niedziela, 31 maja 2015

The One With Bachelor Party.

18 Grudzień 2015
Liam
 Tego ranka obudziły go śmiechy dochodzące z kuchni i zapach jajecznicy. Spojrzał na zegarek który wskazywał piętnaście po siódmej, była to bardzo wczesna pora jak na wizytę Terry'ego ale to jego śmiech towarzyszył Louisowi. Liam wstał z łóżka przeciągając się, po czym założył na siebie czarną koszulkę i wyszedł z pokoju. W kuchni przy stole siedział Terence w samych spodniach od piżamy Louisa, a Louis w bokserkach i fioletowej koszulce stał przy kuchence, z drewnianą łyżką w prawej dłoni mieszał jajka na patelni. 
 - Dzień dobry. - Przywitał się wesoło blondyn, najwidoczniej wcale nie przyszedł tak wcześnie tylko po prostu spał tutaj, chyba po raz pierwszy.
 - Cześć. - Odpowiedział Liam przecierając zaspane oczy.
 - Jak się czujesz ostatniego kawalerskiego dnia? - Zapytał Louis.
 - Jakoś ujdzie. - W tym momencie Liam uświadomił sobie że to na prawdę ostatni dzień gdy jest kawalerem, jutro już się żeni. Przeszły go ciarki na samą myśl o tym. 
 - Gdybyś miał wątpliwości to lepiej uciekaj już teraz bo rozwody nie są za tanie. - Powiedział Terry biorąc łyk herbaty.
 - O co ci chodzi? - Zapytał Liam trochę zbyt agresywnie.
 - O nic, to był tylko żart. - Tłumaczył się chłopak patrząc na niego zdziwionym wzrokiem, tak samo patrzył się na niego Louis.
 - Przepraszam, trochę się stresuję, wiesz w końcu to wielki dzień. - Powiedział już o wiele łagodniej, tak na prawdę to Liam był pełen wątpliwości ale o tym nikt nie mógł się przecież dowiedzieć.
 - Zjesz z nami? - Zapytał Louis sięgając z szafki trzeci talerz.
 - Chętnie. - Usiadł przy stole a po chwili przyjaciel postawił przed nim pełen talerz jajecznicy z szynką.
 Resztę śniadania spędzili w wesołej atmosferze. Louis i Terence zachowywali się przez cały czas jak para zakochanych nastolatków i tak też wyglądali, widać było że pomiędzy nimi jest chemia i to dawało Liamowi nadzieję. Przecież jeszcze niedawno temu Louis był jeszcze na maksa zakochany w Harry'm, jeszcze niedawno siedział przy tym stole i dosłownie ryczał jedząc ulubione płatki byłego, a teraz aż promieniował szczęściem. Liam też da radę, przecież na jakimś tam swój sposób kocha Moly a małżeństwo tylko to umocni. W końcu zapomni o Zaynie, tak jak Louis dał radę zapomnieć o Harrym.
 O ósmej Terry poszedł się ubrać i wyszedł do pracy, Lou miał jeszcze dobre dwadzieścia minut więc postanowił dotrzymać przyjacielowi towarzystwa ponieważ on miał dzisiaj wolne.
 - Mam nadzieje że nie masz żadnych planów na wieczór. - Zagaił Louis.
 - A co szykujesz jakiś niespodziankowy wieczór kawalerski?
 - No i już wszystko zepsułeś. - Jęknął niezadowolony.
 - Mówiłem że nie chcę żadnej imprezy, zwykłe wyjście na piwo by mi wystarczyło.
 - Na piwo możemy sobie wyjść kiedy tylko chcemy a wieczór kawalerski nie zdarza się codziennie.
 - No dobra więc gdzie mnie zabieracie? - Poddał się w końcu.
 - A tego ci nie powiem, przynajmniej coś zostanie niespodzianką.
 - A mogę przynajmniej wiedzieć kto na tej imprezie będzie?
 - No to możesz wiedzieć. Ja, ty, Niall, Harry, Luke, Tom i George. - To było siedem osób, Luke i Tom to Liama koledzy z pracy, a Georga obydwoje znają jeszcze ze studiów i kiedyś nawet z nimi mieszkał, nim Niall się do nich wprowadził. 
 - A Terry? 
 - Terry dzisiaj nie może.
 - A Zayn? - Brak tego chłopaka bardziej go zastanawiał.
 - Zayn wczoraj jechał do rodziców, jego mama trafiła do szpitala i bardzo cię przeprasza ale nie może być ani dzisiaj ani jutro na ślubie.
 - Aha. - Odpowiedział Liam choć wiedział że to wszystko to ściema.

Zayn
  Listopad minął tak szybko, nim się Zayn obejrzał był już grudzień, potem mrugnął i już nadszedł osiemnasty. Obudził się z podłym humorem, a gdy przypomniał sobie że jutro Liam bierze ślub to jeszcze bardziej mu się pogorszyło. Żeby nie musieć na to wszystko patrzeć wyjechał do Bradford, pod pretekstem choroby matki której tak naprawdę nic nie dolegało, tak po prostu było mu łatwiej.
 Obudził się o dziewiątej, jak to dziwnie było znowu spać w swoim dawnym łóżku. Zszedł do kuchni gdzie przy stole siedziały mama z Ilham, Aafia i Javier już byli w szkole a ojciec w pracy. Wczorajsza reakcja ojca na jego przyjazd bardzo Zayna zaskoczyła ponieważ Nazir o nic go się nie czepiał, nawet był miły. Po śniadaniu z matką i siostrą, Zayn wrócił do swojego starego pokoju. Położył się na łóżku i postanowił rozpaczać tam póki znowu nie będzie musiał widzieć się z innymi ludźmi. Po kilku minutach usłyszał cichutkie pukanie do drzwi.
 - Pr..proszę. - Powiedział szybko ocierając łzy, na pewno było widać że płakał. Do pokoju weszła Alice, jego mama. Nie powiedziała nic, z łagodnym uśmiechem przysiadła na jego łóżku i z czułością odgarnęła kosmyk włosów z jego czoła. - Nic mi nie jest. - Odpowiedział uprzedzając jej pytanie.
 - Więc dlaczego płaczesz? - Chwyciła go za dłoń, jej ręce były takie ciepłe.
 - To już facet nie może sobie popłakać?
 - Facet może, ale gdy robi to mój synek to bardzo się martwię. - Zayn już chciał zaprzeczyć ale nie dał rady, podniósł się po czym wtulił w matkę.
 - Będziesz babcią. - Nie wiedział od czego ma zacząć więc zaczął od końca.
 - Ale nie teściową? 
 - To nie jest takie proste, Mia jest moją najlepszą przyjaciółką, kocham ją ale... 
 - Ale ona nie kocha ciebie? - Alice musiała się dużo dopytywać ponieważ Zayn opowiadał to w taki sposób że nie do końca było wiadomo o co chodzi.
 - Nie, to znaczy tak, to znaczy kochamy się ale nie tak jakbyśmy chcieli. - Postanowił przestać owijać w bawełnę, wszystkich mógł oszukiwać ale ona musiała znać całą prawdę. - Zakochałem się w kimś innym, nawet byliśmy parą przez jakiś czas ale wszystko zepsułem a teraz on się żeni. - Mama nie zdziwiła się na słowo on, westchnęła głośno gdy skończył ale nie było to złe westchnięcie, bardziej takie ''i co ja mam ci poradzić''.
 - To dlaczego tego nie naprawisz?
 - Próbowałem, wiele razy ale on wybrał ją bo chyba się boi być ze mną. - Westchnął siadając już normalnie na łóżku. - I jak ja mam o tym wszystkim powiedzieć ojcu, po tym wszystkim co ze mną przeszedł teraz będzie musiał znieść jeszcze nieślubne dziecko.
 - Tym nie musisz się tak przejmować, czasami myślę że on już sam zapomniał jaki był gdy był młody. Wiesz że wy jesteście tacy sami, kropka w kropkę.
 - Co ty gadasz. - Prychnął Zayn.
 - Na prawdę, nie wiesz o tym ale tata też szybko rzucił szkołę. Był wtedy w takim zespole, wyleciało mi z głowy jak się nazywali ale mój ojciec mówił na nich obdartusy ze względu na ich stroje, to nawet pasowało ale taka była wtedy moda.
 - Żartujesz, tata? - Powiedział zaszokowany, przecież to niemożliwe.
 - Tak było, gdy go poznałam to liczyły się dla niego tylko jego marzenia o zostaniu gwiazdą rocka. Mój ojciec długo nie chciał zgodzić się na ten związek.
 - Więc co się stało?
 - Zaszłam w ciąże, ale tak właściwie to wszystko się zmieniło gdy cię urodziłam. Gdy Nazir pierwszy raz trzymał cię na rękach, strasznie płakał a potem kompletnie zmienił swoje życie. Ściął włosy, poszedł do normalnej pracy, zaczął nosić krawat, ożenił się ze mną.
 - Więc dlaczego teraz taki jest?
 - Ponieważ mój tata bardzo długo nie mógł się z tym pogodzić że ja za niego wyszłam, a Nazir chciał mu pokazać że z nim nic mi się nie stanie, że wychowa porządne dzieci, wiem to trochę egoistyczne, ale to też dlatego że on bardzo was wszystkich kocha i chce dla was dobrze.
 - Myślisz że mimo wszystko powinienem być z Mią?
 - Myślę że powinieneś robić wszystko żeby tylko być szczęśliwym, całe życie do tego dążysz więc dlaczego teraz chcesz się poddać?
 - Bo dotychczas chodziło tylko o moje życie.
 - A myślisz że gdybyś był z tym chłopakiem to on też byłby szczęśliwy?
 - Myślę że tak...
 - Więc dlaczego nie spróbujesz jeszcze raz?

 Harry
 Organizując wieczór kawalerski Louis nie popisał się oryginalnością, tak jak wiele tysięcy innych drużb na świecie, zabrał ich do klubu ze striptizem na szczęście nie zostali tam długo. Harry bardzo niechętnie szedł na tą imprezę, tym bardziej że nie miało być na niej Zayna choć później okazało się że akurat na tym przyjęciu bawił się lepiej bez przyjaciela, gdyby Zayn tu był, byłaby to dla niego stypa a nie zabawa. Poza tym jednym szczegółem że pan młody miał mały sekrecik związany z jednym ze swoich przyjaciół, to impreza nie różniła się od innych tego typu. Po zaliczeniu klubu Go-Go, chłopcy poszli dalej w miasto. Harry starał trzymać się jak najdalej Louisa, co przyszło mu łatwo ponieważ cały wieczór spędził z George'em, ten chłopak umie imprezować. George wypił dużo ale nie był pijany, miał humor, którym rozbawiał Harry'ego do łez. Jednak nic nie mogło trwać wiecznie, tym bardziej że jutro trzeba będzie wstać na ślub. Impreza zmierzała już do końca gdy Harry postanowił jako pierwszy jechać do domu. Wyszedł przed pub żeby zaczekać na taksówkę która miała zawieźć go do mieszkania Zayna u którego postanowił się zatrzymać. Po chwili wyszedł do niego lekko wstawiony Liam.
 - Dzięki stary że przyszedłeś. - Powiedział przybijając Stylesowi piątkę.
 - Nie ma sprawy. - Odpowiedział prawie że trzeźwy Harry.
 - Właśnie że jest, pomimo całej tej sytuacji przyszedłeś i bardzo ci za to dziękuję.
 - Nie jestem na miejscu Zayna, więc dlaczego miałbym nie przyjść. - Powiedział po czym ugryzł się w język, niepotrzebnie o tym wspominał.
 - Co?
 - Nic, nic.
 - Dlaczego miałbyś nie przyjść gdybyś był na miejscu Zayna? - Głos Liama brzmiał już o wiele trzeźwiej.
 - Dobrze wiesz dlaczego.
 - I co i teraz będziesz prawił mi jakieś morały?
 - Nie. - Ta odpowiedź zdziwiła Liama. 
 - Dlaczego?
 - Bo postąpiłem tak samo jak ty, więc nie mogę mówić ci co masz robić. - Przyznał ze wzruszeniem ramion.
 - Więc dlaczego wspominasz o Zaynie? - Taksówka Harry'ego podjechała i zaparkowała kilka kroków od nich.
 - Bo chciałem ci powiedzieć żebyś przed podjęciem tej ostatecznej decyzji, zastanowił się czy za pięć lat nadal będzie to dla ciebie dobry wybór.
 - Ty tak zrobiłeś?
 - Nie. - Odpowiedział ruszając w stronę taksówki. - Do jutra Li. 

Hej, dziś taki króciutki rozdział ponieważ nie umiem wycisnąć z niego więcej. Następny rozdział to ślub Liama, jak myślicie jak to wszystko się potoczy? Nie wiem kiedy ten rozdział się pojawi ponieważ już od jutra idę do szkoły i dobrze bo ile można w domu siedzieć, pewnie przez brak słońca jestem blada jak trup. To do następnego misiaki ;***

sobota, 23 maja 2015

The One Where Zayn Is Still Suffering


20 Listopad 2015
Mia
 Te siedem miesięcy minęło Mii bardzo szybko,  wydawało się jej że dopiero co wczoraj zrobiła test ciążowy a dziś jej brzuch był już takich rozmiarów że nic nie było w stanie go ukryć. Pomimo że termin porodu wyznaczony był już za niecałe dwa miesiące, to płeć dziecka nadal była nieznana. Choć wszyscy mówili że na pewno przyślij rodzice prędzej czy później będą chcieli wiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka, to jakoś ani Mia ani Zayn nie odczuwali takiej potrzeby żeby od razu wiedzieć. Ciąża była niespodzianką to płeć też miała nią być. Po za tym ich myśli krążyły wokół innej niespodzianki, wszystko co chcieli wiedzieć, a przynajmniej Mia chciała wiedzieć czy jej dziecko będzie Amerykanino-Angliko-Pakistańczykiem czy Amerykanino-Anglikiem. Ta niewiedza nadal spędzała jej sen z powiek, więc czy to będzie dziewczynka czy chłopiec było już bez większego znaczenia. A po za tym najważniejsze żeby było zdrowe, o to akurat Mia modliła się co noc. 
 Tego dnia Zayn odebrał ją z pracy i razem wybrali się na zakupy. Kupili kilka śpioszków dla maleństwa ponieważ te ubranka były takie słodkie że nie mogli się pohamować, Zayn kupił sobie spodnie i ciepły sweter, a Mia kolczyki ponieważ tylko dziurki w jej uszach nie zmieniły, ani nie miały zmienić rozmiaru. Po udanych zakupach postanowili napić się herbaty w Camden Lol. Złapali taksówkę pod centrum handlowym która zawiozła ich do kawiarni przyjaciółki. Zayn od samego rana miał świetny humor, z szerokim uśmiechem na ustach otworzył przed nią drzwi do lokalu po czym mina mu zrzedła gdy zobaczył kto siedzi na kanapie obok Loli. 
 - Chcesz to możemy napić się tej herbaty w domu? - Powiedziała gdy zobaczyła to samo co chłopak.
 - Daj spokój. - Odpowiedział łapiąc ją za rękę, zaprowadził ją na fotel który stał obok kanapy na której siedziała Lola, jej brat i jego narzeczona. - Cześć wszystkim. - Powiedział radośnie, zwracając na siebie uwagę zagadanej trójki. 
 - O hej. - Powiedziała Lola unosząc wzrok znad jakiegoś grubego magazynu, jak Mia się domyśliła był to magazyn ze sukniami ślubnymi. - Czego sobie życzycie?
 - Dwie herbaty i... kochanie chcesz jakieś ciastko? - Głos Zayna był słodszy niż cały cukier i wszystkie ciastka w tej kawiarni.
 - Poproszę.
 - Się robi. - Powiedziała Lola ale nim zdążyła wstać, Zayn ją powstrzymał.
 - Ale nie kłopocz się, ja zrobię. - Dopiero teraz puścił dłoń Mii i pognał w stronę baru. Lola spojrzała pytająco na Mię a ta tylko wzruszyła ramionami. 
 - Co robicie? - Zapytała choć nie do końca ją to obchodziło.
 - Lola pomaga wybrać mi suknię, do ślubu został już tylko miesiąc a ja nadal nie mogę się zdecydować. - Odpowiedziała Moly, nie było powodu żeby tej dziewczyny nie lubić a jednak Mia za nią nie przepadała.
 - A jak z waszymi przygotowaniami, macie już coś ustalone? - Zagaił Liam, w tym pytaniu dało się wyczuć jednak więcej sarkazmu niż szczerego zainteresowania.
 - Nie, nie śpieszy nam się aż tak. - Odpowiedziała mu, odrobinę za agresywnie. - Na własnym ślubie chciałabym się zmieścić w rozmiar S, no dobra nawet M by mi wystarczyło, byle tylko nie wyglądać jak wieloryb. - Powiedziała do dziewczyn pół żartem, pół serio o wiele łagodniejszym tonem. Teraz Mia uświadomiła sobie że to nie Moly ją wkurza a jej narzeczony. 
 - Herbatka i ciasteczko dla mojej księżniczki. - Ogłosił dźwięcznie Zayn stawiając przed nią filiżankę i talerzyk z karmelowym ciastkiem. Mia parsknęła śmiechem lecz szybko się pohamowała.
 - Dziękuję skarbeńku najdroższy. - Zamrugała wielokrotnie oczkami, wiedziała w co pogrywał Malik więc postanowiła się do niego przyłączyć. Ten uśmiechnął się, pochylił nad nią składając czuły pocałunek na jej ustach który trwał trochę za długo jak na naturalny odruch. Zaraz po rozłączeniu ich ust z głośnym mlaśnięcie, Zayn przysunął sobie pufę do jej fotela, po czym usiadł i splótł ich ręce razem. 
 Przez następne pół godziny słychać było głównie tylko Lolę i Moly które opowiadały o przygotowaniach do skromnego wesela które odbyć się miało tutaj w Camden Lol, czasami do rozmowy przyłączała się Mia, panowie za to w milczeniu prowadzili wojnę o to który jest czulszy dla swojej kobiety. Gdy Liam zaczął głaskać Moly po plecach, Zayn położył swoją dłoń na udzie Mii, gdy Payne zaczął zjeżdżać swoją dłonią niżej, Malik spinał się swoją dłonią coraz wyżej. Mia co chwilę musiała go delikatnie podszczypywać żeby chłopak się opamiętał.W końcu żeby uniknąć tych nachalnych pieszczot udała się do toalety. Zayn zapytał czy może iść z nią na co ona czułym głosem odpowiedziała mu że nie tym razem, po czym gdy stanęła za plecami przyjaciół pokazała że ma się puknąć w czoło. 
 Gdy wracając z toalety zobaczyła wyraz twarzy Zayna, uświadomiła sobie coś bardzo ważnego. Jej suknia ślubna wcale nie musi być w jak najmniejszym rozmiarze, sama ceremonia ani wesele też nie są ważne, Mia chciałaby po prostu żeby pan młody patrzył na nią tak jakby była dla niego całym światem. Tego nie mogła jednak oczekiwać od Zayna, ponieważ on w ten sposób patrzył tylko na jedną osobę na świecie, a Mia nią a raczej nim, nie była. 

Niall
 Kiedyś gdy jeszcze prawie wszyscy z paczki byli studentami i paczka liczyła sobie tylko sześciu członków, każdy piątek spędzali razem w Zielonym Patryku. Teraz kilka lat później, gdy żaden z nich już nie był studentem a paczka powiększyła się o dwie i pół osoby, coraz rzadziej wszyscy razem spotykali się w tym pubie, już prawie w ogóle. Jednak Niall, Liam i Louis postanowili choć trochę wskrzesić tą tradycję i co piątek zaczęli spotykać się w Zielonym żeby obejrzeć mecz i napić się piwa. 
 - To co, następna kolejka? - Zapytał Louis gdy opróżnili już po czwartym kuflu piwa a do końca meczu nadal zostawało piętnaście minut i możliwa dogrywka.
 - Ja już podziękuje. - Powiedział Niall po czym głośno mu się odbiło od tego całego gazu. - Muszę mieć siły na noc.
 - A co ty będziesz jeszcze dzisiaj robił? - Zapytał Liam lekko plączącym się językiem.
 - Będę ci robił siostrzeńca albo siostrzenicę. - Niall też miał już trochę w czubie a do tego zrobił się głodny.
 - No to musimy wypić żeby ci się udało. - Zaproponował Louis zbierając puste kufle.
 - No dobra to ja chcę piwo i żeberka. - Powiedział Niall. - Ale najpierw pójdę siku.
 Gdy wrócił z toalety, piwo już na niego czekało a żeberka miały dotrzeć lada chwila.
 - Nie wiedziałem że Lola będzie taka zawzięta, najpierw nawet nie chciała słyszeć o dziecku a teraz robimy to codziennie nawet po kilka razy dziennie. Taka napalona i chętna ona nie była odkąd skończyła naście lat.
 - Niall jesteście małżeństwem już ponad rok ale ciągle mówisz o mojej małej siostrze, zachowaj te szczegóły dla siebie. - Powiedział naburmuszony Liam znad swojego kufla, chłopak cały wieczór był jakiś taki nie w sosie.
 - Dobra, sorry stary, ale po prostu myślałem że wystarczy jeden raz i już będzie po wszystkim a minęły już dwa tygodnie a ona nadal nie jest w ciąży.
 - No nie każdy ma takiego cela jak Malik, ale nie ma się co przejmować na pewno wam się uda. - Pocieszył go Louis kładąc dłoń na jego ramieniu, okej wszyscy mieli już nieźle w czubie.
 - No widzisz, właśnie. Taki Zayn, taki bawidamek który nawet nigdy nie był w porządnym związku z taką Mią która też nie chciała nigdy zakładać rodziny, raz się przespali i już dziecko a my nie.
 - No ale widzisz może tak musiało być, wy już jesteście ustatkowani i szczęśliwi a oni dopiero dzięki dziecku są w stanie się ustatkować. - Powiedział Louis i zabrzmiał tak jakoś mądrze.
 - No w sumie racja, zauważyłeś jak oboje się ostatnio zmienili, zaczynają wyrastać na porządnych ludzi.
 - Ej kurwa może wam jeszcze kawkę przynieść? To jest kurwa męski wypad czy jakieś kurwa ploteczki? - Warknął rozzłoszczony Liam, temat Malika chyba jeszcze bardziej mu nie leżał niż seks Nialla z Lolą.
 - Co z tobą Li? - Zapytał Louis.
 - Nic, idę się odlać. - Wstał i odszedł od stolika szybkim krokiem.
 - A tego co ugryzło? - Zapytał blondyn nie spuszczając wzroku z oddalającego się Liama.
 - Może Zayn? - Zaśmiał się Louis.
 - Zauważyłeś że temat naszych przyszłych rodziców często go wkurza?
 - Może to on chciał jako pierwszy zostać tatą?
 - Albo może to on chciał być z Mią?
 - Albo z Zaynem? - Zapytał Tomlinson poważnym głosem po czym obaj wybuchnęli śmiechem. - Faktycznie kurwa za dużo plotkujemy.

 Zayn
 Mia nie odzywała się za dużo odkąd wrócili z Camden Lol, powiedziała jeszcze tylko kilka zdań przy kolacji a potem położyła się w łóżku ze swoim laptopem i już nic więcej nie powiedziała. Zayn leżał obok niej, wiedział że zawinił i wiedział czym zawinił ale bał się odezwać. Nie chciał jej jeszcze bardziej denerwować ale wiedział że musi ją przeprosić.
 - Mils. - Zagaił gdy dziewczyna w końcu zamknęła laptopa. - Przepraszam, głupio się zachowywałem, nie wiem co sobie myślałem.
 - Nie powinniśmy być razem. - Odpowiedziała kompletnie ignorując jego przeprosiny.
 - Co? Mia wiem że moje dzisiejsze zachowanie było głupie ale już nie będę tak robił, obiecuję. - Usiadł na łóżku obracając się twarzą w jej stronę i chwycił ją za rękę.
 - Tak, nie będziesz się tak zachowywał dopóki znowu nie będziesz chciał zrobić Liamowi na złość.
 - Nie, już na prawdę nie będę.
 - Ty go nadal kochasz Zayn. - Westchnęła podnosząc się wyżej.
 - To już nie jest ważne.
 - Ale dla mnie to jest ważne.
 - Poradzę sobie z tym Mia. - Zapewniał chłopak.
 - Ale tu nie chodzi o ciebie. - Może nie wyszarpnęła ale wyciągnęła dłoń z jego uścisku. - Ja też mam uczucia Zayn i to że zostanę matką wcale nie znaczy że teraz będę kochać już tylko i wyłącznie nasze dziecko. Ja chcę kochać i chcę być kochaną.
 - Ale ja cię kocham Mia.
 - Och no ja ciebie też ale oboje wiemy że nie tak jakbyśmy chcieli. Zayn ja chcę wyjść za mąż z miłości nie z obowiązku. Ja wiem jak to jest kochać, kochałam Thomasa nawet jeśli teraz jest dla mnie skończonym idiotą to kiedyś był wszystkim i ja takiego czegoś chcę a z tobą... - Umilkła nagle, w jej oczach lśniły łzy i musiała zrobić sobie przerwę. - Będziemy najwspanialszymi rodzicami na świecie, będziemy, już jesteśmy rodziną i będziemy nią na zawsze ale nie możemy być razem bo przestaniemy się lubić, a ja nie chcę cię nie lubić. - Ujęła go za dłoń, Zayn bał się jej spojrzeć w oczy.
 - Zrobię dla ciebie wszystko bo szczęście twoje i maleństwa przekładam ponad wszystko i ponad wszystkich, nie ważne z kim będziemy i kogo będziemy kochać, wy zawsze będziecie dla mnie najważniejsi. - Przyłożył jej dłoń do swoich ust i pocałował ją w knykcie.
 - Dziękuję. - Szepnęła.
 - To ja dziękuję. - Było mu smutno ale mimo to poczuł ulgę choć nie chciał nawet myśleć dlaczego.

Ale ten maj jest produktywny! No hej wszystkim, jest kolejny rozdział i jesteśmy już w połowie trzeciego sezonu, jak tak dalej pójdzie to do wakacji go skończę i dobrze bo już nie mogę się doczekać przyszłych wydarzeń. Od poniedziałku zaczyna się mój ostatni tydzień wolnego więc proszę zachęcie mnie jakoś żebym naskrobała jeszcze przynajmniej z trzy rozdziały do następnej niedzieli.
Pozdrawiam, całuski :**

wtorek, 19 maja 2015

The One With The Brith School.


6 Listopad 2015
Harry
 Odkąd Harry i jego przyjaciele znajdowali się w tej samej strefie czasowej, o wiele łatwiej było im się ze sobą kontaktować. Nikt nie musiał zarywać nocy ani wstawać bardzo wcześnie rano, no i mogli gadać ze sobą przez komórkę bez gigantycznych rachunków za rozmowy, lecz pomimo to i tak woleli rozmawiać ze sobą przez internet. Najczęściej kontaktował się z Gwendolyn, ponieważ ona najczęściej miała czas wtedy kiedy on, czyli na rano. 
 - Cześć gwiazdo. - Przywitała się z nim przyjaciółka, Harry właśnie wrócił ze śniadania. Od czterech dni razem z ekipą przebywają w Glasgow czekając na dzisiejszy koncert.
 - Cześć przyjaciółko gwiazdy. - Odpowiedział z lekką chrypką w głosie, nie ma co ukrywać wczoraj Harry trochę zabalował i żeby dzisiaj jakoś brzmieć pił już czwarty kubek herbaty z miodem.
 - Ooo słyszę że pan się wczoraj bawił. 
 - A no tak odrobinkę, perkusista miał wczoraj urodziny i wiesz głupio by było tego nie uczcić.
 - No wręcz nieuprzejmie. - Pokiwała głową z szerokim uśmiechem na ustach. - Gracie dzisiaj?
 - Tak, w końcu. Wiesz jak się tak gra prawie codziennie koncert i nagle jest taka przerwa to aż nie ma co robić wieczorami.
 - Trzeba pić. - Zażartowała Gwen.
 - No dokładnie, zawsze to jakaś rozrywka. - Zaśmiał się. - Nie żartuję, nie pijemy codziennie. - Wziął łyka swojej herbaty, za godzinę będzie musiał jechać na próbę lecz póki co jeszcze leżał wygodnie w łóżku. - Napisałem kilka nowych piosenek na płytę.
 - Tak, o czym?
 - A jak myślisz? - Ton Harry'ego zabrzmiał trochę mniej wesoło. - Ed kiedyś mi powiedział że jak pisać to prawdę i to pomaga. Jest mi po tym lepiej i nawet mi to wychodzi wiesz. Wszyscy co czytali te teksty mówią że albo wygram tą płytą wszystko albo zostanie ona wybrana na najbardziej melodramatyczną płytę roku. 
 - Oby to pierwsze. - Powiedziała z uśmiechem na twarzy i troską w głosie, nagle usłyszał że drzwi w mieszkaniu dziewczyny zaskrzypiały.
 - Gwenny masz pożyczyć szklaną miskę? - Usłyszał męski, nieznajomy głos.
 - Zaczekaj Hazza zaraz wracam. - Powiedziała Szkotka odchodząc od laptopa. - Chyba mam muszę poszukać.
 - Spoko, kombinujemy z Louisem jakąś sałatkę owocową a w tych jego plastikowych miskach to wygląda nie ładnie. - Wzmianka o Louise kompletnie go zaskoczyła, ten chłopak to na pewno nie był Liam, więc kto? Kto robił sobie z Louisem sałatki owocowe? Jaka szkoda że kamerka laptopa Gwen pokazuje salon a nie wejście do jej mieszkania.
 - Ta może być?
 - Idealna, dzięki. Oddamy najszybciej jak się da.
 - Spoko. - Drzwi się zamknęły a po chwili Gwen wróciła przed laptopa z lekko zakłopotaną miną. - To był...
 - Wiem, nowy chłopak Louisa. - Prychnął.
 - Oj tam chłopak, to nie jest jeszcze aż tak na poważnie, spotykają się ale nie wiem czy coś z tego będzie.
 - Ale Gwen po co mi to mówisz? Przecież to jest normalne że on nie będzie sam do końca życia, tylko dlatego że nam nie wyszło. Poznał kogoś to fajnie, dobrze niech będzie szczęśliwy, mi nic do tego. - W jego głosie dało się usłyszeć tyle fałszu ile żaden polityk nie jest w stanie włożyć w swoje obietnice.
 - A ty? 
 - Co ja? - Zdziwiło go to pytanie.
 - Poznałeś kogoś, chcesz w ogóle kogoś poznać? - Zapytała bo się martwi ale to pytanie i tak go trochę zirytowało.
 - Nie, przynajmniej nie na razie. Teraz nie chcę nikogo, ja praktycznie od zawsze musiałem mieć kogoś żeby się przynajmniej mieć do kogo przytulić. Takim singlem singlem to nawet nie pamiętam kiedy byłem, zawsze się tego bałem a teraz jest nawet fajnie. Jestem wolny, mogę gadać z kim chcę, mogę pisać z kim chcę, mogę wyjść gdzieś i nie muszę się nikomu tłumaczyć no może nie teraz w trasie ale ogólnie. To jest na prawdę dobre, szczególnie po tych ostatnich miesiącach z Louisem, czuję się znowu tak jak wtedy gdy rzuciłem studia i wyrwałem się od rodziców. Zaczynam coś nowego Gwen, i to jest fajne. Nie wiem czy chcę tego na zawsze, ale potrzebuję tego teraz.

9 Listopad 2015
Lola
 Od dwóch tygodni Mia razem z Zaynem chodzili do szkoły rodzenia, chłopak nie zawsze jednak mógł iść z nią więc zabierała ze sobą Gwendolyn, lecz tego jednak dnia nie pasowało ani Zayn'owi ani Gwen, padło więc na Lolę. Dziewczyna oczywiście od razu zgodziła się towarzyszyć przyjaciółce jednak w środku nie była tego taka pewna, przez chwilę nawet myślała że to kolejny sposób Nialla żeby zachęcić ją do macieżyństwa, ale nie mogła tak myśleć bo to by znaczyło że mu nie ufa a ona mu ufa. 
 Na zajęcia oczywiście się spóźniła, gdy weszła do szatni wszystkie matki były już przebrane a Mia była już na sali. Została więc sama, szybko wyjęła ze swojej torby czarne leginsy i luźni T-shirt. Przed wyjściem związała włosy w luźny kucyk i po przejrzeniu się w wielkim lustrze spojrzała na półkę po jej prawej stronie. Pomieszczenie w którym się znajdowała nie służyło tylko za szatnię ale też trochę za magazyn, na półkach leżały poduszki, przyrządy do ćwiczeń, lalki i na samym dole takie ''poduszki'' które zastępowały ciążowy brzuch. Lola niewiele myśląc wzięła taki brzuszek i wsadziła go sobie pod koszulkę po czym wróciła przed lustro.
 - Nawet słodko. - Zaśmiała się do swojego lustrzanego odbicia, pogładziła się czule po brzuchu i poczuła jak uczucie ciepła rozlewa się po jej sercu. - Głupia. - Prychnęła wyciągając poduszkę z pod koszulki, odłożyła to z powrotem na półkę i pobiegła na zajęcia.
 Na sali czekała na nią Mia razem z pięcioma ciężarnymi, ich facetami i ''nauczycielką''.
 - Co tak długo? - Zapytała przyjaciółka.
 - Wiązałam sznurówki. - Skłamała siadając obok na macie.
 Zajęcia były nawet fajne, dowiedziała się kilku rzeczy a nawet trochę się zabawiła bo oczywiście trochę się z Mią wygłupiały. Po zajęciach poszły na lody ponieważ przyszła mama miała na nie ogromną ochotę.
 - Wyglądasz słodko. - Powiedziała Lola gdy obie zajadały się swoimi deserami, Lola wybrała Lody kokosowe z bakaliami i bitą śmietaną a Mia czekoladowe ze świeżymi truskawkami, bitą śmietaną i polewą karmelową. 
 - Co? - Zaśmiała się Mia z tego wyrwanego z kontekstu komplementu.
 - No po prostu, z tym brzuchem i tymi lodami, w ciąży jesteś taka słodka.
 - Ty na pewno masz lody kokosowe a nie advocatowe? 
 - Na pewno, dobra zmieńmy temat jak komplementowanie ci przeszkadza. - Mia wytknęła jej język. - Zayn będzie z tobą podczas porodu?
 - Nie wiem, nie myślałam o tym jeszcze tak na poważnie. Kiedyś nie chciałam ale teraz nie jestem pewna, czytałam kiedyś że jak facet jest przy porodzie to czasami traci zainteresowanie później, wiesz czym. - Powiedziała zawstydzona, no proszę Mia zawstydzona tematem seksu, Lola była pewna że widziała już prawie wszystko.
 - Nie no co ty. Zayn? Straci zainteresowanie, swoim ulubionym hobby? - Zażartowała żeby rozluźnić przyjaciółkę.
 - No w sumie racja, czym ja się martwię. - Zaśmiała się ale nie był to za szczery śmiech.
 Po lodach Mia udała się na autobus który miał ją zawieźć do domu a Lola na zakupy, postanowiła że zrobi dla Nialla pyszną kolację bo wie jak chłopak nienawidzi poniedziałków. Wymyśliła że zrobi kurczaka z chrupiącą skórką taką jaką jej Niall lubi najbardziej. Wyjęła z zamrażarki najładniejszego kurczaka po czym obróciła się a tuż za nią stał wózek sklepowy, w którym było nosidełko z niemowlakiem.
 - Boże jakie to słodkie. - Powiedziała na głos nie mogąc się powstrzymać, dziecko było malutkie i ubrane w ciepły czerwony kombinezon, może nie było jeszcze aż tak zimno ale gdyby była jego matką to sama nie chciałaby żeby takie maleństwo zmarzło.
 - Prawda? - Powiedziała kobieta która stała obok wózka, pewnie matka. - W nocy nie daje spać ale to najcudowniejsza istotka na świecie.
 I z tymi słowami wróciła do domu, oraz z obrazem jej z tym brzuszkiem. Coś było nie tak, jeszcze na rano było normalnie a teraz myślała o tym i śmiała się sama do siebie.
 - Lola daj spokój. - Mówiła sama do siebie krzątając się po kuchni. - No ale w sumie no jestem dorosła, mam męża, mieszkanie, prace przecież mogę mieć dziecko. - Stanęła w miejscu żeby pomyśleć nad tym głębiej. - Kurwa przecież że mogę mieć dziecko, kto mnie powstrzyma? - Uśmiechnęła się szeroko a głos w głowie odpowiedział że powstrzymać ją może zakład psychiatryczny jeśli nie przestanie gadać sama do siebie.
***
 Niall strasznie ucieszył się z takiej pysznej kolacji, powiedział że Lola jest aniołem bo cały jego dzień był do dupy a ona naprawiła go w taki fantastyczny sposób. Po kolacji romantyczna atmosfera utrzymywała się jeszcze bardzo długo, para wzięła wspólną kąpiel a potem gdy całowali się w łóżku Lola zapytała.
 - Może zrobimy to dzisiaj bez zabezpieczenia? 
 Niall odsunął się od niej o kilka centymetrów z miną pełną niedowierzania.
 - Serio mówisz?
 - No wiesz, nie musimy wywierać na sobie żadnej presji ale jeśli nam się uda, jeśli zajdę w ciążę to może być fajnie nie? - Zapytała z szerokim uśmiechem i łzami w oczach.
 - Kocham cię. - Powiedział po czym znowu zaczął ją całować.

Hej. Króciutki ten rozdzialik ale tutaj nie miało wydarzyć się nic ciekawszego, więc jest sobie taki słodko gorzki. Nie będę się tu rozpisywać bo nie mam o czym, mam nadzieje że wam się podoba i skomentujecie bo lubię jak ktoś komentuję. 
Całusy.
PS. Jak możecie to czytajcie sobie na głos, niezła beka.

wtorek, 12 maja 2015

The One Where Louis Goes On A Date.

16 Październik 2015
Harry 
 Tydzień spędzony w Londynie był taką fajną przerwą w tym nowym życiu które prowadził Harry. Bycie w trasie jest super ale ponowne spotkanie z rodziną i przyjaciółmi po tak długie przerwie, to dopiero coś. Niestety wszystko co dobre musi się w końcu skończyć i tak nadszedł dzień w którym Harry wyruszyć miał w kolejną trasę, tym razem krótszą i tylko po Wielkiej Brytanii. Dla Harry'ego ta trasa rozpoczynała się tak trochę od dupy strony, ponieważ większość rozpoczyna od Londynu a Ed natomiast zaplanował rozpocząć w Leeds a zakończyć w Londynie. Może to i lepiej, takie coś trochę innego.
 O tym kiedy Harry dokładnie wyjeżdża wiedział tylko Zayn, i dobrze bo gdyby dziewczyny się o tym dowiedziały to chciałyby urządzić jakąś wielką imprezę pożegnalną. A Harry nie chciał imprezy, te ciche, angielskie wyjścia zaczęły mu się nawet podobać. Godzinę przed wyjazdem udał się do Camend Lol, żeby tym razem chociaż się pożegnać. W kawiarni zastał tylko Gwen i Lolę, ale może to i lepiej. 
 - Cześć przystojniaku. - Powitała go Szkotka całusem w policzek. - Czego się napijesz?
 - Niczego ja tylko na sekundę, przyszedłem się pożegnać. - Gwen otworzyła szeroko oczy a Lola wypuściła z rąk pomarańczowy, pusty na szczęście kubek.
 - Jak to? Już? - Jęknęła z wyrzutem Lola. - Dlaczego nic nie powiedziałeś, pożegnalibyśmy cię jakoś porządnie. - Harry poczuł się jak jakiś jasnowidz.
 - No właśnie dlatego, och wiecie że nie lubię pożegnań a takie krótkie są o wiele łatwiejsze.
 - Takie krótkie są do dupy a po za tym nie pożegnałeś się z resztą. 
 - Och no niedługo się widzimy i to tu w Londynie, dostaniecie wejściówki VIP na koncert zamykający trasę. Zobaczycie szybko zleci. - Przytulił je obydwie w tym samym czasie, nie było to trudne bo obie były takie malutkie dla niego. - Skoczę jeszcze do Mii, z Zaynem już się pożegnałem a Nialla i Liama pozdrówcie ode mnie.
 - A Louisa? - Zapytała Lola gdy je puścił.
 - Jego też pozdrówcie, no to pa. - Pocałował je jeszcze raz w policzki.
 - Harry czekaj! - Zawołała Lola za nim. - On, Louis, on idzie dzisiaj na randkę. - Harry poczuł dziwne ukłucie w środku ale nie dał nic po sobie poznać.
 - No i ?
 - Jak to no i? Nic nie chcesz z tym zrobić?
 - To już nie mój interes Lol, nasze drogi się rozeszły.
 - Ale...
 - Proszę cię, to już jest skończone, już od dawna.
 - Ale ja tak bardzo nie chcę żeby to było już skończone. - Ja też nie chcę. Lola miała łzy w oczach a Harry modlił się żeby ona nie zauważyła że on też zaraz może się rozpłakać. Podszedł i przytulił ją jeszcze raz do siebie.
 - Będzie dobrze kochanie, życie idzie dalej, będzie dobrze. - Pocałował ją w czoło po czym wyszedł z kawiarni. 
 Udało mu się nie rozpłakać aż do momentu odejścia od kawiarni co najmniej dziesięciu kroków, potem dźwięk szlochu wydostający się z jego gardła przedarł ciszę. Mógłby teraz do niego pobiec, paść przed nim na kolana, lub przydusić do ściany i całować tak jak jeszcze nigdy ale co by to zmieniło. Trzy miesiące temu Harry podjął decyzję a teraz musi ponieść tego konsekwencje, Louis tylko próbował żyć dalej a za to nie mógł być na niego zły. Harry był za to zły na siebie, stracił go, stracił miłość swojego życia, całe swoje życie. Nie! Nie mogę tak myśleć! Otarł łzy, przecież spełnia marzenia a na świecie jest siedem milionów ludzi, jak nie Louis to ktoś inny. 

Louis

 Spotkanie Terry'ego było dla Louisa naprawdę miłym wydarzeniem, zwłaszcza po tym wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Przez pierwsze dni czekając na telefon od niedoszłego chłopaka, Louis był ciekawy i podekscytowany, po trzecim dniu po którym zazwyczaj już się dzwoni Louis był zaniepokojony a po pięciu już wiedział co jest grane. To było do przewidzenia że Terence będzie chciał się zemścić na nim i gdy Louis stracił już nadzieje, jego telefon się odezwał. Terry dokładnie tak jakby wiedział w którym momencie ma zadzwonić, wesołym głosem zapytał czy Louis dość się już natęsknił i obwieścił, nie zaprosił tylko obwieścił że w piątek mają randkę. Na początku Louis był na niego wściekły ale nie umiał się długo na niego gniewać.
 Od dwóch dni czekał z upragnieniem na ten piątkowy wieczór, a gdy w końcu nadszedł nie mógł wytrzymać z nerwów. To będzie jego pierwsza randka od rozstania z Harrym i czuł się dziwnie że nie idzie na nią właśnie z nim. Starał się nie myśleć o byłym chłopaku, bo wtedy czuł jakby znowu go zdradzał, wtedy przekonywał sam siebie że to przecież Harry chciał zerwać i to dodawało mu otuchy.
 Zaraz po przyjściu z pracy Louis wziął prysznic, ogolił się, wyperfumował i ubrał w najlepsze ciuchy jakie posiadał i wręcz się modlił żeby ta randka nie była jednym wielkim niewypałem. Terence podjechał po niego równo o ósmej, chłopak mówił że nie wyszło mu w tańcu ale za to musiało wyjść mu z czymś innym ponieważ jego Mercedes S Klasa wyglądał jak nówka z salonu.
 - Lepiej nie zostawiaj tego samochodu samego w tej dzielnicy. - Powiedział Louis gdy wyszli przed jego kamienicę, Terry tylko się zaśmiał i otworzył przed nim drzwi.
 - Nie strasz mnie bo będę bał się zostawić ciebie tutaj samego. - Puścił mu oko i zamkną drzwi.
 - Dlaczego zwlekałeś tak długo z tą randką? - Zapytał Louis gdy Terry zajął miejsce kierowcy.
 - No cóż jestem trochę wredny i chciałem się zemścić na tobie że nie zadzwoniłeś, ale jednocześnie cholernie bardzo chciałem iść na tą randkę.
 Całą drogę spędzili na droczeniu się kto bardziej wypachnił się na tą randkę i który bardziej jej pragnął. Gdy Terry zaparkował obok jednej z najmodniejszych i najdroższych restauracji Londynu, Louis prawie zachłysnął się powietrzem.
 - Chcesz mi tak zaimponować czy ostatnio stałeś się jakimś bogaczem?
 - To nasza druga pierwsza randka, gdybym zabrał cię do Maca to chyba nie doszłoby do drugiej drugiej randki. - Terry wyskoczył z samochodu i pobiegł otworzyć mu drzwi, co Louisowi bardzo się podobało.
 - Dziękuję. - Uśmiechnął się szeroko wysiadając z samochodu.
 Restauracja mieściła się w pięciogwiazdkowym hotelu, dokładnie na siódmym piętrze tego hotelu. Mieli zarezerwowany stolik przy oknie skąd rozciągał się piękny widok na Tamizę. Gdy kelner przyniósł im kartę dań, Louis dziękował Bogu że jest tuż po wypłacie a nie dopiero przed, był też pewny że przez ten miesiąc będzie musiał trochę zacisnąć pas.
 - A co tam u twoich przyjaciół? - Zapytał Terence gdy kelner przyniósł ich przystawki, Louis zamówił carpaccio z tuńczyka z krewetkami a Terry szparagi zapiekane z szynką parmeńską w sosie musztardowym.
 - Lola i Niall pobrali się w zeszłym roku, Liam żeni się jakoś tak teraz w grudniu.
 - Żeni się? Z dziewczyną? - Zapytał z niedowierzaniem.
 - No tak a z kim?
 - Nie no ja zawsze myślałem że on jest gejem.
 - No co ty? Liam?
 - Dobra mniejsza z tym, co u Mii i Gem?
 - Gwen. - Poprawił go Louis. - U niej w porządku, ma chłopaka ale nie planuje jak na razie zakładać rodziny, Mia za to jest w ciąży.
 - Żartujesz. - Terry otworzył szeroko buzie. - Z kim?
 - Z takim Zayn'em, nie znasz. No i oni też biorą ślub ale kiedy to nie wiem. - Został jeszcze jeden przyjaciel ale jego Terence nie znał więc chyba Louis nie musiał o nim wspominać, tym bardziej że ten przyjaciel to jego były.
 - No to widzę że wszystko się pozmieniało, a co z tobą Louis? - Wziął łyk czerwonego winie nie przestając patrzeć się Tomlinsonowi w oczy.
 - Nie żenię się ani nie wychodzę za mąż jakoś tak w najbliższym czasie, powoli bo powoli ale pnę się po szczeblach corpo-kariery. Można powiedzieć że jest nudno ale stabilnie. - Dawno już o tym nie myślał ale jego życie naprawdę było nudne, dopóki był z Harry'm to było przynajmniej szczęśliwe. Teraz już tylko nudne, choć może Terry miał być tym który wprowadzi trochę zamieszania. - Za to myślę że ty nie możesz narzekać, czym się zajmujesz? - Zapytał bo naprawdę go to interesowało, ta ciekawość wręcz go zżerała. W jego głowie Terry był już każdym, od szczęśliwca trafiającego szóstkę w totka po członka jakiejś elitarnej Angielskiej mafii.
 - Jestem nauczycielem tańca w szkole mojego ojca, no i jestem jego wspólnikiem. - Szkoła tańca ojca Terenca była najlepszą szkołą tańca w Anglii a być może nawet w całej Europie. - Jak to się mówi, kto umie ten robi, kto nie umie uczy.
 - Ty jesteś tym wyjątkiem który umie i uczy? - Louis widział już jak Terry tańczy i chłopak robił to bardzo dobrze.
 - Po tej kontuzji to jest już tak jakbym nie umiał. - Powiedział smutnym głosem po czym zapanowała cisza.
 Gdy kelner podał im danie główne, polędwice wołową w sosie oliwkowo- czosnkowym dla Louisa i stek jagnięcy z grillowaną papryką i grzybami dla Terenca, ich tematy do rozmowy zaczęły żyć własnym życiem. Rozmawiali o wszystkim. Od muzyki po politykę, od sportu po jedzenie. Na deser oboje zamówili sobie mus czekoladowy.
 - To był naprawdę bardzo miły wieczór. - Powiedział Louis gdy stali przed jego kamienicą.
 - Warty powtórzenia? - Zapytał Terence przygryzając wargę.
 - Och na pewno. - Wyszeptał Louis przybliżając się do chłopaka. - Dobranoc. - Powiedział gdy ich usta dzieliły już milimetry po czym odbił się do tyłu i zniknął za drzwiami na klatkę. Nie uszedł za daleko gdy usłyszał za sobą krząknięcie. Terry stał w drzwiach z niezadowoloną miną, Louis podszedł do niego i złożył pocałunek na jego ustach. - Teraz jesteśmy kwita.
 Nie mógł go zaprosić na górę, nie mógł. To było jeszcze za wcześnie więc Louis pocałował go jeszcze raz po czym czym prędzej udał się na górę. To była udana randka ale nie mogła się skończyć seksem, Louis uważał że to pomimo wszystko nie byłoby w porządku wobec Harry'ego.
 - Hej. - Powiedział wchodząc do mieszkania, Liam siedział na kanapie i oglądał coś na laptopie.
 - Hej, jak było?
 - Fajnie, fajnie. - Louis miał rozmarzoną minę lecz na szczęście Liam się na niego nie patrzył.
 - To świetnie, a i Harry kazał cię pozdrowić bo już wyjechał.
 - Jak to wyjechał?
 - No w dalszą trasę.
 - Nie przyszedł się nawet pożegnać?
 - Przyszedł do Mii a potem tutaj, jak byłeś w pracy.
 - Aha. -  Louis był wściekły, jego dobry humor ulotnił się jak powietrze z przebitego balonu. To było nie w porządku, z wszystkimi się pożegnał a jemu kazał przesłać jakieś tam pozdrowienia. Poszedł do swojego pokoju i zrezygnowany rzucił się na swoje łóżko. To nie było w porządku ze strony Harry'ego i Louis też postanowił nie być już w porządku. 

Mia
 Takie wieczory jak ten należały do Mii ulubionych. Tylko ona i Zayn, leżący na jej łóżku i zwyczajnie rozmawiający o głupotach, czasami nawet nic nie mówili a było fajnie. Związek z Zayn'em był dla niej czymś nowym, innym a nawet fajnym. Nie było jak z Thomasem, nie było kłótni, zazdrości, ale także nie było namiętności, chemii i motylków w brzuchu przed każdym spotkaniem. Za to Zayn dawał jej uczucie bezpieczeństwa, stabilności i potrafił ją rozśmieszyć. Nie ważne że jej nie kocha, ważne że nigdy jej nie zrani, tego była pewna.
 - Miałem dzisiaj dziwny sen, w sumie taki koszmar. - Odezwał się Zayn przegryzając czipsa paprykowego, obecnie ulubioną przekąskę Mii. - Trafiłem do takiego domu z którego nie szło wyjść, to znaczy jeśli nie miałeś szczęścia to nie mogłeś wyjść bo każdy próbował cię tam zabić. Byłem tam raz sam a raz z moją siostrą i kuzynem i w jednym pokoju była moja matka, ale taka jakaś opętana była tak jakby przez jakiegoś demona i chciała mnie zabić.
 - Jezus Maria. - Jęknęła Mia.
 - To jeszcze nic, ja wziąłem nóż i jak ona mnie atakowała to ją dźgałem a ona nic sobie z tego nie robiła, była cała podźgana i nadal chciała mnie zabić. W końcu jakoś tak ją obróciłem tyłem do siebie i podciąłem jej gardło aż trysnęła krew. Potem zacząłem płakać bo zabiłem moją mamę, obudziłem się cały we łzach.
 - Oj moje ty biedactwo. - Pogładziła go po policzku, leżała z głową na jego brzuchu a Zayn jedną ręką masował jej głowę drugą zaś karmił ją czipsami. - Mi się śniło że straciłam dziewictwo z księciem.
 - Z księciem? Ale Anglii?
 - Nie, nie, bardziej takim monarchom jak z Książę w Nowym Jorku tylko że ten książę był biały. Przyszedł do mnie w otoczeniu dwunastu żołnierzy którzy mieli dzidy i te takie białe maski ludków z Gwiezdnych Wojen, tylko że oni mieli różowe. Ja leżałam na takim okrągłym łożu, ci żołnierze usiedli na krzesłach w około tego łoża a książę zaczął taką sztywną i formalną grę wstępną. - Wzdrygnęła się na samo wspomnienie.
 - No proszę jakie pani ma fantazję. - Chłopak zaśmiał przez co jej głowa na jego brzuchu zaczęła podskakiwać.
 - To nie była fantazja, bardziej taki nieprzyjemny sen. No książę był nawet niezły ale dziwnie było z tymi różowymi szturmowcami. - Ha! Przypomniała sobie nazwę tych ludków.
 - Mimo wszystko wolałbym mieć twój sen niż mój.
 - No ja w sumie też wolę już ten. - Przyznała Mia a Zayn wsadził jej kolejnego czipsa do buzi. - A właśnie co u twoich rodziców, powiedziałeś im już?
 - Nie, jeszcze nie. O tylu rzeczach informowałem ich przez telefon, teraz wypadałoby to zrobić osobiście. Może pojechałabyś ze mną?
 - Ja? - Zdziwiła się.
 - No tak, w końcu odgrywasz w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Po za tym rodzice na pewno będą chcieli poznać przyszłą synową.
 - Ty naprawdę poważnie mówisz z tym ślubem? Naprawdę chcesz się ze mną ożenić? - Zayn już jej się oświadczył ale Mia nadal nie wierzyła że w końcu dojdzie do tego ślubu.
 - Tak, wszyscy ostatnio biorą śluby to dlaczego my nie możemy, co jesteśmy jacyś gorsi? - Zaśmiał się. - Po za tym dostaniemy prezenty, poznasz moją rodzinę, może być fajnie.
 Tak tylko w twojej przysiędze ''obiecuję ci miłość'' będzie jednym wielkim kłamstwem. Pomyślała ale nie powiedziała tego głośno, w ogóle szybko odgoniła te myśli od siebie.
 - No dobra ale mam jeden warunek. - Wyprostowała się i usiadła po turecku przy jego boku. - To będzie dopiero po porodzie, jak już schudnę i przestanę karmić piersią i będę miała najzajebistrzą kieckę na ziemi. - Zażądała.
 - Okej, zgoda.
 - No to deal. - Uścisnęli sobie dłonie po czym Mia wróciła do swojej poprzedniej pozycji. - Zayn Thompson, nawet ładnie to brzmi.
 - Ooooo nieeeeee. - Zaprotestował chłopak potrząsając głową. - Albo zostajesz przy swoim nazwisku albo zmieniasz na Malik, nie ma innej opcji.
 - Mia Malik? - Zapytała bez przekonania.
 - A Zayn Thompson, to chyba jeszcze gorsze niż Ahmed Smith albo Abdul Carter. - Prychnął. - I mam nadzieje że dziecka też nie nazwiemy Brian albo Emily. - Nie chcieli znać płci dziecka więc cały czas mówili o nim dziecko.
 - Dlaczego nie?
 - Bo nie może mieć białego imienia. - Powiedział jakby to była najoczywistrza oczywistość.
 - To w takim razie jak?
 - Jak chłopiec to może Jamal albo Salim, a jak dziewczynka to Latika.
 - A może od razu Slum Dog, milioner z ulicy? - Prychnęła, widać że Malik bardzo inspirował się tym filmem.
 - No co mi się te imiona podobają.
 - A co jeśli dziecko nie będzie wystarczająco ''brązowe''. - Podniosła ręce do góry żeby zakreślić w powietrzu nawias?
 - Och ty chyba nie wierzysz w siłę moich genów maleńka. - Zażartował ale Mii nie było do śmiechu.
 - A co jeśli będzie białe, Zayn co jeśli ono będzie białe? - To był pierwszy raz od czasu poinformowania Zayna o ciąży, kiedy poruszyła temat tego że jest duże prawdopodobieństwo że to nie on jest ojcem.
 - No to wtedy będzie Brian albo Emily, to będzie moje dziecko Mia. Nieważne czy będzie białe jak mleko, czarne jak gorzka czekolada czy może nawet żółte jak żonkil. To będzie moje dziecko Mils, chyba że ty tego nie będziesz chciała, tak długo jak mi nie zabronisz będzie nosiło nazwisko Malik.

Hej gołąbeczki, ostatnio dość często dodaję te rozdziały ale jest to spowodowane tym że do 29 maja mam zwolnienie lekarskie i tak sobie siedzę w domku i piszę. Mówię o tym bo nie chcę was za bardzo przyzwyczaić bo potem znowu możemy wrócić do rozdziałów raz w miesiącu.
 Jak podoba wam się nowa postać Terence? I przepraszam jeśli narobiłam wam apetytu tym rozdziałem bo sama zrobiłam się bardzo głodna pisząc o tych wszystkich daniach, tym bardziej że po operacji moja dieta składa się tylko z jogurtów, budyni, kleików i Gerberków dla dzieci. No nic dodaje i życzę wam jeszcze miłego dnia mając nadzieje że też macie taką ładną pogodę jak ja.
Całusy :***

piątek, 1 maja 2015

The One With Gwen's Brithday Party


8 Październik 2015
Lola
 Lato minęło tak szybko, Lola całe wakacje spędziła w Londynie zastępując swoich pracowników którzy w pełni korzystali z ciepłych dni. Po wakacjach przyszedł wrzesień i pierwsza rocznica ślubu jej i Nialla. Ten dzień para spędziła cudownie, na chwilę zapominając jak wiele zmieniło się od tamtego czasu i jak bardzo ich przyjaciele pokomplikowali sobie życie. Harry nawet się nie pożegnał, to znaczy tak jakby pożegnał. Zadzwonił z lotniska informując wszystkich że wylatuje do Stanów. Nikt nie wiedział o co chodzi, nikt nie miał pojęcia co się stało. Louis powiedział tylko że zerwali a na wiadomość że Harry wyjechał zamknął się w swoim pokoju i Lola nie widziała go przez następny tydzień. Gdy Tomlinson w końcu zdradził dlaczego ze sobą zerwali, dziewczyny tak się wkurzyły że nie rozmawiały z nim przez kolejne kilka tygodni. Lola pogodziła się z nim pierwsza i zrobiła to tylko za namowami brata i męża, no i też trochę dlatego że było jej go żal, on też to przeżywał. Gwen długo z nim nie rozmawiała w końcu jednak zaczęła, Mia natomiast długo mu dogryzała a potem w ogóle przestała się do niego odzywać, tak samo Zayn. 
 Harry starał się dzwonić do nich przynajmniej raz w tygodniu, częściej jednak wysyłał esemesy, po za tym bardzo dużo było go w internecie. Pierwsza jego płyta okazała się sukcesem a Styles już informował w wywiadach że zaczyna pracę nad kolejną. Pytany przez dziennikarzy o życie uczuciowe mówił że woli o tym nie mówić. 
 Kolejną osobą z ich paczki której życie poplątało się jak słuchawki w kieszeni, była Mia. Każdy był przekonany że jest w ciąży z Thomasem, aż nagle ona i Zayn ogłosili że się zaręczyli. Wyglądali na szczęśliwych, razem tworzyli słodką i piękną parę. Dogadywali się też bardzo dobrze, przyjaciele którzy się w sobie zakochują często tworzą dobre związki jednak w tej parze było coś nie tak, a raczej brakowało czegoś. Chemii, tak nie ma pomiędzy nimi chemii.
 - Kopie już? - Zapytała Lola przyjaciółkę, siedziały we dwie w kuchni dziewczyn i przygotowywały przekąski na wieczór. 
 Gwen kończy dzisiaj dwadzieścia pięć lat, zażyczyła sobie jednak tylko skromniej imprezy w gronie najbliższych przyjaciół. Nie miała ochoty na większe imprezy ponieważ Mike musiał jechać do chorej matki. Lola zaprosiła więc wszystkich z ich paczki, zabraknąć miało jednak jeszcze jednej osoby, Stylesa który baluje w Ameryce.
 - Czasami, ale tak leciutko tak że nawet wydaje się być to przyjemne. - Odpowiedziała brunetka gładząc się po brzuchu.
 - A poranne mdłości ci jeszcze dokuczają?
 - Czasami ale nie codziennie. - Mia wydawała się zdziwiona tym pytaniem.
 - A zachcianki i humory, są jakieś ekstremalne?
 - Co ty wywiad przeprowadzasz? - Roześmiała się po czym nagle spoważniała. - Nie no naprawdę, przygotowujesz się do ciąży.
 - Nie no, tak po prostu pytam.
 - Na pewno? A może już jesteś w ciąży.
 - Nie no co ty, nie jestem. - Zaprzeczyła szybko. - Niall bym chciał żebym była.
 - No to super nie? 
 - No nie do końca. Ja jeszcze nie chcę, nie wyobrażam sobie jeszcze siebie jako matki.
 - Ja też sobie siebie nie wyobrażałam. - Zaśmiała się wrzucając pokrojone pomidory do miski.
 - No tak ale to była wpadka, gdybym ja wpadła no to wtedy bym się z tym pogodziła ale tak żeby teraz zajść. Wczoraj Niall się nawet na mnie obraził.
 - Za co?
 - Bo zgodziłam się żebyśmy zrezygnowali z gumek. - Westchnęła przypominając sobie wczorajszą kłótnię.
 - I o to się obraził? - Zapytała Mia zagubiona, przecież tego chciał.
 - Nie, tylko o to że znalazł moje pigułki. 
 - Uuu to grubo. - Przyznała Mia robiąc współczującą minę.
 - Krzyczał że go oszukuję, że jak tak mogę, dlaczego nie chcę mieć z nim dziecka?...
 - A dlaczego nie chcesz mieć z nim dziecka?
 - Chcę mieć z nim dziecko ale nie teraz... Po prostu czuję że jakbym teraz zaszła w ciąże to już byłoby po wszystkim, nie mogłabym wsiąść do pociągu od tak i pojechać na przykład do Szkocji. Albo bawić się w klubie przez całą noc, pić całą noc, to byłby koniec wolności. - Spojrzała na Mię i dopiero teraz zdała sobie sprawę co do niej mówi. - To, to znaczy się wcale nie znaczy koniec wolności tylko...
 - Nie, masz rację. To oznacza koniec wolności jednak wycieczka do Szkocji, impreza w klubie lub nawet picie całą noc nigdy nie zastąpią pierwszego kopnięcia dziecka. Nigdy nie zastąpią tego uczucia, tej świadomości że teraz w tej chwili, właśnie w tobie rośnie mały człowiek, nowe życie. Tak wiem pieprzę jak potłuczona. - Powiedziała ocierając łzę wzruszenia, a może to od cebuli którą właśnie kroiła. - Jeszcze pół roku temu te słowa by mi przez gardło nie przeszły. Ale ciąża jest jak skok na bungee, nie będzie ci się podobać, dopóki nie skoczysz.

Niall 
 Pary z długim stażem spędzają ze sobą większość swojego czasu, małżeństwa spędzają czas głównie tylko ze sobą, po czasie nie masz problemów z robieniem przy tej osobie rzeczy których normalnie wstydziłbyś się wykonywać przy innych. Chorowanie, wymiotowanie na trzeźwo, dłubanie w nosie, załatwianie się podczas gdy ta druga osoba bierze prysznic lub po prostu jest w łazience. W końcu dochodzi do tego że już nie umiesz nawet zrobić prostych zakupów bez tej ukochanej osoby, a problemy zaczynają się wtedy gdy się z nią pokłócisz. W takiej sytuacji właśnie znalazł się Niall, wczoraj pokłócił się z żoną tak  że nie miał ochoty z nią rozmawiać a dzisiaj musiał iść kupić prezent dla Gwendolyn z okazji jej dwudziestych piątych urodzin. Nie chciał iść na te zakupy sam ale nie chciał zabierać ze sobą swojej żony, zabrał więc szwagra. 
 - Ale o co ty się tak gniewasz? Przecież wiesz jaka jest Lola, zawsze boi się nowych rzeczy aż w końcu sama się do nich przekonuje. - Powiedział Liam, przechadzali się po centrum handlowym kompletnie nie mając pojęcia co tej Gwen kupić, Liam też jeszcze nie miał dla niej prezentu więc problem był podwójny.
 - Tu nie chodzi o to że ona nie chce jeszcze mieć dziecka tylko o to że mnie oszukała. Bez zabezpieczenia to jest bez zabezpieczenia a nie. - Do tej pory był zły, tej nocy spał na kanapie a z domu wyszedł nim ona wstała.
 - Wolisz mieć z nią dziecko którego ona nie chce niż zaczekać aż oboje będziecie gotowi?
 Niall powoli zaczął żałować że zabrał na te zakupy właśnie Liama, on był osobą postronną a Niall potrzebował w tym momencie kogoś kto przyzna mu rację, który powie że to wszystko wina Loli nawet jeśli w duchu będzie innego zdania. Dlaczego dziewczyny potrafią pocieszyć swoją przyjaciółkę obrażając nawet najporządniejszego faceta na świecie, a gdy facet potrzebuje takiego pocieszenia to jego przyjaciel zawsze stara się myśleć logicznie. Facet nazwie kobietę przyjaciela dziwką tylko jeśli ta zrobi coś okropnie złego, na przykład zdradzi go, kobiety natomiast potrafią wyzwać faceta od sukinsyna za to że rozrzuca brudne skarpetki po mieszkaniu.
 - Mia nigdy nie chciała mieć dzieci a teraz jest szczęśliwa, czasami zazdroszczę Malikowi tej wpadki. - To byłoby najlepsze rozwiązanie, gdyby to dziecko już się pojawiło to nic już nie mogliby na to poradzić a Lola w końcu zaczęłaby się cieszyć tak samo jak Mia.
 - Mia i Zayn zachowali się jak dzieciaki, popełnili największy błąd w swoim życiu i raczej nie ma czego im zazdrościć. - Głos Liama zmienił się z lekko rozbawionego i znudzonego na wściekły, Liam był wściekły jakby ten temat dotykał go osobiście.
 - Dziecko nie jest błędem. 
 - Samo dziecko w sobie nie ale jego rodzice tak, to dziecko jeszcze się nie urodziło a już ma przerąbane z takimi rodzicami. 
 - A może dzięki temu się ustatkują. 
 - Gadasz jakbyś ich nie znał, ten związek to jakaś kpina i prędzej czy później jeden zdradzi drugiego i albo wybuchnie z tego jakaś wojna albo to im się spodoba i będą prowadzić taki otwarty związek. Zobaczysz niezależnie którą opcję wybiorą to dziecko będzie miało mnóstwo ciotek i wujków łamanych przez mamusie, tatusiów. - Liam naprawdę był wściekły tylko nie szło wywnioskować czy naprawdę jest wściekły na rodziców czy na to bogu ducha winne dziecko.
 - Chyba trochę przesadzasz, oni naprawdę się zmienili odkąd są razem.
 - Już ci mówiłem że ten związek to zwykła kpina a oni się nigdy nie zmienią Niall! - Warknął na przyjaciela tak jakby ten przed chwilą powiedział coś niestosownego i obraźliwego.
 - Dobra uspokój się, wściekasz się tak jakbyś był zazdrosny. - Prychnął Niall.
 - No na pewno nie o Zayna! - Znowu się uniósł ale tym razem bardziej jakby się przestraszył.
 - Miałem na myśli Mię ale okej... - Niall spojrzał na przyjaciela z podejrzliwą miną, to było dziwne, Liam od samego powrotu z Australii zachowywał się dziwnie a ostatnio już w ogóle, szczególnie gdy temat dotyczył Zayna.
 - O żadnego z nich nie jestem zazdrosny, obydwoje są głupi i tyle. Jak takie dzieciaki które myślą że wezmą ślub, urodzi im się dziecko i wszystkie problemy się skończą, że ich życie będzie bajką. - Liam nie chciał zakończyć tego tematu, gadał jak najęty i chyba bardziej sam do siebie niż do Nialla.
 - Dobra już skończmy ten temat bo jak mi tu zaraz wybuchniesz to nigdy nie uda mi się kupić tego prezentu. 
Louis
 Po rozstaniu z Harry'm życie Louisa stało się puste i bardzo ciche, o samym jego wyjeździe dowiedział się ostatni. To Liam powiedział mu o tym ponieważ reszta przyjaciół bardzo długo była na niego po prostu zła, dopiero od jakiegoś miesiąca ich stosunki się poprawiają. Zostawiony przez chłopaka i porzucony przez przyjaciół Louis, poruszał się tylko pomiędzy pracą a mieszkaniem, nie poznawał nowych ludzi a gniew starych przyjaciół nawet go za bardzo nie obchodził, nie chciał mieć kontaktu z ludźmi. Lepsze dni przyszły gdy zaczął się do niego odzywać ktoś oprócz Liama. Pierwszą osobą która wyciągnęła do niego dłoń był Niall, potem Lola i na końcu Gwen, Mia i Zayn nie gadają z nim do teraz. 
 Życie a może raczej taka prosta egzystencja pomiędzy pracą a łóżkiem miała jakieś plusy, Louis zaoszczędził tyle pieniędzy że bez żadnego problemu mógłby się wybrać na jakieś dobre wakacje lub jeszcze trochę odłożyć i kupić sobie porządny samochód, taki może jeszcze nie z salonu ale po tylko jednym właścicielu. Możliwości było mnóstwo, Louis żadnej z nich jednak nie rozważał, po prostu mu się nie chciało, taka prosta egzystencja miała jednak więcej minusów. Śmieciowe jedzenie sprawiło że wypryszczyło go jak nastolatka, a dokładając do tego jedzenia jeszcze brak ruchu otrzymaliśmy pryszczatego Louisa z grubym brzuchem zamiast seksownego sześciopaka. W dodatku spędził prawie całe lato w domu, na tle opalonych, ludzi wyglądał jak trup chory na albinizm. Louis czuł do siebie obrzydzenie i był pewny gdyby Harry go takim zobaczył to już nigdy w życiu nie chciałby już na niego spojrzeć. 
 Żeby się jeszcze trochę bardziej podniszczyć Louis zaczął palić papierosy i to była kropla która przelała czarę cierpliwości Liama, chłopak miał dosyć tego że ich mieszkanie śmierdzi palarnią więc postanowił wziąć się za przyjaciela. Wprowadził zakaz palenia w domu, zakaz żywienia się w fast foodach i zapisał ich obu na siłownie, a Louisa na kilka wizyt w solarium. Z początku Louis się opierał, nie chciał chodzić na siłownię z lenistwa i dlatego że trochę się wstydził, obiady w tanich knajpach były o wiele praktyczniejsze ale w końcu i do zdrowej żywności dał się przekonać. Palił dalej jednak już tylko na zewnątrz, w końcu odechciało mu się co godzinę schodzić na dół przed kamienicę i i to rzucił. Na początku chodził na siłownię tylko z Liamem ale potem sam to polubił, powoli zaczął gubić brzuch, mięśnie wracały i spojrzenia mijanych ludzi także uległy zmianie. Czasami wydawało mu się że podoba się jeszcze większej ilości osób niż przedtem. Choć wiedział że jest atrakcyjny dla innych to sam nikogo nie uważał za atrakcyjnego, ranny po rozstaniu się goiły jednak zbyt wolno żeby Louis mógł spojrzeć na jakiegoś innego faceta. Tęsknił za Harrym jak cholera, chłopak często mu się śnił i zazwyczaj po takich snach budził się zapłakany, wtedy pomagał mu Liam. Louis często rozmawiał z nim na temat Stylesa bo w sumie tylko z nim mógł na ten temat porozmawiać, Niall kompletnie nie umiał się za takie coś zabrać a Lola i Gwen nie chciały, gdyby nie Liam to on już by się pewnie nie podniósł.
 Odkąd siłownia stała się jego codzienną rutyną to wpadanie na ciastko do cukierni obok zostało nieodłącznym elementem. Cukiernia w której właśnie siedział Louis była bardzo przytulnym miejscem, szło tam usiąść i zjeść swoje ciastko a nawet napić się kawy, dlaczego więc to miejsce nazywało się cukiernią a nie kawiarnią? Ponieważ mieli tutaj świetne ciasta ale słabą kawę, natomiast na przykład w Camden Lol to kawa była pierwsza klasa a ciastka takie sobie. Dlaczego jednak Louis wolał sam siedzieć w jakiejś cukierni a nie w kawiarni przyjaciółki, nie tylko słodycze były tego powodem ale też Zayn i Mia którzy nadal patrzyli się na niego jak na największego zwyrodnialca, choć minęły już trzy miesiące. Tak Louis zachował się okropnie ale po pierwsze to praktycznie w tamtym momencie on i Harry nie byli parą, po za tym Louis był pijany i w stu procentach pewny że tę noc Harry spędził z Nickiem. Do tego Harry też zachował się nie fair, wyjechał bez słowa, nie dając nawet szansy Louisowi żeby wszystko naprawić.
 Myśl o byłym chłopaku sprawiła że w oczach Louisa zebrały się łzy, otarł je wierzchem dłoni po czym podniósł wzrok z nad swojego ciasta czekoladowego, dokładnie w tym samym momencie chłopak czekający w kolejce przy kasie spojrzał w jego stronę, ich spojrzenia się spotkały i Louis wiedział że skądś go zna ale za cholerę nie wiedział skąd.
 - Louis? Louis Tomlinson? - Zapytał niepewnie wysoki, szczupły, blondyn i Louis już bardzo dobrze wiedział kto to jest. 
 - Terence, miło cię widzieć. - Louis wstał i przytulili się z Terence'm niczym starzy przyjaciele choć nigdy nimi nie byli. - Co ty tu robisz, kiedy wróciłeś?
 - Ponad rok temu, nie dzwoniłem bo ty miałeś zadzwonić. - Powiedział z udawaną pretensją. 
 Louis poznał Terry'ego krótko po zerwaniu z Sebastianem i krótko przed spotkaniem Harry'ego. Spotkali się parę razy, spędzili ze sobą kilka nocy po czym Terry musiał wyjechać do Francji, chłopcy obiecali sobie że zawieszą swój ''związek'' na ten czas a gdy Terence wróci to wtedy pomyślą co dalej. Louis poznał jednak Harry'ego i kompletnie zapomniał o tej umowie.
 - Przepraszam, poznałem kogoś i wiesz...
 - Och... - Westchnął zawiedziony.
 - Ale już z nim nie jestem. - Pośpieszył Louis z wyjaśnieniem, trochę za gwałtownie, zbyt entuzjastycznie.
 - Och... - Westchnął po raz drugi tym razem z kompletnie udawanym współczuciem ale za to z uśmieszkiem wkradającym się na jego usta.
 - A jak z twoim tańcem i w ogóle jak było we Francji?
 - Doznałem kontuzji i musiałem wrócić.
 - Och przykro mi. - Powiedział ze smutkiem, Terry był świetnym tancerzem a wyjazd do Francji miał otworzyć mu drzwi to naprawdę wielkiej kariery.
 - Nadal tańczę ale to już tak bardziej dla siebie, na jakąś tam karierę nie mam już szans. 
 - Tort dla pana Knowelsa. - Zawołała dziewczyna zza kasy.
 - To mój, muszę już iść mój bratanek ma dzisiaj urodziny, narazie.
 - No narazie, miło było cię spotkać. - Uścisnęli sobie dłonie i Terry odszedł. 
 Odebrał tort i wyszedł z cukierni, Louis wrócił na swoje miejsce. To spotkanie poprawiło mu humor i w sumie żałował że trwało tak krótko. Niewiele myśląc położył pieniądze obok niedojedzonego ciasta i wybiegł za swoim byłym/niedoszłym chłopakiem.
 - Terry!- Zawołał za blondynem, ten odwrócił się szybko tak jakby tylko na to czekał.
 - Tak?
 - Pomyślałem że fajnie byłoby się jeszcze spotkać.
 - No, byłoby super. - Terry uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów, z każdą sekundą chłopak wydawał mu się coraz bardziej przystojny, Louis przygryzł wargę zamyślając się co ma powiedzieć.
 - Nadal masz ten sam numer, zadzwonię do ciebie gdzie i kiedy.
 - Wiesz co? Myślę że tym razem to ja powinienem zadzwonić to chyba będzie pewniejsze. - Uśmiechnął się zadziornie.
 - Okej. - Louis podał mu swój numer a Terence wolną ręką zapisał go w swoim telefonie.
 - To do niebawem. - Chłopak przybliżył się żeby pocałować Louisa w policzek jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i krótko bo krótko ale pocałował go w usta, choć znając Terry'ego to od początku miał to zaplanowane. 
 - Cześć. - Wyszeptał Louis zarumieniony po czym odwrócił się na pięcie i z szerokim uśmiechem odszedł w stronę domu. Nie wie czy robi to specjalnie czy nieumyślnie ale cholernie ciągnie go do artystów.
Gwendolyn
 Gwen bardzo bała się tego dnia, po prostu nadzwyczaj w świecie się go bała ale nie tego że, o już dwadzieścia pięć lat, że się starzeje i tych wszystkich pierdół. Bała się imprezy na jej cześć ponieważ już wydawała się wielkim fiaskiem a dopiero co się zaczęła. Planem Szkotki było to że gdy znowu się wszyscy razem spotkają to będzie tak jak dawniej, dużo śmiechu, radości, ciepła. Tymczasem impreza dłużyła się jak flaki z olejem, choć czy szło nazwać to jeszcze imprezą. Grupka przyjaciół siedziała w salonie pijąc wódkę i oglądając telewizję, ale czy przyjaciele to nadal była aktualna nazwa. Obecnie ich paczkę tworzyła niby szczęśliwa para w ciąży, obrażona na siebie para z powodu braku ciąży, facet który dziwnie się zachowywał wobec pary w ciąży oraz gej z którym para w ciąży nie rozmawiała i drugi gej którego nie ma. No i do tego Gwen która cholernie żałowała że nie ma przy niej Mike'a bo przy nim to może by to jeszcze jakoś przetrwała, tak sama jednak powstrzymywała się żeby nie wybuchnąć. 
 Gdy znudzone, podpite towarzystwo zdawało się już umierać z nudów, nagle ktoś zapukał do drzwi. Gwen podeszła do drzwi bo nikt inny nie miał ochoty się podnieść z miejsca.
 - Proszę. - Powiedziała otwierając drzwi.
 - Czy zamawiała pani piosenkarza? - W progu stał Harry, Harry Styles we własnej osoby.
 Gwen z piskiem radości wskoczyła na niego oplatając go nogami w biodrach a rękami wokoło szyi. Po chwili dołączyli do nich wszyscy, no prawie wszyscy. Gdy Harry przytulił się już z każdym, no prawie z każdym, przenieśli się na kanapę gdzie Harry przywitał się z Louisem zwykłym ''cześć''. Gdy euforia już opadła, Harry opowiedział o trasie a kolejna butelka wódki została obrócona, towarzystwo znowu trochę ucichło, rozbijając się w mniejsze grupki. Wszyscy udawali że wszystko jest normalnie i naprawdę przez chwilę było normalnie po czym Lola zaczęła się sprzeczać z Niall'em i dalej poszło już jak domino. Napity Liam zaczął się o coś wykłócać z napitym Zaynem a gdy w ich kłótni padły imiona Harry'ego i Louisa i ci zaczęli się sprzeczać. Gwen siedziała obok trzeźwej Mii która próbowała wszystko załagodzić ale się nie dało, kłócący się ze sobą wydawali nie kontaktować a przecież nikt nie był na tyle pijany. 
 Gwen patrzyła na to wszystko przez łzy, aż w końcu nie wytrzymała.
 - Przestańcie. - Powiedziała lecz nie wywołała żadnej reakcji. - Przestańcie! - Warknęła i teraz sześć par oczu zwróciło na nią uwagę. - Co się z wami dzieje? Lola, Niall? Przecież wy się nigdy nie kłócicie. Harry, Louis wiem że dopiero niedawno się rozstaliście ale to nie znaczy że możecie się do siebie tak odzywać. Liam... Zayn a wam to tak w ogóle o co kurwa chodzi? Tak mają wyglądać teraz nasze spotkania, będziecie się tak teraz nienawidzić? To ma być paczka? Jak to ma tak wyglądać to ja już nie chcę być waszą przyjaciółką. Dzięki za super prezent, możecie już sobie iść. 
 Powiedziała po czym poszła do swojej sypialni zatrzaskując za sobą drzwi, nie obchodziło jej co się za nimi dzieje. Jeśli ci ludzie już się nie szanują to ona nie chce mieć z nimi nic wspólnego.

No i jest, pierwszy rozdział trzeciego sezonu, Yeahhhhh! Cały trzeci sezon mam już tak zaplanowany że po prostu nie mogę się doczekać aż go już napiszę. Mam nadzieję że ostatnim rozdziałem nie zniechęciłam was za bardzo, przepraszam jeśli tak ale nie opuszczajcie mnie bo będzie jeszcze ciekawie. Dzisiaj skończyłam 18 lat więc polecę tak trochę sentymentalnie bo zaczęłam pisać gdy miałam 15 i od tego czasu tyle się zmieniło. Najśmieszniejsze jednak jest to że jak czytam stare opowiadania to uświadamiam sobie że jako 15 letnia dziewica pisałam o seksie więcej niż teraz ale to taka tylko głupia ciekawostka, Dobra już nie zamulam tylko dodaję ten rozdział bo pewnie na niego czekacie. Pozdrawiam, całuski :*