczał jedząc ulubione płatki byłego, a teraz aż promieniował szczęściem. Liam też da radę, przecież na jakimś tam swój sposób kocha Moly a małżeństwo tylko to umocni. W końcu zapomni o Zaynie, tak jak Louis dał radę zapomnieć o Harrym.
O ósmej Terry poszedł się ubrać i wyszedł do pracy, Lou miał jeszcze dobre dwadzieścia minut więc postanowił dotrzymać przyjacielowi towarzystwa ponieważ on miał dzisiaj wolne.
- Mam nadzieje że nie masz żadnych planów na wieczór. - Zagaił Louis.
- A co szykujesz jakiś niespodziankowy wieczór kawalerski?
- No i już wszystko zepsułeś. - Jęknął niezadowolony.
- Mówiłem że nie chcę żadnej imprezy, zwykłe wyjście na piwo by mi wystarczyło.
- Na piwo możemy sobie wyjść kiedy tylko chcemy a wieczór kawalerski nie zdarza się codziennie.
- No dobra więc gdzie mnie zabieracie? - Poddał się w końcu.
- A tego ci nie powiem, przynajmniej coś zostanie niespodzianką.
- A mogę przynajmniej wiedzieć kto na tej imprezie będzie?
- No to możesz wiedzieć. Ja, ty, Niall, Harry, Luke, Tom i George. - To było siedem osób, Luke i Tom to Liama koledzy z pracy, a Georga obydwoje znają jeszcze ze studiów i kiedyś nawet z nimi mieszkał, nim Niall się do nich wprowadził.
- A Terry?
- Terry dzisiaj nie może.
- A Zayn? - Brak tego chłopaka bardziej go zastanawiał.
- Zayn wczoraj jechał do rodziców, jego mama trafiła do szpitala i bardzo cię przeprasza ale nie może być ani dzisiaj ani jutro na ślubie.
- Aha. - Odpowiedział Liam choć wiedział że to wszystko to ściema.
Zayn
Listopad minął tak szybko, nim się Zayn obejrzał był już grudzień, potem mrugnął i już nadszedł osiemnasty. Obudził się z podłym humorem, a gdy przypomniał sobie że jutro Liam bierze ślub to jeszcze bardziej mu się pogorszyło. Żeby nie musieć na to wszystko patrzeć wyjechał do Bradford, pod pretekstem choroby matki której tak naprawdę nic nie dolegało, tak po prostu było mu łatwiej.
Obudził się o dziewiątej, jak to dziwnie było znowu spać w swoim dawnym łóżku. Zszedł do kuchni gdzie przy stole siedziały mama z Ilham, Aafia i Javier już byli w szkole a ojciec w pracy. Wczorajsza reakcja ojca na jego przyjazd bardzo Zayna zaskoczyła ponieważ Nazir o nic go się nie czepiał, nawet był miły. Po śniadaniu z matką i siostrą, Zayn wrócił do swojego starego pokoju. Położył się na łóżku i postanowił rozpaczać tam póki znowu nie będzie musiał widzieć się z innymi ludźmi. Po kilku minutach usłyszał cichutkie pukanie do drzwi.
- Pr..proszę. - Powiedział szybko ocierając łzy, na pewno było widać że płakał. Do pokoju weszła Alice, jego mama. Nie powiedziała nic, z łagodnym uśmiechem przysiadła na jego łóżku i z czułością odgarnęła kosmyk włosów z jego czoła. - Nic mi nie jest. - Odpowiedział uprzedzając jej pytanie.
- Więc dlaczego płaczesz? - Chwyciła go za dłoń, jej ręce były takie ciepłe.
- To już facet nie może sobie popłakać?
- Facet może, ale gdy robi to mój synek to bardzo się martwię. - Zayn już chciał zaprzeczyć ale nie dał rady, podniósł się po czym wtulił w matkę.
- Będziesz babcią. - Nie wiedział od czego ma zacząć więc zaczął od końca.
- Ale nie teściową?
- To nie jest takie proste, Mia jest moją najlepszą przyjaciółką, kocham ją ale...
- Ale ona nie kocha ciebie? - Alice musiała się dużo dopytywać ponieważ Zayn opowiadał to w taki sposób że nie do końca było wiadomo o co chodzi.
- Nie, to znaczy tak, to znaczy kochamy się ale nie tak jakbyśmy chcieli. - Postanowił przestać owijać w bawełnę, wszystkich mógł oszukiwać ale ona musiała znać całą prawdę. - Zakochałem się w kimś innym, nawet byliśmy parą przez jakiś czas ale wszystko zepsułem a teraz on się żeni. - Mama nie zdziwiła się na słowo on, westchnęła głośno gdy skończył ale nie było to złe westchnięcie, bardziej takie ''i co ja mam ci poradzić''.
- To dlaczego tego nie naprawisz?
- Próbowałem, wiele razy ale on wybrał ją bo chyba się boi być ze mną. - Westchnął siadając już normalnie na łóżku. - I jak ja mam o tym wszystkim powiedzieć ojcu, po tym wszystkim co ze mną przeszedł teraz będzie musiał znieść jeszcze nieślubne dziecko.
- Tym nie musisz się tak przejmować, czasami myślę że on już sam zapomniał jaki był gdy był młody. Wiesz że wy jesteście tacy sami, kropka w kropkę.
- Co ty gadasz. - Prychnął Zayn.
- Na prawdę, nie wiesz o tym ale tata też szybko rzucił szkołę. Był wtedy w takim zespole, wyleciało mi z głowy jak się nazywali ale mój ojciec mówił na nich obdartusy ze względu na ich stroje, to nawet pasowało ale taka była wtedy moda.
- Żartujesz, tata? - Powiedział zaszokowany, przecież to niemożliwe.
- Tak było, gdy go poznałam to liczyły się dla niego tylko jego marzenia o zostaniu gwiazdą rocka. Mój ojciec długo nie chciał zgodzić się na ten związek.
- Więc co się stało?
- Zaszłam w ciąże, ale tak właściwie to wszystko się zmieniło gdy cię urodziłam. Gdy Nazir pierwszy raz trzymał cię na rękach, strasznie płakał a potem kompletnie zmienił swoje życie. Ściął włosy, poszedł do normalnej pracy, zaczął nosić krawat, ożenił się ze mną.
- Więc dlaczego teraz taki jest?
- Ponieważ mój tata bardzo długo nie mógł się z tym pogodzić że ja za niego wyszłam, a Nazir chciał mu pokazać że z nim nic mi się nie stanie, że wychowa porządne dzieci, wiem to trochę egoistyczne, ale to też dlatego że on bardzo was wszystkich kocha i chce dla was dobrze.
- Myślisz że mimo wszystko powinienem być z Mią?
- Myślę że powinieneś robić wszystko żeby tylko być szczęśliwym, całe życie do tego dążysz więc dlaczego teraz chcesz się poddać?
- Bo dotychczas chodziło tylko o moje życie.
- A myślisz że gdybyś był z tym chłopakiem to on też byłby szczęśliwy?
- Myślę że tak...
- Więc dlaczego nie spróbujesz jeszcze raz?
Harry
Organizując wieczór kawalerski Louis nie popisał się oryginalnością, tak jak wiele tysięcy innych drużb na świecie, zabrał ich do klubu ze striptizem na szczęście nie zostali tam długo. Harry bardzo niechętnie szedł na tą imprezę, tym bardziej że nie miało być na niej Zayna choć później okazało się że akurat na tym przyjęciu bawił się lepiej bez przyjaciela, gdyby Zayn tu był, byłaby to dla niego stypa a nie zabawa. Poza tym jednym szczegółem że pan młody miał mały sekrecik związany z jednym ze swoich przyjaciół, to impreza nie różniła się od innych tego typu. Po zaliczeniu klubu Go-Go, chłopcy poszli dalej w miasto. Harry starał trzymać się jak najdalej Louisa, co przyszło mu łatwo ponieważ cały wieczór spędził z George'em, ten chłopak umie imprezować. George wypił dużo ale nie był pijany, miał humor, którym rozbawiał Harry'ego do łez. Jednak nic nie mogło trwać wiecznie, tym bardziej że jutro trzeba będzie wstać na ślub. Impreza zmierzała już do końca gdy Harry postanowił jako pierwszy jechać do domu. Wyszedł przed pub żeby zaczekać na taksówkę która miała zawieźć go do mieszkania Zayna u którego postanowił się zatrzymać. Po chwili wyszedł do niego lekko wstawiony Liam.
- Dzięki stary że przyszedłeś. - Powiedział przybijając Stylesowi piątkę.
- Nie ma sprawy. - Odpowiedział prawie że trzeźwy Harry.
- Właśnie że jest, pomimo całej tej sytuacji przyszedłeś i bardzo ci za to dziękuję.
- Nie jestem na miejscu Zayna, więc dlaczego miałbym nie przyjść. - Powiedział po czym ugryzł się w język, niepotrzebnie o tym wspominał.
- Co?
- Nic, nic.
- Dlaczego miałbyś nie przyjść gdybyś był na miejscu Zayna? - Głos Liama brzmiał już o wiele trzeźwiej.
- Dobrze wiesz dlaczego.
- I co i teraz będziesz prawił mi jakieś morały?
- Nie. - Ta odpowiedź zdziwiła Liama.
- Dlaczego?
- Bo postąpiłem tak samo jak ty, więc nie mogę mówić ci co masz robić. - Przyznał ze wzruszeniem ramion.
- Więc dlaczego wspominasz o Zaynie? - Taksówka Harry'ego podjechała i zaparkowała kilka kroków od nich.
- Bo chciałem ci powiedzieć żebyś przed podjęciem tej ostatecznej decyzji, zastanowił się czy za pięć lat nadal będzie to dla ciebie dobry wybór.
- Ty tak zrobiłeś?
- Nie. - Odpowiedział ruszając w stronę taksówki. - Do jutra Li.
Hej, dziś taki króciutki rozdział ponieważ nie umiem wycisnąć z niego więcej. Następny rozdział to ślub Liama, jak myślicie jak to wszystko się potoczy? Nie wiem kiedy ten rozdział się pojawi ponieważ już od jutra idę do szkoły i dobrze bo ile można w domu siedzieć, pewnie przez brak słońca jestem blada jak trup. To do następnego misiaki ;***