6 Listopad 2015
Harry
Odkąd Harry i jego przyjaciele znajdowali się w tej samej strefie czasowej, o wiele łatwiej było im się ze sobą kontaktować. Nikt nie musiał zarywać nocy ani wstawać bardzo wcześnie rano, no i mogli gadać ze sobą przez komórkę bez gigantycznych rachunków za rozmowy, lecz pomimo to i tak woleli rozmawiać ze sobą przez internet. Najczęściej kontaktował się z Gwendolyn, ponieważ ona najczęściej miała czas wtedy kiedy on, czyli na rano.
- Cześć gwiazdo. - Przywitała się z nim przyjaciółka, Harry właśnie wrócił ze śniadania. Od czterech dni razem z ekipą przebywają w Glasgow czekając na dzisiejszy koncert.
- Cześć przyjaciółko gwiazdy. - Odpowiedział z lekką chrypką w głosie, nie ma co ukrywać wczoraj Harry trochę zabalował i żeby dzisiaj jakoś brzmieć pił już czwarty kubek herbaty z miodem.
- Ooo słyszę że pan się wczoraj bawił.
- A no tak odrobinkę, perkusista miał wczoraj urodziny i wiesz głupio by było tego nie uczcić.
- No wręcz nieuprzejmie. - Pokiwała głową z szerokim uśmiechem na ustach. - Gracie dzisiaj?
- Tak, w końcu. Wiesz jak się tak gra prawie codziennie koncert i nagle jest taka przerwa to aż nie ma co robić wieczorami.
- Trzeba pić. - Zażartowała Gwen.
- No dokładnie, zawsze to jakaś rozrywka. - Zaśmiał się. - Nie żartuję, nie pijemy codziennie. - Wziął łyka swojej herbaty, za godzinę będzie musiał jechać na próbę lecz póki co jeszcze leżał wygodnie w łóżku. - Napisałem kilka nowych piosenek na płytę.
- Tak, o czym?
- A jak myślisz? - Ton Harry'ego zabrzmiał trochę mniej wesoło. - Ed kiedyś mi powiedział że jak pisać to prawdę i to pomaga. Jest mi po tym lepiej i nawet mi to wychodzi wiesz. Wszyscy co czytali te teksty mówią że albo wygram tą płytą wszystko albo zostanie ona wybrana na najbardziej melodramatyczną płytę roku.
- Oby to pierwsze. - Powiedziała z uśmiechem na twarzy i troską w głosie, nagle usłyszał że drzwi w mieszkaniu dziewczyny zaskrzypiały.
- Gwenny masz pożyczyć szklaną miskę? - Usłyszał męski, nieznajomy głos.
- Zaczekaj Hazza zaraz wracam. - Powiedziała Szkotka odchodząc od laptopa. - Chyba mam muszę poszukać.
- Spoko, kombinujemy z Louisem jakąś sałatkę owocową a w tych jego plastikowych miskach to wygląda nie ładnie. - Wzmianka o Louise kompletnie go zaskoczyła, ten chłopak to na pewno nie był Liam, więc kto? Kto robił sobie z Louisem sałatki owocowe? Jaka szkoda że kamerka laptopa Gwen pokazuje salon a nie wejście do jej mieszkania.
- Ta może być?
- Idealna, dzięki. Oddamy najszybciej jak się da.
- Spoko. - Drzwi się zamknęły a po chwili Gwen wróciła przed laptopa z lekko zakłopotaną miną. - To był...
- Wiem, nowy chłopak Louisa. - Prychnął.
- Oj tam chłopak, to nie jest jeszcze aż tak na poważnie, spotykają się ale nie wiem czy coś z tego będzie.
- Ale Gwen po co mi to mówisz? Przecież to jest normalne że on nie będzie sam do końca życia, tylko dlatego że nam nie wyszło. Poznał kogoś to fajnie, dobrze niech będzie szczęśliwy, mi nic do tego. - W jego głosie dało się usłyszeć tyle fałszu ile żaden polityk nie jest w stanie włożyć w swoje obietnice.
- A ty?
- Co ja? - Zdziwiło go to pytanie.
- Poznałeś kogoś, chcesz w ogóle kogoś poznać? - Zapytała bo się martwi ale to pytanie i tak go trochę zirytowało.
- Nie, przynajmniej nie na razie. Teraz nie chcę nikogo, ja praktycznie od zawsze musiałem mieć kogoś żeby się przynajmniej mieć do kogo przytulić. Takim singlem singlem to nawet nie pamiętam kiedy byłem, zawsze się tego bałem a teraz jest nawet fajnie. Jestem wolny, mogę gadać z kim chcę, mogę pisać z kim chcę, mogę wyjść gdzieś i nie muszę się nikomu tłumaczyć no może nie teraz w trasie ale ogólnie. To jest na prawdę dobre, szczególnie po tych ostatnich miesiącach z Louisem, czuję się znowu tak jak wtedy gdy rzuciłem studia i wyrwałem się od rodziców. Zaczynam coś nowego Gwen, i to jest fajne. Nie wiem czy chcę tego na zawsze, ale potrzebuję tego teraz.
9 Listopad 2015
Lola
Od dwóch tygodni Mia razem z Zaynem chodzili do szkoły rodzenia, chłopak nie zawsze jednak mógł iść z nią więc zabierała ze sobą Gwendolyn, lecz tego jednak dnia nie pasowało ani Zayn'owi ani Gwen, padło więc na Lolę. Dziewczyna oczywiście od razu zgodziła się towarzyszyć przyjaciółce jednak w środku nie była tego taka pewna, przez chwilę nawet myślała że to kolejny sposób Nialla żeby zachęcić ją do macieżyństwa, ale nie mogła tak myśleć bo to by znaczyło że mu nie ufa a ona mu ufa.
Na zajęcia oczywiście się spóźniła, gdy weszła do szatni wszystkie matki były już przebrane a Mia była już na sali. Została więc sama, szybko wyjęła ze swojej torby czarne leginsy i luźni T-shirt. Przed wyjściem związała włosy w luźny kucyk i po przejrzeniu się w wielkim lustrze spojrzała na półkę po jej prawej stronie. Pomieszczenie w którym się znajdowała nie służyło tylko za szatnię ale też trochę za magazyn, na półkach leżały poduszki, przyrządy do ćwiczeń, lalki i na samym dole takie ''poduszki'' które zastępowały ciążowy brzuch. Lola niewiele myśląc wzięła taki brzuszek i wsadziła go sobie pod koszulkę po czym wróciła przed lustro.
- Nawet słodko. - Zaśmiała się do swojego lustrzanego odbicia, pogładziła się czule po brzuchu i poczuła jak uczucie ciepła rozlewa się po jej sercu. - Głupia. - Prychnęła wyciągając poduszkę z pod koszulki, odłożyła to z powrotem na półkę i pobiegła na zajęcia.
Na sali czekała na nią Mia razem z pięcioma ciężarnymi, ich facetami i ''nauczycielką''.
- Co tak długo? - Zapytała przyjaciółka.
- Wiązałam sznurówki. - Skłamała siadając obok na macie.
Zajęcia były nawet fajne, dowiedziała się kilku rzeczy a nawet trochę się zabawiła bo oczywiście trochę się z Mią wygłupiały. Po zajęciach poszły na lody ponieważ przyszła mama miała na nie ogromną ochotę.
- Wyglądasz słodko. - Powiedziała Lola gdy obie zajadały się swoimi deserami, Lola wybrała Lody kokosowe z bakaliami i bitą śmietaną a Mia czekoladowe ze świeżymi truskawkami, bitą śmietaną i polewą karmelową.
- Co? - Zaśmiała się Mia z tego wyrwanego z kontekstu komplementu.
- No po prostu, z tym brzuchem i tymi lodami, w ciąży jesteś taka słodka.
- Ty na pewno masz lody kokosowe a nie advocatowe?
- Na pewno, dobra zmieńmy temat jak komplementowanie ci przeszkadza. - Mia wytknęła jej język. - Zayn będzie z tobą podczas porodu?
- Nie wiem, nie myślałam o tym jeszcze tak na poważnie. Kiedyś nie chciałam ale teraz nie jestem pewna, czytałam kiedyś że jak facet jest przy porodzie to czasami traci zainteresowanie później, wiesz czym. - Powiedziała zawstydzona, no proszę Mia zawstydzona tematem seksu, Lola była pewna że widziała już prawie wszystko.
- Nie no co ty. Zayn? Straci zainteresowanie, swoim ulubionym hobby? - Zażartowała żeby rozluźnić przyjaciółkę.
- No w sumie racja, czym ja się martwię. - Zaśmiała się ale nie był to za szczery śmiech.
Po lodach Mia udała się na autobus który miał ją zawieźć do domu a Lola na zakupy, postanowiła że zrobi dla Nialla pyszną kolację bo wie jak chłopak nienawidzi poniedziałków. Wymyśliła że zrobi kurczaka z chrupiącą skórką taką jaką jej Niall lubi najbardziej. Wyjęła z zamrażarki najładniejszego kurczaka po czym obróciła się a tuż za nią stał wózek sklepowy, w którym było nosidełko z niemowlakiem.
- Boże jakie to słodkie. - Powiedziała na głos nie mogąc się powstrzymać, dziecko było malutkie i ubrane w ciepły czerwony kombinezon, może nie było jeszcze aż tak zimno ale gdyby była jego matką to sama nie chciałaby żeby takie maleństwo zmarzło.
- Prawda? - Powiedziała kobieta która stała obok wózka, pewnie matka. - W nocy nie daje spać ale to najcudowniejsza istotka na świecie.
I z tymi słowami wróciła do domu, oraz z obrazem jej z tym brzuszkiem. Coś było nie tak, jeszcze na rano było normalnie a teraz myślała o tym i śmiała się sama do siebie.
- Lola daj spokój. - Mówiła sama do siebie krzątając się po kuchni. - No ale w sumie no jestem dorosła, mam męża, mieszkanie, prace przecież mogę mieć dziecko. - Stanęła w miejscu żeby pomyśleć nad tym głębiej. - Kurwa przecież że mogę mieć dziecko, kto mnie powstrzyma? - Uśmiechnęła się szeroko a głos w głowie odpowiedział że powstrzymać ją może zakład psychiatryczny jeśli nie przestanie gadać sama do siebie.
***
Niall strasznie ucieszył się z takiej pysznej kolacji, powiedział że Lola jest aniołem bo cały jego dzień był do dupy a ona naprawiła go w taki fantastyczny sposób. Po kolacji romantyczna atmosfera utrzymywała się jeszcze bardzo długo, para wzięła wspólną kąpiel a potem gdy całowali się w łóżku Lola zapytała.
- Może zrobimy to dzisiaj bez zabezpieczenia?
Niall odsunął się od niej o kilka centymetrów z miną pełną niedowierzania.
- Serio mówisz?
- No wiesz, nie musimy wywierać na sobie żadnej presji ale jeśli nam się uda, jeśli zajdę w ciążę to może być fajnie nie? - Zapytała z szerokim uśmiechem i łzami w oczach.
- Kocham cię. - Powiedział po czym znowu zaczął ją całować.
Hej. Króciutki ten rozdzialik ale tutaj nie miało wydarzyć się nic ciekawszego, więc jest sobie taki słodko gorzki. Nie będę się tu rozpisywać bo nie mam o czym, mam nadzieje że wam się podoba i skomentujecie bo lubię jak ktoś komentuję.
Całusy.
PS. Jak możecie to czytajcie sobie na głos, niezła beka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz