piątek, 27 marca 2015

The One Where Harry And Louis Take A Break


3 Lipiec 2015
Mia

 Planem Mii było to, żeby o ciąży jej przyjaciele dowiedzieli się jak najpóźniej. Niemiłym zaskoczeniem było więc to że jej przyjaciółki i ich partnerzy już to wiedzieli. Dziewczyny naciskały chcąc wiedzieć co będzie dalej, czy wróci do Thomasa, czy powie mu tak w ogóle o dziecku? Mia prosiła je jednak tylko o spokój, czas i dyskrecję. Z tych trzech rzeczy Mia otrzymała tylko jedną, ale chyba najważniejszą, dyskrecję. Nikt oprócz tamtej czwórki nie wiedział jeszcze o dziecku które nosi. Na pewno nie dostała od nich spokoju, dobrze że dziewczyny brały pod uwagę tylko jednego ojca. Mia nie chciała nawet myśleć co by było gdyby się dowiedziały że w grę wchodzi także Malik, wtedy w ogóle zaczęły by jej drążyć dziurę w brzuchu. 
 Codziennie Mia zbierała się do tego żeby w końcu porozmawiać z Zaynem i codziennie się podawała. No bo jak miała mu to powiedzieć? ''Cześć Zayn, prawdopodobnie jestem z tobą w ciąży. A może z Thomasem, sama nie wiem.'' Wyszłaby na głupią, w sumie i tak wyjdzie. Ukrywanie ciąży będzie możliwe jeszcze parę tygodni a potem będzie już widać jej brzuch. Mogłaby oczywiście nie mówić mu że jest taka możliwość że to też jego dziecko, ale Zayn nie jest głupi. Nawet jeśli nie domyśliłby się że zaszła w ciążę mniej więcej w tym samym czasie kiedy poszli ze sobą do łóżka, to zorientowałby się po narodzinach. Bo jeśli to jego dziecko to mały na pewno odziedziczy jego pakistańskie geny. Mia nie wie dlaczego ale myśląc o dziecku, myślała tylko o chłopcu. Nie miałaby nic przeciwko gdyby była to dziewczynka ale w głowie widziała małego chłopca, którego oczy raz były niebieskie a raz czarne. 
 To wszystko powoli coraz bardziej ją przytłaczało. Dnie spędzała z dziewczynami które pocieszały ją i mówiły że będzie dobrze i ona w to wierzyła, nocami zaś ryczała w poduszkę. Kiedyś nie chciała mieć dzieci ani brać ślubu, potem gdy pojawił się Thomas, myślała że gdy zajdzie w ciążę wszystko będzie miała już poukładane. Teraz jednak nic nie miała poukładane. Jeden prawdopodobny ojciec sam jest jeszcze dzieckiem, w dodatku uciekł nie zdobywając się nawet na zwykłe przepraszam. Drugi zaś jest biseksualnym playboyem, skaczącym z kwiatka na kwiatek, w dodatku beznadziejnie zakochany w swoim kumplu. Czasami Mia żałowała że w tym samym czasie nie przespała się z jakimś ułożonym biznesmenem. Bez żony, bez dzieci, za to z domem i stałą pracą. Zostało jej jednak samotne wychowywanie, na co kompletnie nie chciały się zgodzić jej przyjaciółki.
 - Kiedy skontaktujesz się z Thomasem? - Zapytała Lola po raz setny któryś w tym tygodniu. Ostatnio blondynka spędzała więcej czasu w mieszkaniu Gwen i Mii niż w swoim własnym. Nie było śniadania na którym nie byłaby obecna. Codziennie rano przynosiła świeże pieczywo i wpychała w Mię mnóstwo zdrowych rzeczy. 
 - Nigdy. - Odpowiedziała jej po raz pierwszy, zawsze odpowiadała że gdy nadejdzie czas a teraz jednak postanowiła się przyznać, że ten czas nie nadejdzie.
 - Mia, dziecko bez ojca? - Zapytała Gwen, za co Mia chciała zwrócić jej uwagę ale w ostatniej chwili się powstrzymała, to nie był czas wywlekania brudów.
 - Tak, wolę żeby nie miało ojca niż żeby wychowywało je dziecko.
 - Ale...
 - Zaczekajcie, nie ma ale. - Przerwała dziewczyną które w tym samym czasie wypaliły ze swoim ale. - Wszyscy myślą że kobietą w ciąży odpierdala, że nagle przestają rozsądnie myśleć, ale jest na odwrót. Gdy zaczyna w tobie rosnąć człowiek, dopiero wtedy wiesz co to znaczy myśleć rozsądnie.
 - A może on się zmieni jak się dowie o dziecku? - Nie podawała się Lola.
 - Nie sądzę, po za tym doszłam do wniosku że ta cała wielka miłość to wcale nie była miłość. Ja chciałam go kochać tak bardzo że sobie to wmówiłam. Podobało mi się to że ja mu się podobałam, że mnie pragnął i że tak o mnie walczył. Ale to nie miało przyszłości. - Naprawdę dużo o tym myślała i to była prawda. - A tak w ogóle to miłość nie istnieje.
 - Więc co? Zamierzasz nigdy się z nikim nie związać? - Zapytała smutno Gwendolyn. -  Przecież otacza cię tyle udanych par i co to wszystko jest na niby. To tylko iluzja.
 - Nie wiem Gwen, wiem tylko że na tej ziemi nie ma mężczyzny któremu mogę spojrzeć w oczy i powiedzieć: To ty jesteś miłością mojego życia, wszystko co mam i wszystko co kiedykolwiek będę mieć, należy do ciebie.

Harry

 Harry nie mógł uwierzyć że to wszystko się tak potoczyło, z dniem dzisiejszym jego płyta została oficjalnie zamknięta. W poniedziałek trafi do drukarni a w środę na półki. Może nie będą to te najważniejsze półki w najważniejszych sklepach muzycznych, ale będzie ją można kupić. Kupić, dotknąć, przesłuchać. Jego muzyka stała się czymś prawdziwym, nie tekstem pisanym do szuflady a prawdziwą płytą. Z tej okazji, George dyrektor wytwórni postanowił zrobić miałą imprezę dla ekipy. Jutro odbędzie się większe przyjęcie na które Harry będzie mógł zaprosić przyjaciół ale dzisiaj była to mała impreza dla tych którzy przy tej płycie pracowali. Znał ich już dość dobrze, w końcu spędził z nimi kilka miesięcy, siedząc głównie w małym studiu. Czuł się w śród nich dobrze i miał nadzieje że oni też go lubią. Nick znalazł się na tej imprezie przypadkowo, przyszedł z niespodzianką dla Harry'ego. 
 Było już jakoś po dwudziestej gdy impreza tak naprawdę się zaczęła, w środku było naprawdę głośno. Wszyscy wypili po kilka piw, Harry także choć według Louisa nie powinien więcej niż trzy. Chłopcy z zespołu którzy wystąpili na płycie Hazy, chwycili za instrumenty i zaczęli grać. Nagle ktoś zawołał loczka żeby coś zaśpiewał. Impreza zamieniła się w mini koncert więc nie słyszał że jego komórka dzwoni po raz pięćdziesiąty w przeciągu trzydziestu minut. Zagrali pięć piosenek z płyty po czym Harry powiedział że ma dosyć i wrócił na kanapę do Nicka.
 - Musisz popracować nad formą żeby móc dawać dłuższe koncerty. - Powiedział Nick podając mu piwo.
 - Już dawałem koncerty dłuższe niż pięć piosenek. - Dokładnie było to sześć piosenek.
 - No tak ale to było zawsze w jakiejś knajpie a nie w sali albo na stadionie.
 - A co ktoś chce żebym zagrał na stadionie? - Zapytał kpiąco nie biorąc na poważnie tego co mówi jego kolega.
 - Support Ed'a Sheerana wycofał się w ostatniej chwili i jest taki pomysł żebyś ty go zastąpił. 
Harry aż wypluł piwo które właśnie zamierzał połknąć.
 - Pieprzysz. - Jęknął nie dowierzając w to co właśnie usłyszał.
 - Mówię serio, serio, serio.
 - Ja pierdole, kurwa mać! 
  Harry z radości aż podskoczył do góry po czym rzucił się na Nicka dziękując mu i drąc się że jest najlepszy. W studiu już było ciszej więc wszyscy usłyszeli gdy nagle drzwi do pokoju się otwarły.
 - Aha. - W progu stał mokry Louis, najprawdopodobniej na dworze padało. Stał przemoknięty i wściekły. Gdy Harry spojrzał w jego stronę nie przestając się uśmiechać, ten odwrócił się na pięcie i wyszedł.
 - Ja pierdole. - Westchnął Harry wiedząc że teraz będzie trudno. Louis od kilku miesięcy urządzał mu bezsensowne sceny zazdrości, teraz nie będzie inaczej. Wybiegł za swoim chłopakiem i dogonił go na końcu korytarza. - Louis zaczekaj! - Złapał go za ramię i siłą zatrzymał.
 - Długo to już trwa? - Zapytał sapiąc wściekle.
 - Co? - Harry nie miał pojęcia o co mu chodzi, tak jakby właśnie zapytał się go o powierzchnie Gany. Pytanie wyrwane z kontekstu.
 - No ty z tym twoim radiowcem, długo już mnie robisz w chuja?
 - Louis na litość boską o co ci chodzi?
 - Pieprzysz go, albo on ciebie, przyznaj się! - Louis uniósł głos a Harry czuł że wszyscy słuchają ich kłótni. Złapał Louisa za ramie i wprowadził do pustego studia nagraniowego, zamknął ich w kabinie dźwiękoszczelnej i dopiero mu odpowiedział. Łzy zbierały się w jego oczach.
 - Głupi jesteś czy mnie masz za głupiego? Louis co ty odpierdalasz?
 - Nie oszukuj mnie już proszę.
 - Nick powiedział mi że jest możliwość że będę supportował Ed'a Sheerana podczas jego trasy koncertowej. To normalne że się ucieszyłem.
 - Ta i to normalne że tak sobie tu siedzicie i pijecie. 
 - Jest impreza z okazji zamknięcia płyty. - Powiedział i dopiero potem pomyślał że mógł mu tego nie mówić.
 - Aha, super fajnie że wiem. - Prychnął Louis krzyżując ręce.
 - Och no, oficjalna impreza jest jutro i na tą jutro przyjdziemy, ta jest dla ekipy.
 - Aha to Nick jest częścią ekipy? Co robi? Rozluźnia cię gdy śpiewasz? - Tomlinson był czerwony jak pomidor, każde słowo wypluwał niczym żmija jad.
 - Już mówiłem że przyszedł mi powiedzieć o supporcie, co miałem powiedzieć że ma sobie iść?
 - Ale to...
 - Ale to co? - Przerwał mu w pół zdania, teraz to Harry zaczynał robić się wściekły. - Nic nie zmienia, tak? Nie zmienia tego że jesteś zły o rzeczy które nie miały miejsca.
 - Po prostu ostatnio zachowujesz się tak jakbyś mnie już nie kochał. - Głos Louisa brzmiał smutno, i może Harry'emu zrobiłoby się go żal gdyby nie wiedział że to gówno prawda.
 - Ja? JA się tak zachowuje? To ja codziennie się z tobą kłócę? To ja oskarżam się o kurwienie się na prawo i lewo? To ja przychodzę do twojej pracy i robię ci sceny na oczach kolegów i szefa. - I nagle Harry poczuł taki klik, teraz dopiero zrozumiał jakie to upokarzające i nawet nie miał ochoty wracać na imprezę. 
 - Nie no nie, przepraszam.
 - Wiesz co Louis, mam dość. Zróbmy sobie przerwę.
 - Masz rację, chodź nie jest jeszcze tak późno. Pójdziemy coś zjeść i oboje się uspokoimy. - Louis chciał chwycić go za rękę ale Harry szybko ją zabrał.
 - Nie, chodziło mi o przerwę od nas.
 Zapadła cisza, Louis patrzył się niego z nie do wierzeniem i on sam nie wierzył że właśnie to powiedział. W końcu Louis obrócił się i wyszedł z pomieszczenia dźwiękoszczelnego, głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Harry posiedział jeszcze chwilę w pokoju po czym wyszedł z budynku nie informując nikogo że już idzie do domu. Jednak nie poszedł prosto do domu, błąkał się po ulicach aż w końcu przemókł do suchej nitki. Gdy stanął przed drzwiami zorientował się że nie ma przy sobie ani telefonu ani kluczy. Zrezygnowany zapukał więc do dziewczyn u których zawsze znalazł miejsce. Otworzyła mu Gwen, która potem przesiedziała z nim całą noc. Gwen uświadomiła mu że z tą przerwą to faktycznie nie był dobry pomysł, ale kazała czekać do rana nim spróbuje to wszystko odkręcić. Teraz kazała mu się położyć do łóżka i porządnie wyspać przed jutrzejszą, poważną rozmową.
Louis

 - Jak on mógł mi to w ogóle zaproponować? - Zapytał ze złością Louis. Tylko Liam był osobą do której Louis mógł zadzwonić, o niezależnie której godzinie i prosić o wyjście się upić. Więc to właśnie Liam siedział teraz obok niego przy barze i cierpliwie słuchał skamleń Tomlinsona.
 - Trzeba było dać mu w mordę i po sprawie. - Siedzieli tu już dobre dwie godziny, więc Li miał już dobrze w czubie.
 - Harry'emu?
 - Nie, temu radj..radyj..radio... temu pedałowi z radia. - Machnął ręką gdy w końcu udało mu się zrozumiale wysłowić.
 - A wiesz że masz kurwa racje, trzeba było zajebać skurwiela już pierwszego dnia. - Louis też już był po tamtej stronie jeśli chodzi o trzeźwość.
 - Przecież nie jest za późno. 
 - Masz racje, chodź. - Louis wstał z krzesła po czym usiadł z powrotem.  - Nie wiem gdzie ten pedał mieszka. - Louis miał ochotę się rozpłakać.
 - Jutro go znajdziemy Louis. - Pocieszył go przyjaciel, kładąc mu rękę na ramieniu. - Ale Harry'emu to ty wybacz i przeproś go. Louis w nie możecie się rozstać. Ja to wiem, ty to wiesz, Harry to wie i ten pierdolony pedał z tv też to wie.
 - Masz racje Liam, za dzwonie do niego. - Jeszcze raz zgramolił się z krzesła i wyszedł na dwór żeby móc spokojnie porozmawiać z ukochanym. - Hallllo. - Bardzo długo nikt nie odbierał.
 - Tak słucham? - Usłyszał zaspany głos który nie należał do Harry'ego.
 - Gdzie jest Harry?
 - Harry śpi, tak samo jak ja. Zadzwoń jutro. - To był Nick, teraz Louis rozpoznał ten głos.
 - Zajebie cię skurwysynu. - Cisnął telefonem o chodnik, gdyby miał jakiś stary telefon ten pewnie rozprysnąłby się na kawałki. Jego iphone 4 pokrył się jednak cały ''pajęczyną'' i też nadawał się już tylko do wyrzucenia. Louis nawet go nie podniósł. Wrócił do baru po czym położył portfel na blat. - Musimy się tak upić że aż skurwić Liam, a jutro jedziemy zabić tego pedała. 
 Zamówili whiskey, a potem jeszcze jedną, jeszcze jedną, a potem chyba jeszcze ze trzy choć tego Louis już aż tak dobrze nie pamięta. Pamięta jednak że tańczył, potem chyba kogoś całował, potem znowu tańczył i znowu całował. 

Liam

 Po paru szklankach whiskey, Louis znikł Liamowi z pola widzenia. Po godzinie pojawił się i tylko powiedział że on już idzie komuś najebać, albo się jebać. Coś w tym stylu. Gdy Liam został sam, pomyślał że pora iść do domu. Ruszył spacerkiem bo aż tak daleko nie miał, a zawsze lepiej trochę wytrzeźwieć. W połowie drogi naszedł go jednak głupi pomysł. W tym momencie nie zdawał sobie sprawy jak głupie to było ale było bardzo głupie. Nie wiedział gdzie dokładnie mieszka Zayn ale znał adres, wezwał więc taksówkę która dowiozła go do celu. Do tego czasu zdążył już trochę wytrzeźwieć ale wcale mu ten głupi plan nie przeszedł. Wręcz przeciwnie, podniecił się tylko jeszcze bardziej i jak najprędzej chciał być już przy Zaynie.
 Gdy znalazł właściwe drzwi, zaczął walić w nie nachalnie pięściami ponieważ nie mógł znaleźć dzwonka. W końcu drzwi się otworzyły, on jednak nie zdążył złapać równowagi i poleciał na gospodarza całym swoim ciałem. Przewrócił ich obu, przygniatając Zayna do podłogi.
 - Liam co ty tutaj robisz? - Zapytał zaskoczony Malik.
 - Ciii, nic nie mów. Pozwól mi się wszystkim zająć. - Wpił się w jego usta, a Zayn nawet nie zdążył zaprotestować, w ogóle nie protestował.
 - Ale... - Jęknął gdy w końcu przerwali swój długi, namiętny pocałunek na podłodze przy otwartych na oścież drzwiach. 
 - Cii... - Przyłożył palec do jego warg. - Ja się wszystkim zajmę.
 Liam wstał z podłogi, zamknął drzwi, po czym pomógł podnieść się Malikowi z podłogi. Jak na osobę pijaną poruszał się całkiem pewnie. Chwycił Zayna za rękę i zaprowadził go na łóżko. 
 - Jak ja za tym tęskniłem. - Wyszeptał biorąc twarz mulata w obie dłonie. Znowu zaczęli się całować. - I za tym. - Zjechał na jego szyję. - I za tym. - Zjechał na nagi tors, ponieważ Zayn spał tylko w bokserkach. - A za tym najbardziej. - Ściągnął jego bokserki i zabrał się za robotę.
 - Ale...
 - Cicho Zayn, dziś jesteś tylko mój, a ja tylko twój. Delektuj się tym.

No hej, jest i kolejny rozdział. Nie wiem co mam w sumie napisać ale nie wyobrażam sobie żebym to też przemilczała. Tak Zayn odszedł i co dalej. Nie będę się tu rozpisywać na ten temat, nie wiem co w o tym myślicie (choć w sumie chyba wiem, masakra, ja pierdole, masakra). Powiem tylko to co czuje, dla mnie to zawsze będzie piątka chłopców. Naszych chłopców. Nie ważnie jak potoczą się ich ścieżki, dla mnie to piątka przyjaciół, z (mam nadzieje) mniej skomplikowanymi relacjami niż w tym opowiadaniu. No ale cóż żyje się dalej. A wracając do rozdziału. Jest to przed ostatni rozdział.............. tego sezonu. Bo nie wiem czy wiecie ale to opowiadanie ma sezony. Kończę właśnie prawie drugi sezon ale nie będzie jakiś większych przerw pomiędzy tym a trzecim. To znaczy znowu mogę nie napisać nic przez miesiąc ale mam nadzieje że do tego nie dojdzie. Dobra bo pierdziele w tej notce już za dużo.
Enjoy i całusy!!!
 

niedziela, 22 marca 2015

The One Where Somebody's pregnant.


Gwendolyn
17 Czerwiec 2015

 Dwa tygodnie temu Lola i Naill wyjechali na urlop, zostawiając mieszkanie pod opieką Gwendolyn i Mii. Dziewczyny niestety trochę o tym zapomniały, więc dziś, dzień przed powrotem właścicieli Gwendolyn wzięła się za porządki. Postanowiła nie obarczać tym Mii która nadal była trochę przybita po rozstaniu. Zerwanie przez Mię zaręczyn było zaskoczeniem dla wszystkich. Nikogo nie dziwiło to że para znowu się rozstała, lecz to że nie zeszli się z powrotem. Zazwyczaj trwało to kilka dni. Głośna kłótnia, zerwanie, tydzień smutku i w końcu znowu wielcy zakochani. Teraz jednak był to definitywny koniec. Z tego co Gwen wie od współlokatorów Thomasa, to ten przeprowadził się do swoich rodziców. Podobno to tylko tymczasowe, jednak z tego co słyszała to matka chłopaka bardzo ucieszyła się z powrotu syna. Kobieta była na niego wściekła odkąd tylko dowiedziała się że jej syn postanowił ożenić się z o cztery lata starszą kobietą. Mia opowiadała że nawet nie próbowała ukryć swojej złości podczas ich pierwszego spotkania. Może jednak tak będzie lepiej, niby ostatnimi czasy było pomiędzy nimi dobrze jednak Gwen czuła że to nie jest odpowiedni facet dla Mii. Ona potrzebuje porządnego mężczyzny który będzie potrafił nad nią zapanować, bo inaczej ona zapanuje nad nim a to nie będzie dla niej dobre.
 Posprzątaniem mieszkania przyjaciół Gwen postanowiła zająć się z samego rana, na szczęście posiada ona wspaniałego chłopaka który zdecydował się jej pomóc. Mike zajął się kuchnią i salonem a ona zabrała się za łazienkę i sypialnię. 
 - Myślisz że byliby źli gdybyśmy skorzystali z ich wanny? - Zapytał Mike'i stając za dziewczyną, gdy ta akurat myła lustro w łazience. Przeszły ją przyjemne dreszcze gdy jego dłonie spoczęły na jej tali, a ciepły oddech połaskotał ją w szyję. 
 - A co chcesz się wykąpać? - Zapytała nie przestając polerować lustra.
 - Między innymi. - Gwen była ubrana w krótką letnią sukienkę i nagle poczuła jak dłonie mężczyzny wślizgują się pod cienki materiał.
 - Mike! - Zaprotestowała, chociaż tak naprawdę to nie miała nic przeciw jego ręką pod swoim ubraniem. 
 - Nic się nie stanie jeśli trochę się spóźnisz, szefowej i tak nie ma. - Sukienka już leżała na ziemi jednak Gwen nadal zajmowała się lustrem a nie swoim ukochanym.
 - Myślisz że może mnie zwolnić jeśli dowie się co działo się w jej łazience. 
 - Nie musi się dowiedzieć, chyba że sama jej o tym powiesz.
 - Oj na pewno się tym pochwalę. 
 Chciała odstawić płyn do mycia okien na szafkę lecz nie trawiła i ten spadł na podłogę, odruchowo nachyliła się po niego. Płyn wpadł prosto do kosza na śmieci w którym Gwen znalazła coś czego się nie spodziewała.
 - O Jezus. - Wyszeptała wyjmując z kosza biały patyczek.
 - Co się stało? - Mike przykucnął obok niej, bojąc się że stało się coś strasznego, lecz Gwen nie uważała że to co znalazła było złe.
 - Będę ciocią. - Powiedziała z szerokim uśmiechem, po czym skrzywiła się wyrzucając test z powrotem do kosza. - I właśnie dotknęłam czegoś na co ktoś wcześniej nasiusiał. 
 - To umyj łapki i zbieramy się. - Mike już stał wyprostowany trzymając w dłoniach jej sukienkę.
 - Ej! Obiecałeś mi coś przed chwilą. - Jęknęła oburzona, przed chwilą ją rozbierała a teraz już chciał iść. 
 - No tak ale późno już i to takie trochę niedorzeczne żebyśmy robili to w ich toalecie.
 - Co to jest że na myśl o dzieciach, facetom opada. No cóż chodź kochasiu bo się faktycznie spóźnimy. - Jednym ruchem założyła sukienkę po czym wyszła z łazienki.
 - Ale nie jesteś zła? - Skruszony dreptał za nią.
 - Nie, tylko przez najbliższe dwa tygodnie będę miała okres. - Powiedział próbując się nie uśmiechać, ułatwiał to fakt że trochę się na niego gniewała.
 - Gwenny. - Zaskamlał z miną zbitego psiaka.
 - Przykro mi. - Wzruszyła ramionami z obojętną miną. Otworzyła drzwi czekając aż Mike wyjdzie pierwszy żeby ona mogła zakluczyć mieszkanie.
 - Na szczęście prawdziwy żeglarz nie boi się pływać po morzu czerwonym. - Powiedział szczypiąc ją w tyłek.
 - Idiota. - Westchnęła wznosząc oczy ku górze.
 - Ale jaki kochany. - Pocałował ją w czoło i Gwen już nie była taka zła.
 - Muszę zadzwonić do Naill'a.
 - Nie uważasz że czasami za bardzo wtrącasz się w życie swoich przyjaciół.
 - Oni są jak dzieci Mike. Gdy tylko przestajesz interesować się ich życiem, oni totalnie je sobie pierdolą.

Naill

 Dwa tygodnie w Irlandii, było jego najlepszym pomysłem w życiu. Lola odkąd tylko otworzyła Camden Lol żyje w stresie, stara się tego nie pokazywać ale to widać. Co weekend ślęczy nad papierami. Choć biznes rozwija się całkiem dobrze to ona nadal boi się że coś pójdzie nie tak. Czasami gdy zdarzają się gorsze miesiące, wypłakuje się w ramionach Naill'a mówiąc że nie da rady że czuje że musi się podać nim przegra, chwilę później ociera jednak łzy i mówi że jej nic nie obali. 
 Ostatni dzień w posiadłości jego dziadków mijał im bardzo spokojnie. Lola leżała na hamaku czytając książkę a Naill siedział obok niej pod drzewem, i pijąc piwo obserwował jak piękna jest jego żona. Telefon od Gwen trochę zaburzył jego spokój. Dziewczyna najpierw kazała mu udać się w miejsce odosobnienia a potem przekazała mu informację, która wywróciła jego życie do góry nogami. Potrzebował kilka sekund żeby zrozumieć co ona do niego mówi. Na słowa ''Lola jest w ciąży'' zapytał ''z kim''. Gdy zrozumiał że to on jest ojcem zakręciło mu się w głowie. Potrzebował dobrych piętnastu minut żeby ochłonąć po czym wrócił pod drzewo.
 Gdy usiadł Lola spojrzała na niego po czym wróciła do książki, jednak jego szeroki uśmiech sprawił że spojrzała na niego jeszcze raz.
 - Z czego się tak cieszysz?
 - Kocham cię. - Powiedział nie przestając się uśmiechać a w jego oczach stanęły łzy.
 - Naill co się stało? - Zapytała zaniepokojona, zachowanie Naill'a nie było normalne. 
 - Już wiem, ja już wszystko wiem. - Wstał z ziemi i położył się obok niej, Lola nadal była zagubiona ale pozwoliła mu się przytulić.
 - O czym wiesz?
 - No nie udawaj, Gwen już zepsuła niespodziankę.
 - Naill jaką niespodziankę, o co ci chodzi? - Nadal udawała że nie wie o co chodzi ale Naill się nie złościł. Czuł się jakby był na haju, to takie błogie uczucie jakby wziął najlepszy narkotyk na świecie. Setki razy zastanawiał się jak się zachowa gdy zostanie ojcem, jak się poczuje? A teraz już wie, czuje się świetnie. 
 - O ciebie, o was. - Położył dłoń na jej brzuchu, jeszcze takim płaskim ale on już wiedział że tam w środku siedzi jego potomek. Jego najważniejsza osoba na świecie.
 - O jakich nas? - Jak ona nadal mogła nie chcieć się przyznać.
 - No o dziecku.
 - Jakim dziecku Naill, o czym ty mówisz?
 - O naszym dziecku, moim i twoim, tym które nosisz tutaj. - Naill powoli zaczął robić się zły, po co ona się tak z nim bawi.
 - Ale ja nie jestem w ciąży. 
 Wszystko runęło, wszystko co zaczęło budować się w jego głowie tak nagle runęło. Chciał coś powiedzieć ale nie był w stanie.
 - Przepraszam. - Chciał wstać i jak najszybciej uciec żeby Lola nie widziała go w takim stanie, jednak szybka ucieczka z hamaka nie była łatwa. W końcu tak zakołysał że wylądowali na ziemi, on jednak szybko się podniósł i uciekł do domu. Lola jednak dogoniła go w połowie drogi.
 - Niall zaczekaj! Skąd ci to przyszło do głowy że jestem w ciąży.
 - Bo Gwen zadzwoniła że znalazła test i że ty jesteś w ciąży. - Wydukał starając nie patrzeć jej się w oczy.
 - Jaki test... Naill ty płaczesz? - Zapytała lecz w sumie to bardziej stwierdziła, to prawda Naill płakał. - Och kochanie. - Przytuliła się do niego a on już nie wytrzymał i rozpłakał się jak mały chłopiec.
 - Bo ja już go zacząłem kochać.
 - Och skarbie ale przecież rozmawialiśmy o tym, mówiłeś że jeszcze nie czas na dzieci.
 - Wiem ale gdy usłyszałem że on już jest to nie mogłem go nie chcieć. Lola może to jeszcze nie czas ale ja chcę mieć z tobą dzieci, jedne, drugie, trzecie. Gdy usłyszałem że jesteś w ciąży to poczułem że jestem w stanie zrobić dla was wszystko. Poczułem że kocham cię tak jeszcze mocnej choć myślałem że nie idzie mocnej. Nie patrz się tak na mnie.
 - Naill.. - Nie mogła już dokończyć ponieważ też się rozpłakała, stali tak i płakali w swoich ramionach. - Będziemy mieli mnóstwo dzieci, obiecuję ci to.
 Pocałowali się, delikatnie i czule. Stali tak kilka minut tylko się całując i ciesząc się tą chwilą.
 - Ale czekaj. - Odezwał się Naill przerywając ich pocałunek. - Skoro ty nie jesteś w ciąży, ani Gwen nie jest w ciąży to czyj jest ten test?
 - No nie gadaj.

Mia
  Pierwszy test ciążowy Mia zrobiła sobie zaraz po swoim pierwszym razie. Bała się wtedy jak cholera ale gdy w końcu dowiedziała się że nie jest w ciąży to była najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Kolejne testy to była już tylko rutyna, potwierdzenie czegoś czego była już niemal w stu procentach pewna. A teraz po kilku latach stało się to czego tak bardzo się bała. Przez tydzień chodziła przerażona. Okres jej się spóźniał ale tak się czasami zdarza, jednak tym razem coś sprawiało że czuła że powinna to sprawdzić. Kupiła test ciążowy i postanowiła go wykonać w mieszkaniu Loli i Naill'a. Test wyszedł pozytywny ale przecież to jeszcze o niczym nie świadczyło. W aptece mogli dać jej zepsuty egzemplarz, albo miała za dużo hormonów czy czegoś tam w moczu. To mogło być wszystko, niekoniecznie dziecko. Umówiła się więc do ginekologa.
 Kilka godzin po wizycie u lekarza, siedziała w parku na ławce i nie mogła przestać płakać. Przecież zawsze tak uważała. Zabezpieczała się w każdy możliwy sposób, pilnowała dni płodnych i nigdy ale to nigdy nie kochała się bez zabezpieczenia. Oprócz tych dwóch razy. Oprócz tych dwóch razy przez które nie wie nawet kto jest ojcem jej dziecka. Ex chłopak czy najlepszy przyjaciel? Zapłakała jeszcze mocniej. Zniszczyła życie nie tylko sobie, ale też małemu, niewinnemu dziecku. Nie dość że nie będzie miało ojca to jeszcze matkę która pewnie wda się w swoją własną matkę. Nie. Nie może tego zrobić temu dziecku.
 Wychodząc ze szpitala wzięła ulotkę o przerywaniu ciąży, to słowo niby było łagodniejsze niż aborcja ale dla niej nadal tak samo brutalne. Jakaś część jej krzyczała żeby się nie wydurniała i wyrzuciła tą ulotkę w cholerę, druga część kazała być jednak rozsądna. Mia wie że w gronie jej przyjaciół nie ma ani jednej osoby która spojrzała by na to obiektywnie(czyt. pozwoliłaby jej to zrobić). Postanowiła więc zadzwonić do osoby która zawsze robi to co trzeba, nie co czuje.
 - Tak słucham? - Usłyszała w słuchawce głos kobiety.
 - Mamo, jestem w ciąży i chyba muszę ją usunąć.
***
 Tego co wydarzyło się potem Mia w ogóle się nie spodziewała. Matka wypytała ją czy ciąża jest zagrożona, czy dziecko jest chore na coś, czy poród jest niebezpieczny. Gdy Mia na te wszystkie pytania odpowiedziała nie, nastąpiła długa cisza.
 - Wiem że nigdy nie byłam dobrą matką, od rozwodu z twoim ojcem byłam wręcz paskudną. Wiesz że byłam bardzo młoda gdy zaszłam z tobą w ciążę i bardzo młoda kiedy wyszłam za twojego ojca. Wiem że popełniłam mnóstwo błędów których żałuję do teraz, przez wiele moich porażek wyżywałam się na tobie i choć tego nie okazuje... - Mia usłyszała szloch w jej głosie, nagle poczuła jakby rozmawiała z kimś zupełnie innym. - Mia ja nigdy nie żałowałam tego że cię urodziłam, nigdy. Jestem dumna za każdym razem kiedy widzę cię w telewizji. Codziennie wstaję w nocy żeby przez internet zobaczyć cię na żywo. Jestem taka dumna że cię mam. Jesteś silna Mia, silniejsza ode mnie. 
 - Mamo ale ja jestem sama, zostałam sama i nawet nie jestem pewna kto jest ojcem. - Zaszlochała w słuchawkę.
 - Teraz tego nie rozumiesz, on cię zranił i wydaje ci się że nigdy już nikogo nie pokochasz. Wydaje ci się że jesteś sama ale dzięki dziecku nigdy nie będziesz sama. Nikogo tak nie pokochasz i nikt inny cię tak nie pokocha jak ono będzie cię kochać.
 - Mamo... - Chciała powiedzieć coś więcej ale nie mogła, żałowała tych wszystkich straconych lat. Żałowała każdego ''nienawidzę cię'' wypowiedzianego w stronę rodzicielki i żałowała że nie było więcej ''kocham cię''. - Mamo przepraszam. - Wydukała niezdarnie.
 - To ja przepraszam.
 - Mamo kocham cię, obiecuję przyjadę niedługo.
 - Z moim wnukiem?
 - Albo wnuczką.
 - Jestem z ciebie dumna Mi, i kocham cię, nie zapominaj o tym.
 - Nie zapomnę. 

I znowu wzięłam się za pisanie na ostatnią chwilę, ale to właśnie w niedzielę późnym wieczorem nachodzą mnie najlepsze pomysły. Możecie się ze mnie śmiać ale musiałam poprawiać cały rozdział bo pisałam Niall zamiast Naill ale tak mi się coś głupio wkręciło że to Niall że byłam przekonana że to tak się pisze. Dobra nie będę się już tak rozpisywać bo powinnam już iść spać ale dodam jeszcze że liczę na wasze komentarze. Bo widzę że jest was coraz więcej a komentarzy to tak nie za dużo, a nawet nie wiecie jak ja się jaram każdą waszą opinią. Dobra już nie zanudzam.
Pozdrowienia i całusy.

wtorek, 3 marca 2015

The One Where Liam is back.

2 Maj 2015

Zayn
 Odkąd Harry dostał kontrakt płytowy i zamknął się w studiu nagraniowym, Louis ma bardzo dużo wolnych wieczorów. Zayn odkąd podjął pracę w agencji reklamowej także nie ma nic do roboty wieczorami, więc chłopcy zaczęli spędzać je razem. Zazwyczaj wychodzą na piwo lub spędzają czas z resztą przyjaciół w Camend Lol. Umieją ze sobą rozmawiać na najróżniejsze tematy i okazało się że mają podobny światopogląd. Oczywiście ich poglądy bardzo różnią się w kwestii miłości i rodziny ale na inne rzeczy patrzą prawie tak samo. Lubią te same kluby piłkarskie, nie lubią tych samych polityków a po pijaku wierzą w te same teorie spiskowe.
 Tej soboty Louis tak samo jak Zayn miał wolne i poprosił przyjaciela o pomoc w przygotowaniu pokoju dla Liama. Liam powiadomił ich w środę że wraca w niedzielę i poprosił Louisa i Harry'ego żeby mógł zamieszkać z nimi. Chłopcy się zgodzili bo i tak mieli dwa pokoje wolne, lecz pomimo dwóch wolnych pokoi to i tak zagracili ten Liama. A teraz trzeba go było odgracić.
 - Stawiasz mi piwo za tą harówkę w mój wolny dzień. - Powiedział Zayn gdy w końcu udało im się przecisnąć brązową-za szeroką-nierozkręcalną ławę, której Zayn nigdy u nich nie widział. Pewnie Harry gdzieś ją kupił a potem mu się znudziła.
 - Miał mi pomagać Harry ale spadły na niego gwiazdorskie obowiązki. - Powiedział Lou wywracając oczami. Ostatnio coraz częściej zdarzały mu się te uwagi. Nigdy przy Harrym. Przy Harrym Tomlinson zawsze z wielkim entuzjazmem wysłuchiwał o postępach przy tworzeniu płyty i o nowych znajomych Hazy, lecz na osobności było coś nie tak.
 - Lou mogę cię o coś zapytać? - Wziął swoją butelkę piwa z parapetu i przysiadł na boku kanapy.
 - Jasne.
 - Nie podoba ci się to za bardzo, co?
 Louis przysiadł na tej cholernej nierozkręcalnej ławie i chwile to zajęło nim odpowiedział.
 - Nie że mi się to nie podoba...
 - Ale?
 - Ale, ale nie wiem. - Zrobił kolejną dłuższą przerwę. - Jestem z niego dumny i cieszę się jego szczęściem ale trochę się tego boję. Myślałem że to potrwa dłużej. Że najpierw nagra płytę, zdobędzie grupkę fanów, zagra kilka koncertów a po kilku latach ktoś go odkryje. A to wszystko potoczyło się tak szybko.
 - Jesteś zazdrosny?
 - Nie, no skąd. Cieszę się jego szczęściem.
 - Nie chodzi mi o to że mu zazdrościsz tylko że jesteś zazdrosny o niego. - To było trochę zabawne i trochę uroczę. Harry czasami opowiadał że zazdrosny Louis jest wkurzający ale dla Zayna był on zabawny. Louis przynajmniej pomimo swojej zazdrości nadal chciał być z Harrym, nie zerwał z nim tylko dlatego że bał się że będzie o niego zazdrosny.
 - No może trochę.
 - Trochę? - Zapytał kpiąco Malik.
 - Och no co? Widzę co się dzieje, on zyskuje teraz tyle zainteresowania a jeszcze nie wydał nawet płyty, co będzie potem? A jeszcze do tego ten cały Nick który ciągle się koło niego kręci. - Prychnął z irytacją.
 Zayn zamyślił się, powinien teraz powiedzieć coś miłego o Harry'm i totalnie zaprzeczyć obawom Louisa ale nie wiedział jak to ubrać w słowa.
 - Harry potrafi być dupkiem, idiotą, dzieciakiem który najpierw robi a potem myśli ale jak kocha to tylko jednego. - Zobaczył na twarzy przyjaciela cień uśmiechu i już był pewny że chociaż trochę go pocieszył. - Tak zakończmy tą rozmowę i wróćmy do odgracania bo za godzinę mam fryzjera.
 Zayn wstał i udał się do pokoju Liama.
 - Uuu czyżby jakaś super randka? - Zapytał Louis grzecznie ruszając za nim.
 - Żadna randka po prostu jestem człowiekiem na stanowisku i powinienem dbać o siebie.
 - Czyli w końcu zetniesz te kudły i będziesz miał jakąś normalną fryzurę? - Włosy Malika sterczały w każdą stronę, może nie zrobiłby z nich jeszcze kucyka ale były na tyle długie że można je już było nazywać kudłami, teoretycznie można było bo Zayn nie lubił gdy ktoś obrażał jego włosy.
 - Pracuję na stanowisku a nie w jakimś corposhit'cie więc nie muszę strzyc się od linijki. - Odgryzł się koledze który wytknął mu język.
 - No tak zapomniałem że mam przyjemność z kolejnym artystą. - Zayn pokłonił się. - Właź na biurko i podaj mi ten duży karton i możesz już spadać pięknisiu.
 Przed wejściem na krzesło Malik popchnął go jeszcze przez co Louis zachwiał się lekko po czym przeklął pod nosem obrażając tymi słowami Zayna.
 Na półce nad biurkiem stały trzy kartony. Największy należał do Louisa i Harry'ego a dwa mniejsze do Liama. Karton chłopaków był ciężki i chwilę mu zajęło bezpieczne przekazanie go Louisowi.
 - Dzięki. - Westchnął Louis gdy pewnie trzymał karton który zasłaniał mu niemal cały widok. Obrócił się ostrożnie i wyszedł z pokoju. Zayn wyprostował się rozmasowując dół pleców i odruchowo zerknął do następnego kartonu. Na samej górze leżał gruby, ciemnozielony zeszyt, a może nawet dziennik. W prawym, dolnym rogu okładki, nie za dużymi ale także nie małymi literami, wyryte zostało ''L+Z'' To mogło znaczyć wszystko a jednocześnie mogło nie znaczyć nic. Przecież to mógł być jakiś pamiętnik jeszcze z dzieciństwa lub z liceum, no może nawet ze studiów. Wiedział że nie powinien ale nie mógł się powstrzymać. Wziął go do ręki, i otworzył tam gdzie pomiędzy strony wciśnięta była kartka papieru złożona na pół. Zayn rozpoznał w niej kartkę ze swojego szkicownika i nie mylił się. Było to rysunek który zrobił ponad rok temu, rysunek od którego wszystko się zaczęło. Strony pomiędzy które wetknięty został obrazek były zapisane w wzdłuż i w szerz, wszędzie było napisane ''Zayn''. Bał się przewrócić na kolejną stronę i nie miał za bardzo czasu żeby czytać kartkę po kartce więc przewrócił tylko na ostatnią stronę.
 Kocham go, nadal go kocham a on tak wszystko spieprzył. Gdybym tylko wiedział, gdybym tylko miał pewność że to się nigdy nie powtórzy. Gdyby tylko pokazał że na prawdę coś dla niego znaczę. Może to wszystko potoczyłoby się inaczej. Zayn kurwa tak bardzo cię kocham! Dlaczego ty mnie nie?


Louis
 Dochodziła północ gdy Louis przysypiał przed telewizorem. Pięć godzin temu przygotował kolację żeby uczcić ich ostatni dzień tylko we dwójkę. Jutro wróci Liam i już nie będzie tak samo jak wtedy gdy mieszkali tylko we dwójkę. Miało być romantycznie, Louis zamówił ulubione danie Harry'ego które podają w tej drogiej restauracji do której tak rzadko chodzą. Mieli się napić wina i kochać w każdym miejscu w którym od jutra już nie będą mogli. Miało być zajebiście, ale Harry nie przyszedł. Nie odbierał telefonu tylko odpisał że nagrywa. Dosłownie zniszczył ich całą kolację tylko jednym słowem. ''Nagrywam...'' 
 Gdy telewizor już automatycznie się wyłączył a Louis dryfował pomiędzy snem a jawą, nagle doszły go odgłosy z korytarza. To nie mógł być włamywacz ponieważ słychać było że ma klucze, mimo to osobnik za drzwiami miał spory problem z dostaniem się do mieszkania. Louis w końcu postanowił się nad nim zlitować i otworzył mu od środka.
 - O Louis! - Ucieszył się Harry na jego widok. Louis nic nie powiedział tylko wciągnął go do domu żeby nie pobudził sąsiadów, podczas gdy Harry nawijał w najlepsze o imprezie z której wrócił. - A on na to ''to sushi wcale nie jest takie sushi'' czaisz to?!
 Loczek śmiał się w najlepsze opowiadając anegdoty o swoich nowych znajomych, w czasie gdy Louis cierpliwie i powoli zdejmował z niego pomięte i mokre od deszczu ubrania.
 - A tak w ogóle to czemu ciebie nie było? - Zapytał nagle Styles i Louis zamarł, poczuł że zaraz wybuchnie.
 - Dobre pytanie Harry. Naprawdę. Dlaczego mnie nie było na imprezie? - Zamyślił się teatralnie. - Może dlatego że o niej nie wiedziałem. Siedziałem w domu i czekałem aż wrócisz, zrobiłem kolacje, kupiłem wino, kurewskie gacie na dupę włożyłem i co? Ty się bawiłeś na jakiejś imprezie! - Wydarł się tak głośno że aż go gardło rozbolało. 
 - Louis ale o co ci chodzi.
 - O gówno. - Louis rzucił na podłogę ubrania Harry'ego i obrócił się na pięcie.
 - Nie bądź zły, poszliśmy na sushi, wypiłem kilka drinków i się zasiedziałem.
 - Kilka drinków, no właśnie. Ty masz chłopie jedną nerkę a jesteś pijany.
 - No i co z tego. - Harry zdawał się nie wiedzieć o co chodzi, naprawdę nie wiedział o co chodzi. Może nawet nie wiedział gdzie jest i z kim rozmawia.
 - Co z tego? Możesz umrzeć to z tego. Ale wiesz co? Ja mam to w dupie! - 
 Jeszcze raz obrócił się na pięcie i udał się do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Na początku nawet się położył ale długo tak nie wytrzymał. Podszedł do drzwi i zaczął nasłuchiwać. Po usłyszeniu głośnego huku wyleciał z pokoju jak z procy. Styles'a znalazł w łazience klęczącego nad muszlą. Nie mógł go tak zostawić więc został i tej nocy już nie zasnął.

3 Maj 2015

Lola

 Dla Loli każda okazja do zrobienia imprezy była dobra a przyjazd Liama był idealną okazją. Jeszcze nigdy tak długo się nie widzieli. Od dziecka byli nierozłączni, gdzie starszy brat tam za nim Lola. Liamowi nie zawsze się to podobało szczególnie gdy Lola była jeszcze mała ale później było już tylko lepiej. Najgorszym momentem był jego wyjazd na studia ale wtedy widywali się przynajmniej raz w miesiącu, teraz minęło aż pół roku i tęsknota Loli była już nie do wytrzymania.
 Dzisiejsza impreza będzie tylko małą domówką dla ich paczki. Lola obudziła się dzisiaj wcześniej i pojechała do Louisa i Harry'ego bo to w ich mieszkaniu miało się wszystko odbyć. Spodziewała się że zastanie ich jeszcze w łóżku, w końcu nie dość że było jeszcze bardzo wcześnie to była niedziela, jednak po dotarciu na miejsce okazało się że zakochani już nie śpią i wcale nie przypominają zakochanych. Gdy weszła do mieszkania Louis siedział na kanapie a Harry przy stole, ich miny nie wróżyły nic dobrego.
 - Umarł ktoś? - Zapytała wystraszona tą sytuacją.
 - Podobno prawie ja. - Odezwał Harry, wcale nie za miłym głosem.
 - Idiota. - Prychnął Louis.
 - Ej kociaki co jest? - Oni bardzo rzadko się kłócili i prawie nigdy przy kimś więc musiało się stać coś poważnego.
 - Człowiek raz się napije ze znajomymi i już wielkie halo. - Powiedział Harry i Lola już była w domu.
 - Raz? Zajebisty jesteś wiesz. - Louis wstał i przeszedł do kuchni, nalał wodę do czajnika w tym czasie za jego plecami Harry przedrzeźniał go robiąc dziwne miny.
 - I tak jest od samego rana. Dowiaduję się tylko że jestem zajebisty, nic więcej.
 - Lola napijesz się kawy? - Zapytał Louis nie zwracając uwagi na swojego chłopaka.
 - Poproszę. - Dziewczyna w końcu się przełamała i postanowiła usiąść przy stole.
 - Mnie już się nie zapyta. - Lola lekko zachichotała, Harry już zaczął robić sobie jaja z tej kłótni i choć ta sytuacja ją trochę bawiła to wie że gdyby Niall się tak zachowywał to już by go rozszarpała.
 - Kochanie skoro umiesz się sam napić to zrobić sobie picie nie będzie dla ciebie najmniejszym problem. - Odgryzł się Lou i nie ruszył się, naprawdę nie miał zamiaru zrobić mu tej kawy.
 - Dobra misiaki bo nie mamy za dużo czasu. - Wzięła łyk kawy którą postawił przed nią Louis. - Ciocia Lola teraz was wysłucha więc proszę, w czym jest problem?
 - Nie ma problemu, ja nie mam żadnego problemu, kto ma problem? Po prostu mój chłopak bez zawiadomienia mnie o tym wrócił do domu najebany ale ja nie mam z tym żadnego problemu. Spędzenie z nim całej nocy gdy rzygał jak kot było bardzo przyjemnym przeżyciem.
 - Przeprosiłem cię już za to.
 - W dupie mam twoje przeprosiny. - Odszczekał się Louis.
 - Louis! - Upomniała go Lola.
 - No co? Powiedz kiedy ostatnio Niall zabrał cię na romantyczną kolację?
 - Wczoraj...
 - No przecież możemy gdzieś wyjść jak chcesz...
 - My Harry nigdzie nie musimy wychodzić, kolację sam mogę zrobić a jak nie zrobić to przynajmniej zamówić tu nie chodzi o żadną kolację bo my nie musimy nawet nigdzie wychodzić. Ale ja ciebie już nawet nie widuje. - Łzy zebrały się w kącikach jego oczu i widać że ciężko mu coś jeszcze powiedzieć. - W dupę z tym wszystkim. - Wstał od stołu i obrócił się do nich tyłem.
 Lola spojrzała wściekle na loczka i telepatycznie próbowała przekazać mu instrukcje i albo naprawdę ją usłyszał albo sam dobrze wiedział co ma zrobić. Wstał za nim i przytulił od tyłu.
 - Przepraszam. - Pocałował go w czubek głowy po czym trochę siłą, bo Louis nie nadal nie chciał za bardzo ustąpić, obrócił go twarzą do siebie. - Jestem idiotom kochanie, przepraszam. - Nachylił się i czule pocałował go w usta na co Louis już nie protestował.
 - No to skoro ciocia pomogła dzieciaczkom to teraz dzieciaczki pomogą cioci bo czeka nas bardzo dużo roboty.

Mia
  Impreza w domu chłopaków miała zacząć się o osiemnastej wtedy też miał przyjechać Liam, więc teraz, pół godziny przed czasem Mia siedziała w swoim pokoju i poprawiając makijaż próbowała dodzwonić się do Thomasa. Sama już nie wiedziała czy w ogóle miała się tym przejmować. Obiecał że wyjdzie tylko na piwo z kolegami i wróci jeszcze przed czasem a teraz nawet nie odbierał telefonu. Po tylu razach wydawało jej się że już się przyzwyczaiła ale to za każdym razem bolało tak samo. 
 - Thomas mnie już nie interesuje gdzie jesteś i co robisz więc już nawet nie musisz przychodzić do chłopaków mam to gdzieś. - Nagrała się po raz któryś na sekretarkę i postanowiła że to będzie już ostatnia wiadomość. Rzuciła telefon na łóżko po czym chwyciła za torebkę w której miała zapasową paczkę papierosów. Nie paliła za często ale zawsze wolała tą paczkę mieć. Podeszła do okna i otworzyła je na całą szerokość żeby Gwen czasami nie wyczuła smrodu papierosów.
 - Słuchaj Mii. - Niespodziewanie do jej pokoju wszedł Zayn, dokładnie w momencie w którym się zaciągała więc jego niespodziewane wtargnięcie tak ją zaskoczyło że zakrztusiła się i zaczęła strasznie kaszleć. - Ty palisz?
 - Puka się, mogłam stać tutaj nago. - Nie mogła przestać kaszleć, wyrzuciła papierosa przez okno po czym je zamknęła.
 - Wiele razy widziałem cię nago, słuchaj. - Malik zamkną za sobą drzwi i usiadł na łóżku. - Masz czas?
 - Tak mam.
 - To słuchaj. Dzisiaj mu to powiem. - Zayn był bardzo podekscytowany ale Mia nie do końca wiedziała o co mu chodzi.
 - Komu powiesz? Co powiesz.
 - No Liamowi, powiem mu że nadal go kocham. - Chłopak bardzo się cieszył ale Mia nie była do końca przekonana co do tego pomysłu.
 - Zaynie. - Westchnęła siadając obok niego. - Jesteś tego pewny, a co jeśli znowu cię zrani? Przecież pocałowałeś go przed wyjazdem a on nie został.
 - Och no bo nie mógł zostać a ja wiedziałem że on i tak wyjedzie ale teraz przyjeżdża i wiem że on mnie nadal kocha.
 - Wiesz? Niby skąd.
 - Czuję to, Mia no skoro ja tak długo nie mogę o nim zapomnieć to on może też nadal o mnie myśli. Po za tym wiele się zmieniło przez te pół roku. Mam pracę, rzadziej chodzę na imprezy i w ogóle już tak rzadko z kimś sypiam.
 - Obyś się nie mylił. - Przytuliła się do jego boku i przez chwilę siedzieli w ciszy.
 - A gdzie Thomas?
 - Wypadł mu jakiś projekt i nie przyjdzie. - Skłamała, nie miała ochoty teraz się nad sobą użalać. - Idziemy?
 - Już się nie mogę doczekać.
 Udali się do mieszkania chłopców gdzie byli już wszyscy. Dziewczyny nie pytały się o nieobecność Thomasa, tak jakby już wiedziały. Widząc szczęśliwego Zayna Mia była coraz bardziej niespokojna, miała złe przeczucia co do zamiarów Zayna bo bała się że Liam nie będzie umiał tego odwzajemnić i po raz kolejny go skrzywdzi. Chwilę po osiemnastej usłyszeli dzwonek do drzwi i każdy w jednej chwili zatrzymał się, przestał rozmawiać i każdy spojrzał w stronę drzwi. Lola podbiegła do drzwi a po chwili słychać było już tylko jej głośny pisk.
 - No wchodź, wchodź musisz poznać Mike'a i w ogóle tyle tego wszystkiego się wydarzyło. - Lola zaczęła go ciągnąć za rękaw jak mała dziewczynka lecz Liam się nie ruszył.
 - Zaczekaj, wy też musicie kogoś poznać. - Zza ściany wyszła szczupła, wysoka, blondynka. - To jest Moly, moja narzeczona.
***
 Chociaż minęły już dwie godziny od przyjazdu Liama, słowo ''narzeczona'' nadal huczało jej w głowie. Moly okazała się sympatyczną dziewczyną ale Mia nienawidziła jej całym sercem. Gdy Liam ją przedstawił Mia poczuła jak milion igieł wbija jej się w serce, drugie tyle poczuła gdy spojrzała na Zayna. Nie wie czy ktoś jeszcze to zobaczył ale chłopak po prostu się rozpadł. Był Zayn i nagle już go nie było. 
 Wytrzymał piętnaście minut po czym udał atak bólu zęba i poszedł do domu, a przynajmniej taką Mia miała nadzieję. Nie mogła przestać o nim myśleć i sama chciała żeby ta impreza już jak najszybciej się skończyła ale na to się nie zapowiadało. Nie wiedziała jak ma wytłumaczyć swoje zniknięcie więc nic nie powiedziała, po prostu się wymknęła. Weszła jeszcze do mieszkania po swój portfel i pognała do Zayna. Niestety to nie było takie proste ponieważ przy wyjściu z kamienicy spotkała Thomasa i trójkę jego znajomych (dwóch chłopaków i dziewczyna która wisiała na ramieniu jej chłopaka). Byli totalnie pijani, zataczali się. 
 - A oto i moja narzeczona. - Zawołał chłopak na jej widok, Mia spojrzała na niego z pogardą i już chciała go wyminąć. - A ty dokąd? Nie przywitasz się?
 - Jesteś żałosny zostaw mnie. - Warknęła podczas gdy Thomas zacisnął dłoń na jej ramieniu.
 - O już nie jestem dzieciakiem tylko jestem żałosny. - Thomas się darł a jego znajomi lali ze śmiechu, najbardziej śmiała się ta głupia pinda uwieszona na jego ramieniu.
 - Nie chcę z tobą rozmawiać, puść mnie!
 - Oj nie ładnie traktujesz swojego narzeczonego. - Odezwała się pinda.
 - Zamknij się dziwko!
 - Ej ej ej nie obrażaj Jessi. - Mia miała ochotę się w tym momencie rozryczeć. Nie rozumiała tego co się właśnie wydarzyło. Thomas był wobec niej podły, agresywny i jeszcze brał stronę jakiejś dziwki.
 - To ty teraz weź Jessi, weź ten pierścionek i wypierdalaj z mojego życia. - Zdjęła z palca dowód ich miłości i rzuciła mu go w twarz po czym wybiegła z klatki. Wpadła do nocnego sklepu, kupiła dwie butelki najmocniejszego alkoholu a po chwili już była w autobusie jadąc do Zayna.

Zayn
 Tego się nie spodziewał. Liam mógł wrócić ze wszystkim, aborygenem, kangurem lub nawet z misiem koalą pod pachą ale nie z narzeczoną. Przecież go kochał, przecież miał go nadal kochać i miało być wszystko dobrze a tym czasem wszystko się zjebało. Wrócił do domu i położył się do łóżka, nie miał ochoty na nic, po prostu się położył i płakał. 
 Gdy tak sobie leżał nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Na początku nie chciał otwierać ale ta osoba była bardzo uporczywa więc w końcu wstał z łóżka i okryty kocem powlókł się do drzwi. Za drzwiami stała pijana Mia, domyślał się że to ona i tak w sumie to wiedział że tu jeszcze przyjdzie tylko dlaczego była pijana. 
 - Napijesz się ze mną? - Wyciągnęła w jego stronę pełną butelkę, przyjął ją i zaprosił dziewczynę do środka. Usiedli na łóżku i zaczęli pić.
 - Dobra dziecinko wiemy co mi jest to teraz wytłumacz mi co jest tobie?
 - Jestem wolna. - Wybełkotała. - Nie mam już narzeczonego, nie mam zobowiązań. Jestem wolna i... po prostu wolna.
 - Nie mów mi o narzeczonych bo się porzygam.
 - Słuchaj my nie mamy szczęścia, dlaczego kurwa my nie mamy szczęścia? - Załkała biorąc kolejny łyk wódki po czym popiła herbatą ponieważ Zayn nie miał żadnego soku na popitkę. - Nie chcę być sama, nie chcę skończyć samotnie.
 - Nigdy nie będziesz sama, ja zawsze będę przy tobie. - Wyszeptał patrząc jej prosto w oczy. 
 - Pocałujemy się zaraz, tak?
 - Tak sądzę.
 - To czemu tego nie robisz?
 - Nie chcę być pocieszeniem ani nie chcę żebyś ty nim była, za bardzo cię szanuję.
 - A ja mam to w dupie. - Odstawiła butelkę na parapet po czym usiadła chłopakowi na kolana. - Jesteśmy dorośli, tak? Lubimy się ze sobą pieprzyć, tak? I nikogo nie powinno to obchodzić! Jesteśmy zajebiści Zayn, powtórz to.
 - Jesteśmy zajebiści! 
 - Tak! A teraz mnie pocałuj.

No narobiło się tutaj narobiło, skończyło się trochę sielanki. Bez większych rozpisywań wrzucam ten rozdział i lecę się kąpać. Całusy.