wtorek, 3 marca 2015

The One Where Liam is back.

2 Maj 2015

Zayn
 Odkąd Harry dostał kontrakt płytowy i zamknął się w studiu nagraniowym, Louis ma bardzo dużo wolnych wieczorów. Zayn odkąd podjął pracę w agencji reklamowej także nie ma nic do roboty wieczorami, więc chłopcy zaczęli spędzać je razem. Zazwyczaj wychodzą na piwo lub spędzają czas z resztą przyjaciół w Camend Lol. Umieją ze sobą rozmawiać na najróżniejsze tematy i okazało się że mają podobny światopogląd. Oczywiście ich poglądy bardzo różnią się w kwestii miłości i rodziny ale na inne rzeczy patrzą prawie tak samo. Lubią te same kluby piłkarskie, nie lubią tych samych polityków a po pijaku wierzą w te same teorie spiskowe.
 Tej soboty Louis tak samo jak Zayn miał wolne i poprosił przyjaciela o pomoc w przygotowaniu pokoju dla Liama. Liam powiadomił ich w środę że wraca w niedzielę i poprosił Louisa i Harry'ego żeby mógł zamieszkać z nimi. Chłopcy się zgodzili bo i tak mieli dwa pokoje wolne, lecz pomimo dwóch wolnych pokoi to i tak zagracili ten Liama. A teraz trzeba go było odgracić.
 - Stawiasz mi piwo za tą harówkę w mój wolny dzień. - Powiedział Zayn gdy w końcu udało im się przecisnąć brązową-za szeroką-nierozkręcalną ławę, której Zayn nigdy u nich nie widział. Pewnie Harry gdzieś ją kupił a potem mu się znudziła.
 - Miał mi pomagać Harry ale spadły na niego gwiazdorskie obowiązki. - Powiedział Lou wywracając oczami. Ostatnio coraz częściej zdarzały mu się te uwagi. Nigdy przy Harrym. Przy Harrym Tomlinson zawsze z wielkim entuzjazmem wysłuchiwał o postępach przy tworzeniu płyty i o nowych znajomych Hazy, lecz na osobności było coś nie tak.
 - Lou mogę cię o coś zapytać? - Wziął swoją butelkę piwa z parapetu i przysiadł na boku kanapy.
 - Jasne.
 - Nie podoba ci się to za bardzo, co?
 Louis przysiadł na tej cholernej nierozkręcalnej ławie i chwile to zajęło nim odpowiedział.
 - Nie że mi się to nie podoba...
 - Ale?
 - Ale, ale nie wiem. - Zrobił kolejną dłuższą przerwę. - Jestem z niego dumny i cieszę się jego szczęściem ale trochę się tego boję. Myślałem że to potrwa dłużej. Że najpierw nagra płytę, zdobędzie grupkę fanów, zagra kilka koncertów a po kilku latach ktoś go odkryje. A to wszystko potoczyło się tak szybko.
 - Jesteś zazdrosny?
 - Nie, no skąd. Cieszę się jego szczęściem.
 - Nie chodzi mi o to że mu zazdrościsz tylko że jesteś zazdrosny o niego. - To było trochę zabawne i trochę uroczę. Harry czasami opowiadał że zazdrosny Louis jest wkurzający ale dla Zayna był on zabawny. Louis przynajmniej pomimo swojej zazdrości nadal chciał być z Harrym, nie zerwał z nim tylko dlatego że bał się że będzie o niego zazdrosny.
 - No może trochę.
 - Trochę? - Zapytał kpiąco Malik.
 - Och no co? Widzę co się dzieje, on zyskuje teraz tyle zainteresowania a jeszcze nie wydał nawet płyty, co będzie potem? A jeszcze do tego ten cały Nick który ciągle się koło niego kręci. - Prychnął z irytacją.
 Zayn zamyślił się, powinien teraz powiedzieć coś miłego o Harry'm i totalnie zaprzeczyć obawom Louisa ale nie wiedział jak to ubrać w słowa.
 - Harry potrafi być dupkiem, idiotą, dzieciakiem który najpierw robi a potem myśli ale jak kocha to tylko jednego. - Zobaczył na twarzy przyjaciela cień uśmiechu i już był pewny że chociaż trochę go pocieszył. - Tak zakończmy tą rozmowę i wróćmy do odgracania bo za godzinę mam fryzjera.
 Zayn wstał i udał się do pokoju Liama.
 - Uuu czyżby jakaś super randka? - Zapytał Louis grzecznie ruszając za nim.
 - Żadna randka po prostu jestem człowiekiem na stanowisku i powinienem dbać o siebie.
 - Czyli w końcu zetniesz te kudły i będziesz miał jakąś normalną fryzurę? - Włosy Malika sterczały w każdą stronę, może nie zrobiłby z nich jeszcze kucyka ale były na tyle długie że można je już było nazywać kudłami, teoretycznie można było bo Zayn nie lubił gdy ktoś obrażał jego włosy.
 - Pracuję na stanowisku a nie w jakimś corposhit'cie więc nie muszę strzyc się od linijki. - Odgryzł się koledze który wytknął mu język.
 - No tak zapomniałem że mam przyjemność z kolejnym artystą. - Zayn pokłonił się. - Właź na biurko i podaj mi ten duży karton i możesz już spadać pięknisiu.
 Przed wejściem na krzesło Malik popchnął go jeszcze przez co Louis zachwiał się lekko po czym przeklął pod nosem obrażając tymi słowami Zayna.
 Na półce nad biurkiem stały trzy kartony. Największy należał do Louisa i Harry'ego a dwa mniejsze do Liama. Karton chłopaków był ciężki i chwilę mu zajęło bezpieczne przekazanie go Louisowi.
 - Dzięki. - Westchnął Louis gdy pewnie trzymał karton który zasłaniał mu niemal cały widok. Obrócił się ostrożnie i wyszedł z pokoju. Zayn wyprostował się rozmasowując dół pleców i odruchowo zerknął do następnego kartonu. Na samej górze leżał gruby, ciemnozielony zeszyt, a może nawet dziennik. W prawym, dolnym rogu okładki, nie za dużymi ale także nie małymi literami, wyryte zostało ''L+Z'' To mogło znaczyć wszystko a jednocześnie mogło nie znaczyć nic. Przecież to mógł być jakiś pamiętnik jeszcze z dzieciństwa lub z liceum, no może nawet ze studiów. Wiedział że nie powinien ale nie mógł się powstrzymać. Wziął go do ręki, i otworzył tam gdzie pomiędzy strony wciśnięta była kartka papieru złożona na pół. Zayn rozpoznał w niej kartkę ze swojego szkicownika i nie mylił się. Było to rysunek który zrobił ponad rok temu, rysunek od którego wszystko się zaczęło. Strony pomiędzy które wetknięty został obrazek były zapisane w wzdłuż i w szerz, wszędzie było napisane ''Zayn''. Bał się przewrócić na kolejną stronę i nie miał za bardzo czasu żeby czytać kartkę po kartce więc przewrócił tylko na ostatnią stronę.
 Kocham go, nadal go kocham a on tak wszystko spieprzył. Gdybym tylko wiedział, gdybym tylko miał pewność że to się nigdy nie powtórzy. Gdyby tylko pokazał że na prawdę coś dla niego znaczę. Może to wszystko potoczyłoby się inaczej. Zayn kurwa tak bardzo cię kocham! Dlaczego ty mnie nie?


Louis
 Dochodziła północ gdy Louis przysypiał przed telewizorem. Pięć godzin temu przygotował kolację żeby uczcić ich ostatni dzień tylko we dwójkę. Jutro wróci Liam i już nie będzie tak samo jak wtedy gdy mieszkali tylko we dwójkę. Miało być romantycznie, Louis zamówił ulubione danie Harry'ego które podają w tej drogiej restauracji do której tak rzadko chodzą. Mieli się napić wina i kochać w każdym miejscu w którym od jutra już nie będą mogli. Miało być zajebiście, ale Harry nie przyszedł. Nie odbierał telefonu tylko odpisał że nagrywa. Dosłownie zniszczył ich całą kolację tylko jednym słowem. ''Nagrywam...'' 
 Gdy telewizor już automatycznie się wyłączył a Louis dryfował pomiędzy snem a jawą, nagle doszły go odgłosy z korytarza. To nie mógł być włamywacz ponieważ słychać było że ma klucze, mimo to osobnik za drzwiami miał spory problem z dostaniem się do mieszkania. Louis w końcu postanowił się nad nim zlitować i otworzył mu od środka.
 - O Louis! - Ucieszył się Harry na jego widok. Louis nic nie powiedział tylko wciągnął go do domu żeby nie pobudził sąsiadów, podczas gdy Harry nawijał w najlepsze o imprezie z której wrócił. - A on na to ''to sushi wcale nie jest takie sushi'' czaisz to?!
 Loczek śmiał się w najlepsze opowiadając anegdoty o swoich nowych znajomych, w czasie gdy Louis cierpliwie i powoli zdejmował z niego pomięte i mokre od deszczu ubrania.
 - A tak w ogóle to czemu ciebie nie było? - Zapytał nagle Styles i Louis zamarł, poczuł że zaraz wybuchnie.
 - Dobre pytanie Harry. Naprawdę. Dlaczego mnie nie było na imprezie? - Zamyślił się teatralnie. - Może dlatego że o niej nie wiedziałem. Siedziałem w domu i czekałem aż wrócisz, zrobiłem kolacje, kupiłem wino, kurewskie gacie na dupę włożyłem i co? Ty się bawiłeś na jakiejś imprezie! - Wydarł się tak głośno że aż go gardło rozbolało. 
 - Louis ale o co ci chodzi.
 - O gówno. - Louis rzucił na podłogę ubrania Harry'ego i obrócił się na pięcie.
 - Nie bądź zły, poszliśmy na sushi, wypiłem kilka drinków i się zasiedziałem.
 - Kilka drinków, no właśnie. Ty masz chłopie jedną nerkę a jesteś pijany.
 - No i co z tego. - Harry zdawał się nie wiedzieć o co chodzi, naprawdę nie wiedział o co chodzi. Może nawet nie wiedział gdzie jest i z kim rozmawia.
 - Co z tego? Możesz umrzeć to z tego. Ale wiesz co? Ja mam to w dupie! - 
 Jeszcze raz obrócił się na pięcie i udał się do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Na początku nawet się położył ale długo tak nie wytrzymał. Podszedł do drzwi i zaczął nasłuchiwać. Po usłyszeniu głośnego huku wyleciał z pokoju jak z procy. Styles'a znalazł w łazience klęczącego nad muszlą. Nie mógł go tak zostawić więc został i tej nocy już nie zasnął.

3 Maj 2015

Lola

 Dla Loli każda okazja do zrobienia imprezy była dobra a przyjazd Liama był idealną okazją. Jeszcze nigdy tak długo się nie widzieli. Od dziecka byli nierozłączni, gdzie starszy brat tam za nim Lola. Liamowi nie zawsze się to podobało szczególnie gdy Lola była jeszcze mała ale później było już tylko lepiej. Najgorszym momentem był jego wyjazd na studia ale wtedy widywali się przynajmniej raz w miesiącu, teraz minęło aż pół roku i tęsknota Loli była już nie do wytrzymania.
 Dzisiejsza impreza będzie tylko małą domówką dla ich paczki. Lola obudziła się dzisiaj wcześniej i pojechała do Louisa i Harry'ego bo to w ich mieszkaniu miało się wszystko odbyć. Spodziewała się że zastanie ich jeszcze w łóżku, w końcu nie dość że było jeszcze bardzo wcześnie to była niedziela, jednak po dotarciu na miejsce okazało się że zakochani już nie śpią i wcale nie przypominają zakochanych. Gdy weszła do mieszkania Louis siedział na kanapie a Harry przy stole, ich miny nie wróżyły nic dobrego.
 - Umarł ktoś? - Zapytała wystraszona tą sytuacją.
 - Podobno prawie ja. - Odezwał Harry, wcale nie za miłym głosem.
 - Idiota. - Prychnął Louis.
 - Ej kociaki co jest? - Oni bardzo rzadko się kłócili i prawie nigdy przy kimś więc musiało się stać coś poważnego.
 - Człowiek raz się napije ze znajomymi i już wielkie halo. - Powiedział Harry i Lola już była w domu.
 - Raz? Zajebisty jesteś wiesz. - Louis wstał i przeszedł do kuchni, nalał wodę do czajnika w tym czasie za jego plecami Harry przedrzeźniał go robiąc dziwne miny.
 - I tak jest od samego rana. Dowiaduję się tylko że jestem zajebisty, nic więcej.
 - Lola napijesz się kawy? - Zapytał Louis nie zwracając uwagi na swojego chłopaka.
 - Poproszę. - Dziewczyna w końcu się przełamała i postanowiła usiąść przy stole.
 - Mnie już się nie zapyta. - Lola lekko zachichotała, Harry już zaczął robić sobie jaja z tej kłótni i choć ta sytuacja ją trochę bawiła to wie że gdyby Niall się tak zachowywał to już by go rozszarpała.
 - Kochanie skoro umiesz się sam napić to zrobić sobie picie nie będzie dla ciebie najmniejszym problem. - Odgryzł się Lou i nie ruszył się, naprawdę nie miał zamiaru zrobić mu tej kawy.
 - Dobra misiaki bo nie mamy za dużo czasu. - Wzięła łyk kawy którą postawił przed nią Louis. - Ciocia Lola teraz was wysłucha więc proszę, w czym jest problem?
 - Nie ma problemu, ja nie mam żadnego problemu, kto ma problem? Po prostu mój chłopak bez zawiadomienia mnie o tym wrócił do domu najebany ale ja nie mam z tym żadnego problemu. Spędzenie z nim całej nocy gdy rzygał jak kot było bardzo przyjemnym przeżyciem.
 - Przeprosiłem cię już za to.
 - W dupie mam twoje przeprosiny. - Odszczekał się Louis.
 - Louis! - Upomniała go Lola.
 - No co? Powiedz kiedy ostatnio Niall zabrał cię na romantyczną kolację?
 - Wczoraj...
 - No przecież możemy gdzieś wyjść jak chcesz...
 - My Harry nigdzie nie musimy wychodzić, kolację sam mogę zrobić a jak nie zrobić to przynajmniej zamówić tu nie chodzi o żadną kolację bo my nie musimy nawet nigdzie wychodzić. Ale ja ciebie już nawet nie widuje. - Łzy zebrały się w kącikach jego oczu i widać że ciężko mu coś jeszcze powiedzieć. - W dupę z tym wszystkim. - Wstał od stołu i obrócił się do nich tyłem.
 Lola spojrzała wściekle na loczka i telepatycznie próbowała przekazać mu instrukcje i albo naprawdę ją usłyszał albo sam dobrze wiedział co ma zrobić. Wstał za nim i przytulił od tyłu.
 - Przepraszam. - Pocałował go w czubek głowy po czym trochę siłą, bo Louis nie nadal nie chciał za bardzo ustąpić, obrócił go twarzą do siebie. - Jestem idiotom kochanie, przepraszam. - Nachylił się i czule pocałował go w usta na co Louis już nie protestował.
 - No to skoro ciocia pomogła dzieciaczkom to teraz dzieciaczki pomogą cioci bo czeka nas bardzo dużo roboty.

Mia
  Impreza w domu chłopaków miała zacząć się o osiemnastej wtedy też miał przyjechać Liam, więc teraz, pół godziny przed czasem Mia siedziała w swoim pokoju i poprawiając makijaż próbowała dodzwonić się do Thomasa. Sama już nie wiedziała czy w ogóle miała się tym przejmować. Obiecał że wyjdzie tylko na piwo z kolegami i wróci jeszcze przed czasem a teraz nawet nie odbierał telefonu. Po tylu razach wydawało jej się że już się przyzwyczaiła ale to za każdym razem bolało tak samo. 
 - Thomas mnie już nie interesuje gdzie jesteś i co robisz więc już nawet nie musisz przychodzić do chłopaków mam to gdzieś. - Nagrała się po raz któryś na sekretarkę i postanowiła że to będzie już ostatnia wiadomość. Rzuciła telefon na łóżko po czym chwyciła za torebkę w której miała zapasową paczkę papierosów. Nie paliła za często ale zawsze wolała tą paczkę mieć. Podeszła do okna i otworzyła je na całą szerokość żeby Gwen czasami nie wyczuła smrodu papierosów.
 - Słuchaj Mii. - Niespodziewanie do jej pokoju wszedł Zayn, dokładnie w momencie w którym się zaciągała więc jego niespodziewane wtargnięcie tak ją zaskoczyło że zakrztusiła się i zaczęła strasznie kaszleć. - Ty palisz?
 - Puka się, mogłam stać tutaj nago. - Nie mogła przestać kaszleć, wyrzuciła papierosa przez okno po czym je zamknęła.
 - Wiele razy widziałem cię nago, słuchaj. - Malik zamkną za sobą drzwi i usiadł na łóżku. - Masz czas?
 - Tak mam.
 - To słuchaj. Dzisiaj mu to powiem. - Zayn był bardzo podekscytowany ale Mia nie do końca wiedziała o co mu chodzi.
 - Komu powiesz? Co powiesz.
 - No Liamowi, powiem mu że nadal go kocham. - Chłopak bardzo się cieszył ale Mia nie była do końca przekonana co do tego pomysłu.
 - Zaynie. - Westchnęła siadając obok niego. - Jesteś tego pewny, a co jeśli znowu cię zrani? Przecież pocałowałeś go przed wyjazdem a on nie został.
 - Och no bo nie mógł zostać a ja wiedziałem że on i tak wyjedzie ale teraz przyjeżdża i wiem że on mnie nadal kocha.
 - Wiesz? Niby skąd.
 - Czuję to, Mia no skoro ja tak długo nie mogę o nim zapomnieć to on może też nadal o mnie myśli. Po za tym wiele się zmieniło przez te pół roku. Mam pracę, rzadziej chodzę na imprezy i w ogóle już tak rzadko z kimś sypiam.
 - Obyś się nie mylił. - Przytuliła się do jego boku i przez chwilę siedzieli w ciszy.
 - A gdzie Thomas?
 - Wypadł mu jakiś projekt i nie przyjdzie. - Skłamała, nie miała ochoty teraz się nad sobą użalać. - Idziemy?
 - Już się nie mogę doczekać.
 Udali się do mieszkania chłopców gdzie byli już wszyscy. Dziewczyny nie pytały się o nieobecność Thomasa, tak jakby już wiedziały. Widząc szczęśliwego Zayna Mia była coraz bardziej niespokojna, miała złe przeczucia co do zamiarów Zayna bo bała się że Liam nie będzie umiał tego odwzajemnić i po raz kolejny go skrzywdzi. Chwilę po osiemnastej usłyszeli dzwonek do drzwi i każdy w jednej chwili zatrzymał się, przestał rozmawiać i każdy spojrzał w stronę drzwi. Lola podbiegła do drzwi a po chwili słychać było już tylko jej głośny pisk.
 - No wchodź, wchodź musisz poznać Mike'a i w ogóle tyle tego wszystkiego się wydarzyło. - Lola zaczęła go ciągnąć za rękaw jak mała dziewczynka lecz Liam się nie ruszył.
 - Zaczekaj, wy też musicie kogoś poznać. - Zza ściany wyszła szczupła, wysoka, blondynka. - To jest Moly, moja narzeczona.
***
 Chociaż minęły już dwie godziny od przyjazdu Liama, słowo ''narzeczona'' nadal huczało jej w głowie. Moly okazała się sympatyczną dziewczyną ale Mia nienawidziła jej całym sercem. Gdy Liam ją przedstawił Mia poczuła jak milion igieł wbija jej się w serce, drugie tyle poczuła gdy spojrzała na Zayna. Nie wie czy ktoś jeszcze to zobaczył ale chłopak po prostu się rozpadł. Był Zayn i nagle już go nie było. 
 Wytrzymał piętnaście minut po czym udał atak bólu zęba i poszedł do domu, a przynajmniej taką Mia miała nadzieję. Nie mogła przestać o nim myśleć i sama chciała żeby ta impreza już jak najszybciej się skończyła ale na to się nie zapowiadało. Nie wiedziała jak ma wytłumaczyć swoje zniknięcie więc nic nie powiedziała, po prostu się wymknęła. Weszła jeszcze do mieszkania po swój portfel i pognała do Zayna. Niestety to nie było takie proste ponieważ przy wyjściu z kamienicy spotkała Thomasa i trójkę jego znajomych (dwóch chłopaków i dziewczyna która wisiała na ramieniu jej chłopaka). Byli totalnie pijani, zataczali się. 
 - A oto i moja narzeczona. - Zawołał chłopak na jej widok, Mia spojrzała na niego z pogardą i już chciała go wyminąć. - A ty dokąd? Nie przywitasz się?
 - Jesteś żałosny zostaw mnie. - Warknęła podczas gdy Thomas zacisnął dłoń na jej ramieniu.
 - O już nie jestem dzieciakiem tylko jestem żałosny. - Thomas się darł a jego znajomi lali ze śmiechu, najbardziej śmiała się ta głupia pinda uwieszona na jego ramieniu.
 - Nie chcę z tobą rozmawiać, puść mnie!
 - Oj nie ładnie traktujesz swojego narzeczonego. - Odezwała się pinda.
 - Zamknij się dziwko!
 - Ej ej ej nie obrażaj Jessi. - Mia miała ochotę się w tym momencie rozryczeć. Nie rozumiała tego co się właśnie wydarzyło. Thomas był wobec niej podły, agresywny i jeszcze brał stronę jakiejś dziwki.
 - To ty teraz weź Jessi, weź ten pierścionek i wypierdalaj z mojego życia. - Zdjęła z palca dowód ich miłości i rzuciła mu go w twarz po czym wybiegła z klatki. Wpadła do nocnego sklepu, kupiła dwie butelki najmocniejszego alkoholu a po chwili już była w autobusie jadąc do Zayna.

Zayn
 Tego się nie spodziewał. Liam mógł wrócić ze wszystkim, aborygenem, kangurem lub nawet z misiem koalą pod pachą ale nie z narzeczoną. Przecież go kochał, przecież miał go nadal kochać i miało być wszystko dobrze a tym czasem wszystko się zjebało. Wrócił do domu i położył się do łóżka, nie miał ochoty na nic, po prostu się położył i płakał. 
 Gdy tak sobie leżał nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Na początku nie chciał otwierać ale ta osoba była bardzo uporczywa więc w końcu wstał z łóżka i okryty kocem powlókł się do drzwi. Za drzwiami stała pijana Mia, domyślał się że to ona i tak w sumie to wiedział że tu jeszcze przyjdzie tylko dlaczego była pijana. 
 - Napijesz się ze mną? - Wyciągnęła w jego stronę pełną butelkę, przyjął ją i zaprosił dziewczynę do środka. Usiedli na łóżku i zaczęli pić.
 - Dobra dziecinko wiemy co mi jest to teraz wytłumacz mi co jest tobie?
 - Jestem wolna. - Wybełkotała. - Nie mam już narzeczonego, nie mam zobowiązań. Jestem wolna i... po prostu wolna.
 - Nie mów mi o narzeczonych bo się porzygam.
 - Słuchaj my nie mamy szczęścia, dlaczego kurwa my nie mamy szczęścia? - Załkała biorąc kolejny łyk wódki po czym popiła herbatą ponieważ Zayn nie miał żadnego soku na popitkę. - Nie chcę być sama, nie chcę skończyć samotnie.
 - Nigdy nie będziesz sama, ja zawsze będę przy tobie. - Wyszeptał patrząc jej prosto w oczy. 
 - Pocałujemy się zaraz, tak?
 - Tak sądzę.
 - To czemu tego nie robisz?
 - Nie chcę być pocieszeniem ani nie chcę żebyś ty nim była, za bardzo cię szanuję.
 - A ja mam to w dupie. - Odstawiła butelkę na parapet po czym usiadła chłopakowi na kolana. - Jesteśmy dorośli, tak? Lubimy się ze sobą pieprzyć, tak? I nikogo nie powinno to obchodzić! Jesteśmy zajebiści Zayn, powtórz to.
 - Jesteśmy zajebiści! 
 - Tak! A teraz mnie pocałuj.

No narobiło się tutaj narobiło, skończyło się trochę sielanki. Bez większych rozpisywań wrzucam ten rozdział i lecę się kąpać. Całusy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz