piątek, 27 marca 2015

The One Where Harry And Louis Take A Break


3 Lipiec 2015
Mia

 Planem Mii było to, żeby o ciąży jej przyjaciele dowiedzieli się jak najpóźniej. Niemiłym zaskoczeniem było więc to że jej przyjaciółki i ich partnerzy już to wiedzieli. Dziewczyny naciskały chcąc wiedzieć co będzie dalej, czy wróci do Thomasa, czy powie mu tak w ogóle o dziecku? Mia prosiła je jednak tylko o spokój, czas i dyskrecję. Z tych trzech rzeczy Mia otrzymała tylko jedną, ale chyba najważniejszą, dyskrecję. Nikt oprócz tamtej czwórki nie wiedział jeszcze o dziecku które nosi. Na pewno nie dostała od nich spokoju, dobrze że dziewczyny brały pod uwagę tylko jednego ojca. Mia nie chciała nawet myśleć co by było gdyby się dowiedziały że w grę wchodzi także Malik, wtedy w ogóle zaczęły by jej drążyć dziurę w brzuchu. 
 Codziennie Mia zbierała się do tego żeby w końcu porozmawiać z Zaynem i codziennie się podawała. No bo jak miała mu to powiedzieć? ''Cześć Zayn, prawdopodobnie jestem z tobą w ciąży. A może z Thomasem, sama nie wiem.'' Wyszłaby na głupią, w sumie i tak wyjdzie. Ukrywanie ciąży będzie możliwe jeszcze parę tygodni a potem będzie już widać jej brzuch. Mogłaby oczywiście nie mówić mu że jest taka możliwość że to też jego dziecko, ale Zayn nie jest głupi. Nawet jeśli nie domyśliłby się że zaszła w ciążę mniej więcej w tym samym czasie kiedy poszli ze sobą do łóżka, to zorientowałby się po narodzinach. Bo jeśli to jego dziecko to mały na pewno odziedziczy jego pakistańskie geny. Mia nie wie dlaczego ale myśląc o dziecku, myślała tylko o chłopcu. Nie miałaby nic przeciwko gdyby była to dziewczynka ale w głowie widziała małego chłopca, którego oczy raz były niebieskie a raz czarne. 
 To wszystko powoli coraz bardziej ją przytłaczało. Dnie spędzała z dziewczynami które pocieszały ją i mówiły że będzie dobrze i ona w to wierzyła, nocami zaś ryczała w poduszkę. Kiedyś nie chciała mieć dzieci ani brać ślubu, potem gdy pojawił się Thomas, myślała że gdy zajdzie w ciążę wszystko będzie miała już poukładane. Teraz jednak nic nie miała poukładane. Jeden prawdopodobny ojciec sam jest jeszcze dzieckiem, w dodatku uciekł nie zdobywając się nawet na zwykłe przepraszam. Drugi zaś jest biseksualnym playboyem, skaczącym z kwiatka na kwiatek, w dodatku beznadziejnie zakochany w swoim kumplu. Czasami Mia żałowała że w tym samym czasie nie przespała się z jakimś ułożonym biznesmenem. Bez żony, bez dzieci, za to z domem i stałą pracą. Zostało jej jednak samotne wychowywanie, na co kompletnie nie chciały się zgodzić jej przyjaciółki.
 - Kiedy skontaktujesz się z Thomasem? - Zapytała Lola po raz setny któryś w tym tygodniu. Ostatnio blondynka spędzała więcej czasu w mieszkaniu Gwen i Mii niż w swoim własnym. Nie było śniadania na którym nie byłaby obecna. Codziennie rano przynosiła świeże pieczywo i wpychała w Mię mnóstwo zdrowych rzeczy. 
 - Nigdy. - Odpowiedziała jej po raz pierwszy, zawsze odpowiadała że gdy nadejdzie czas a teraz jednak postanowiła się przyznać, że ten czas nie nadejdzie.
 - Mia, dziecko bez ojca? - Zapytała Gwen, za co Mia chciała zwrócić jej uwagę ale w ostatniej chwili się powstrzymała, to nie był czas wywlekania brudów.
 - Tak, wolę żeby nie miało ojca niż żeby wychowywało je dziecko.
 - Ale...
 - Zaczekajcie, nie ma ale. - Przerwała dziewczyną które w tym samym czasie wypaliły ze swoim ale. - Wszyscy myślą że kobietą w ciąży odpierdala, że nagle przestają rozsądnie myśleć, ale jest na odwrót. Gdy zaczyna w tobie rosnąć człowiek, dopiero wtedy wiesz co to znaczy myśleć rozsądnie.
 - A może on się zmieni jak się dowie o dziecku? - Nie podawała się Lola.
 - Nie sądzę, po za tym doszłam do wniosku że ta cała wielka miłość to wcale nie była miłość. Ja chciałam go kochać tak bardzo że sobie to wmówiłam. Podobało mi się to że ja mu się podobałam, że mnie pragnął i że tak o mnie walczył. Ale to nie miało przyszłości. - Naprawdę dużo o tym myślała i to była prawda. - A tak w ogóle to miłość nie istnieje.
 - Więc co? Zamierzasz nigdy się z nikim nie związać? - Zapytała smutno Gwendolyn. -  Przecież otacza cię tyle udanych par i co to wszystko jest na niby. To tylko iluzja.
 - Nie wiem Gwen, wiem tylko że na tej ziemi nie ma mężczyzny któremu mogę spojrzeć w oczy i powiedzieć: To ty jesteś miłością mojego życia, wszystko co mam i wszystko co kiedykolwiek będę mieć, należy do ciebie.

Harry

 Harry nie mógł uwierzyć że to wszystko się tak potoczyło, z dniem dzisiejszym jego płyta została oficjalnie zamknięta. W poniedziałek trafi do drukarni a w środę na półki. Może nie będą to te najważniejsze półki w najważniejszych sklepach muzycznych, ale będzie ją można kupić. Kupić, dotknąć, przesłuchać. Jego muzyka stała się czymś prawdziwym, nie tekstem pisanym do szuflady a prawdziwą płytą. Z tej okazji, George dyrektor wytwórni postanowił zrobić miałą imprezę dla ekipy. Jutro odbędzie się większe przyjęcie na które Harry będzie mógł zaprosić przyjaciół ale dzisiaj była to mała impreza dla tych którzy przy tej płycie pracowali. Znał ich już dość dobrze, w końcu spędził z nimi kilka miesięcy, siedząc głównie w małym studiu. Czuł się w śród nich dobrze i miał nadzieje że oni też go lubią. Nick znalazł się na tej imprezie przypadkowo, przyszedł z niespodzianką dla Harry'ego. 
 Było już jakoś po dwudziestej gdy impreza tak naprawdę się zaczęła, w środku było naprawdę głośno. Wszyscy wypili po kilka piw, Harry także choć według Louisa nie powinien więcej niż trzy. Chłopcy z zespołu którzy wystąpili na płycie Hazy, chwycili za instrumenty i zaczęli grać. Nagle ktoś zawołał loczka żeby coś zaśpiewał. Impreza zamieniła się w mini koncert więc nie słyszał że jego komórka dzwoni po raz pięćdziesiąty w przeciągu trzydziestu minut. Zagrali pięć piosenek z płyty po czym Harry powiedział że ma dosyć i wrócił na kanapę do Nicka.
 - Musisz popracować nad formą żeby móc dawać dłuższe koncerty. - Powiedział Nick podając mu piwo.
 - Już dawałem koncerty dłuższe niż pięć piosenek. - Dokładnie było to sześć piosenek.
 - No tak ale to było zawsze w jakiejś knajpie a nie w sali albo na stadionie.
 - A co ktoś chce żebym zagrał na stadionie? - Zapytał kpiąco nie biorąc na poważnie tego co mówi jego kolega.
 - Support Ed'a Sheerana wycofał się w ostatniej chwili i jest taki pomysł żebyś ty go zastąpił. 
Harry aż wypluł piwo które właśnie zamierzał połknąć.
 - Pieprzysz. - Jęknął nie dowierzając w to co właśnie usłyszał.
 - Mówię serio, serio, serio.
 - Ja pierdole, kurwa mać! 
  Harry z radości aż podskoczył do góry po czym rzucił się na Nicka dziękując mu i drąc się że jest najlepszy. W studiu już było ciszej więc wszyscy usłyszeli gdy nagle drzwi do pokoju się otwarły.
 - Aha. - W progu stał mokry Louis, najprawdopodobniej na dworze padało. Stał przemoknięty i wściekły. Gdy Harry spojrzał w jego stronę nie przestając się uśmiechać, ten odwrócił się na pięcie i wyszedł.
 - Ja pierdole. - Westchnął Harry wiedząc że teraz będzie trudno. Louis od kilku miesięcy urządzał mu bezsensowne sceny zazdrości, teraz nie będzie inaczej. Wybiegł za swoim chłopakiem i dogonił go na końcu korytarza. - Louis zaczekaj! - Złapał go za ramię i siłą zatrzymał.
 - Długo to już trwa? - Zapytał sapiąc wściekle.
 - Co? - Harry nie miał pojęcia o co mu chodzi, tak jakby właśnie zapytał się go o powierzchnie Gany. Pytanie wyrwane z kontekstu.
 - No ty z tym twoim radiowcem, długo już mnie robisz w chuja?
 - Louis na litość boską o co ci chodzi?
 - Pieprzysz go, albo on ciebie, przyznaj się! - Louis uniósł głos a Harry czuł że wszyscy słuchają ich kłótni. Złapał Louisa za ramie i wprowadził do pustego studia nagraniowego, zamknął ich w kabinie dźwiękoszczelnej i dopiero mu odpowiedział. Łzy zbierały się w jego oczach.
 - Głupi jesteś czy mnie masz za głupiego? Louis co ty odpierdalasz?
 - Nie oszukuj mnie już proszę.
 - Nick powiedział mi że jest możliwość że będę supportował Ed'a Sheerana podczas jego trasy koncertowej. To normalne że się ucieszyłem.
 - Ta i to normalne że tak sobie tu siedzicie i pijecie. 
 - Jest impreza z okazji zamknięcia płyty. - Powiedział i dopiero potem pomyślał że mógł mu tego nie mówić.
 - Aha, super fajnie że wiem. - Prychnął Louis krzyżując ręce.
 - Och no, oficjalna impreza jest jutro i na tą jutro przyjdziemy, ta jest dla ekipy.
 - Aha to Nick jest częścią ekipy? Co robi? Rozluźnia cię gdy śpiewasz? - Tomlinson był czerwony jak pomidor, każde słowo wypluwał niczym żmija jad.
 - Już mówiłem że przyszedł mi powiedzieć o supporcie, co miałem powiedzieć że ma sobie iść?
 - Ale to...
 - Ale to co? - Przerwał mu w pół zdania, teraz to Harry zaczynał robić się wściekły. - Nic nie zmienia, tak? Nie zmienia tego że jesteś zły o rzeczy które nie miały miejsca.
 - Po prostu ostatnio zachowujesz się tak jakbyś mnie już nie kochał. - Głos Louisa brzmiał smutno, i może Harry'emu zrobiłoby się go żal gdyby nie wiedział że to gówno prawda.
 - Ja? JA się tak zachowuje? To ja codziennie się z tobą kłócę? To ja oskarżam się o kurwienie się na prawo i lewo? To ja przychodzę do twojej pracy i robię ci sceny na oczach kolegów i szefa. - I nagle Harry poczuł taki klik, teraz dopiero zrozumiał jakie to upokarzające i nawet nie miał ochoty wracać na imprezę. 
 - Nie no nie, przepraszam.
 - Wiesz co Louis, mam dość. Zróbmy sobie przerwę.
 - Masz rację, chodź nie jest jeszcze tak późno. Pójdziemy coś zjeść i oboje się uspokoimy. - Louis chciał chwycić go za rękę ale Harry szybko ją zabrał.
 - Nie, chodziło mi o przerwę od nas.
 Zapadła cisza, Louis patrzył się niego z nie do wierzeniem i on sam nie wierzył że właśnie to powiedział. W końcu Louis obrócił się i wyszedł z pomieszczenia dźwiękoszczelnego, głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Harry posiedział jeszcze chwilę w pokoju po czym wyszedł z budynku nie informując nikogo że już idzie do domu. Jednak nie poszedł prosto do domu, błąkał się po ulicach aż w końcu przemókł do suchej nitki. Gdy stanął przed drzwiami zorientował się że nie ma przy sobie ani telefonu ani kluczy. Zrezygnowany zapukał więc do dziewczyn u których zawsze znalazł miejsce. Otworzyła mu Gwen, która potem przesiedziała z nim całą noc. Gwen uświadomiła mu że z tą przerwą to faktycznie nie był dobry pomysł, ale kazała czekać do rana nim spróbuje to wszystko odkręcić. Teraz kazała mu się położyć do łóżka i porządnie wyspać przed jutrzejszą, poważną rozmową.
Louis

 - Jak on mógł mi to w ogóle zaproponować? - Zapytał ze złością Louis. Tylko Liam był osobą do której Louis mógł zadzwonić, o niezależnie której godzinie i prosić o wyjście się upić. Więc to właśnie Liam siedział teraz obok niego przy barze i cierpliwie słuchał skamleń Tomlinsona.
 - Trzeba było dać mu w mordę i po sprawie. - Siedzieli tu już dobre dwie godziny, więc Li miał już dobrze w czubie.
 - Harry'emu?
 - Nie, temu radj..radyj..radio... temu pedałowi z radia. - Machnął ręką gdy w końcu udało mu się zrozumiale wysłowić.
 - A wiesz że masz kurwa racje, trzeba było zajebać skurwiela już pierwszego dnia. - Louis też już był po tamtej stronie jeśli chodzi o trzeźwość.
 - Przecież nie jest za późno. 
 - Masz racje, chodź. - Louis wstał z krzesła po czym usiadł z powrotem.  - Nie wiem gdzie ten pedał mieszka. - Louis miał ochotę się rozpłakać.
 - Jutro go znajdziemy Louis. - Pocieszył go przyjaciel, kładąc mu rękę na ramieniu. - Ale Harry'emu to ty wybacz i przeproś go. Louis w nie możecie się rozstać. Ja to wiem, ty to wiesz, Harry to wie i ten pierdolony pedał z tv też to wie.
 - Masz racje Liam, za dzwonie do niego. - Jeszcze raz zgramolił się z krzesła i wyszedł na dwór żeby móc spokojnie porozmawiać z ukochanym. - Hallllo. - Bardzo długo nikt nie odbierał.
 - Tak słucham? - Usłyszał zaspany głos który nie należał do Harry'ego.
 - Gdzie jest Harry?
 - Harry śpi, tak samo jak ja. Zadzwoń jutro. - To był Nick, teraz Louis rozpoznał ten głos.
 - Zajebie cię skurwysynu. - Cisnął telefonem o chodnik, gdyby miał jakiś stary telefon ten pewnie rozprysnąłby się na kawałki. Jego iphone 4 pokrył się jednak cały ''pajęczyną'' i też nadawał się już tylko do wyrzucenia. Louis nawet go nie podniósł. Wrócił do baru po czym położył portfel na blat. - Musimy się tak upić że aż skurwić Liam, a jutro jedziemy zabić tego pedała. 
 Zamówili whiskey, a potem jeszcze jedną, jeszcze jedną, a potem chyba jeszcze ze trzy choć tego Louis już aż tak dobrze nie pamięta. Pamięta jednak że tańczył, potem chyba kogoś całował, potem znowu tańczył i znowu całował. 

Liam

 Po paru szklankach whiskey, Louis znikł Liamowi z pola widzenia. Po godzinie pojawił się i tylko powiedział że on już idzie komuś najebać, albo się jebać. Coś w tym stylu. Gdy Liam został sam, pomyślał że pora iść do domu. Ruszył spacerkiem bo aż tak daleko nie miał, a zawsze lepiej trochę wytrzeźwieć. W połowie drogi naszedł go jednak głupi pomysł. W tym momencie nie zdawał sobie sprawy jak głupie to było ale było bardzo głupie. Nie wiedział gdzie dokładnie mieszka Zayn ale znał adres, wezwał więc taksówkę która dowiozła go do celu. Do tego czasu zdążył już trochę wytrzeźwieć ale wcale mu ten głupi plan nie przeszedł. Wręcz przeciwnie, podniecił się tylko jeszcze bardziej i jak najprędzej chciał być już przy Zaynie.
 Gdy znalazł właściwe drzwi, zaczął walić w nie nachalnie pięściami ponieważ nie mógł znaleźć dzwonka. W końcu drzwi się otworzyły, on jednak nie zdążył złapać równowagi i poleciał na gospodarza całym swoim ciałem. Przewrócił ich obu, przygniatając Zayna do podłogi.
 - Liam co ty tutaj robisz? - Zapytał zaskoczony Malik.
 - Ciii, nic nie mów. Pozwól mi się wszystkim zająć. - Wpił się w jego usta, a Zayn nawet nie zdążył zaprotestować, w ogóle nie protestował.
 - Ale... - Jęknął gdy w końcu przerwali swój długi, namiętny pocałunek na podłodze przy otwartych na oścież drzwiach. 
 - Cii... - Przyłożył palec do jego warg. - Ja się wszystkim zajmę.
 Liam wstał z podłogi, zamknął drzwi, po czym pomógł podnieść się Malikowi z podłogi. Jak na osobę pijaną poruszał się całkiem pewnie. Chwycił Zayna za rękę i zaprowadził go na łóżko. 
 - Jak ja za tym tęskniłem. - Wyszeptał biorąc twarz mulata w obie dłonie. Znowu zaczęli się całować. - I za tym. - Zjechał na jego szyję. - I za tym. - Zjechał na nagi tors, ponieważ Zayn spał tylko w bokserkach. - A za tym najbardziej. - Ściągnął jego bokserki i zabrał się za robotę.
 - Ale...
 - Cicho Zayn, dziś jesteś tylko mój, a ja tylko twój. Delektuj się tym.

No hej, jest i kolejny rozdział. Nie wiem co mam w sumie napisać ale nie wyobrażam sobie żebym to też przemilczała. Tak Zayn odszedł i co dalej. Nie będę się tu rozpisywać na ten temat, nie wiem co w o tym myślicie (choć w sumie chyba wiem, masakra, ja pierdole, masakra). Powiem tylko to co czuje, dla mnie to zawsze będzie piątka chłopców. Naszych chłopców. Nie ważnie jak potoczą się ich ścieżki, dla mnie to piątka przyjaciół, z (mam nadzieje) mniej skomplikowanymi relacjami niż w tym opowiadaniu. No ale cóż żyje się dalej. A wracając do rozdziału. Jest to przed ostatni rozdział.............. tego sezonu. Bo nie wiem czy wiecie ale to opowiadanie ma sezony. Kończę właśnie prawie drugi sezon ale nie będzie jakiś większych przerw pomiędzy tym a trzecim. To znaczy znowu mogę nie napisać nic przez miesiąc ale mam nadzieje że do tego nie dojdzie. Dobra bo pierdziele w tej notce już za dużo.
Enjoy i całusy!!!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz