25 Czerwiec 2016
Gwendolyn
Gwen przez całe popołudnie chodziła nerwowo po mieszkaniu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Normalnie przed randką brała długą kąpiel, układała fryzurę, robiła sobie makijaż i razem z Mią przez godzinę wybierały idealny strój, lecz dzisiejsze spotkanie nie miało być zwyczajną randką. W ogóle nie miało być randką. To będzie tylko zwyczajna kolacja dwójki przyjaciół, próbowała sobie wmówić lecz oszukanie samej siebie nie było takie łatwe. To jasne że George chce czegoś więcej niż tylko posiedzenia razem w restauracji, a ona? Czego chce Gwen? Problem w tym że ona sama tego nie wie, nie umie nawet pomyśleć czy chce czegoś więcej od Georga czy nie bo wie że nie może dojść do niczego pomiędzy nią a ojcem jej najlepszej przyjaciółki. Mii na szczęście nie było w mieszkaniu gdy Szkotka wybierała strój w którym nie będzie wyglądała jakby szła na randkę ale zarazem taki żeby nikt nie pomyślał że idzie na pogrzeb. W końcu wybrała prostą granatową sukienkę w której wyglądała jakby szła na romantyczny pogrzeb jednak nie było już czasu na przebieranki, machnęła więc na to ręką i łapiąc za torebkę wyszła z mieszkania. Swojej współlokatorki nie widziała przez cały dzień i miała nadzieje że nie spotka jej w drodze do auta Georga. Udało się, najtrudniejsze było jednak nadal przed nią.
- Dobry wieczór. - Powiedziała wsiadając do czarnego Mercedesa GLE, czuła nutę ekscytacji i podniecenia za co szybko się skarciła, nie mogła się tak czuć.
- Dobry wieczór. - George znacznie się wysunął chcąc ucałować ją w policzek jednak ona udała że tego nie zauważyła i obróciła głowę w drugą stronę chwytając za pas. - Wyglądasz zjawiskowo.
- Dziękuję. - Odpowiedziała oblewając się rumieńcem, nie lubi być komplementowana ponieważ nigdy nie wie co ma odpowiedzieć. Podziękować czy zaprzeczać mówiąc że wygląda gorzej niż brudne pieluchy Leo.- Pan też. - Czuła na sobie jego wzrok choć starała się patrzeć przed siebie.
- Mieliśmy mówić sobie po imieniu. - Upomniał ją.
- Przepraszam, po prostu lubię się do ciebie zwracać per pan. - Palnęła bez zastanowienia, ale to prawda a jeszcze bardziej lubiła gdy to on mówił do niej per pani. George zaśmiał się zmieniając bieg.
- A więc wróćmy do tej formy, jak spędziła pani popołudnie?
Gwen roześmiała się wdzięcznie i w końcu trochę wyluzowała. Resztę drogi spędzili na luźnej rozmowie. Gdy zajechali pod jedną z najdroższych restauracji Londynu, Gwen aż jęknęła, ale czego miała się spodziewać po człowieku który jeździ takim samochodem, nosi garnitury od największych projektantów a na nadgarstku złotego Rolexa. Przecież nie zabrałby jej do LunchGarden. Wychodząc z auta żałowała że nie wzięła ze sobą więcej pieniędzy niż to sto funtów. Po wejściu do restauracji przywitał ich szef sali, George podał swoje nazwisko i już po chwili byli prowadzeni do stolika. Idąc pomiędzy stolikami Gwen czuła na sobie wzrok wszystkich ludzi, oni wystrojeni jak choinki w ciuchach po kilka tysięcy, obwieszeni biżuterią wartą łącznie zapewne kilka milionów, spryskani perfumami tysiąc funtów za pięćdziesięcio mililitrową buteleczkę. Gwen żałowała w życiu trzech rzeczy, założenie dzisiaj na siebie sukienki kupionej na wyprzedaży w TopShopie było jedną z nich.
- Zazwyczaj z przyjaciółmi jadam w innych miejscach. - Powiedziała gdy zasiedli przy stoliku.
- Przepraszam, tylko tutaj mieli stolik tak na ostatnią chwilę. - Kłamca, wszyscy wiedzą że tutaj stoliki rezerwuje się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, musiał dużo zapłacić żeby mogli tu zjeść.
- W McDonald's zawsze jest miejsce. - Rzuciła z zadziornym uśmiechem.
- Myślałem że randki w McDonald's to totalne faux pas. - Odpowiedział uśmiechając się w ten sam sposób lecz Gwendolyn nie było już do śmiechu.
- To miała być tylko przyjacielska kolacja. - Powiedziała już na poważnie.
- Przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby to przerodziło się w randkę. - George nadal się uśmiechał myśląc że to są zwykłe przekomarzanki.
- Pan jest ojcem Mii, dziadkiem Leona. - Pokręciła głową zbierając myśli.
- Jestem dla ciebie za stary. - Westchnął smutno, już się nie uśmiechał.
- Nie, to nie chodzi o to. Mia jest moją najlepszą przyjaciółką, nie spotyka się z ojcem najlepszej przyjaciółki.
- Nawet jak czujesz coś do tej osoby, Gwen nie znamy się za dobrze ale od dawna z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z tobą, gdy jesteś blisko czuje się jakbym znowu miał dwadzieścia lat. - Chwycił ją za rękę. - Nie mów że tego nie czujesz? - Czuła, nie umiała tego sprecyzować ale jego dotyk nie działał na nią obojętnie, wpatrzony w nią wzrok wywoływał gęsią skórkę i tak bardzo chciało jej się w tym momencie płakać.
- Przepraszam, muszę już iść. - Delikatnie wyrwała swoją dłoń z jego uścisku.
- Poczekaj odwiozę cię. - Wstał razem z nią.
- Nie. - Pokręciła głową nie mogąc powstrzymać już łez. - Do widzenia.
Niemal że wybiegła z restauracji ale nie chciała żeby widział jakie to dla niej trudne. Już wiedziała co czuje, zauroczenie. Zauroczenie z wielką szansą na przeistoczenie się w zakochanie. Niestety musi zabić to uczucie nim dojdzie do tragedii.
Wróciła do domu dziesięć minut przed współlokatorką. W ostatniej chwili zmyła makijaż i rozpuściła włosy, wyglądała jakby cały sobotni wieczór spędziła w domu.
- Jestem wykończona. - Powiedziała Mia padając na kanapę. - Nienawidzę tych imprez w redakcji.
- Ty ostatnio w ogóle nie za bardzo lubisz imprezować.
- Dziwne nie, co to się z ludźmi dzieje. - Zaśmiała się wstając z kanapy. - Idę spać.
- A Leon?
- Niech się ojciec nim dzisiaj zajmie. - Rzuciła Amerykanka męcząc się z tylnym suwakiem sukienki.
- Twój ojciec? - Zapytała zaszokowana.
- Nie no Zayn, gdzie mój ojciec Gwenny. Przecież on nawet tymi swoimi dziwkami nie umie się zająć. - Zaśmiała się i zniknęła w swojej sypialni zostawiając Szkotkę w jeszcze większym przekonaniu że dobrze zrobiła.
Gwen została jeszcze w salonie próbując oglądać jakiś thriller w telewizji lecz przeszkadzały jej łzy zasłaniający cały obraz. W końcu nie wiedząc kiedy zasnęła, obudziło ją stukanie do drzwi. Chwilę zajęło jej skojarzenie gdzie jest i co się dzieje, po kolejnym stukocie podeszła do drzwi i niepewnie je uchyliła.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytała przestraszona, za drzwiami stał George.
- Przepraszam, wiem że nie powinienem tu przychodzić ale nie zasnę dzisiaj jeśli tego nie zrobię. - Powiedział po czym pocałował ją, na początku delikatnie i niewinnie a po chwili już bardziej namiętnie. Chciała go odepchnąć, powinna go odepchnąć ale nie dała rady. Zatraciła się w tym pocałunku i była bardzo niezadowolona gdy dobiegł on końca. - Dobranoc Gwendolyn.
Zostawił ją roztrzęsioną, rozpaloną i z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
30 Czerwiec 2016
Harry
- Jak to się z nim spotykasz? - Zapytał zdziwiony i trochę wkurzony na wieść o tym że Gwen nadal utrzymuje kontakt z panem Georgem.
- Nie spotykam się z nim. - Zaprzeczyła szybko, a przed chwilą opowiadała mu jak to wczoraj wymknęła się do niego w nocy.
- Jak to nie? Właśnie powiedziałaś że wczoraj...
- No spotkałam się z nim dwa razy, w sobotę i wczoraj. - Powiedziała lekko zawstydzona.
- No i piszecie ze sobą. - Wytknął jej.
- No więcej ja piszę bo on nie jest za dobry w esemesach i wysyłamy sobie snapy, wiem jak dzieciaki ale no to jest fajne. - Wyznała na końcu lekko się śmiejąc ( od autorki: wiem że wyrażenie na końcu lekko się śmiejąc nie jest poprawne i w ogóle nie wiadomo o chuj chodzi ale nie wiem jak to inaczej opisać jak coś mówisz i tak trochę się uśmiechasz, lekko chichoczesz ale nie wybuchasz śmiechem, tak się śmiejesz ale po cichu). Harry pomimo swojego wkurzenia także się zaśmiał ale niestety zaraz spoważniał.
- Ale co dalej, kiedy powiesz Mii że będziesz jej nową mamusią?
- Nie będę jej matką.
- To kiedy jej powiesz że bzykasz jej tatę. - Czuł się źle z tym że musi być dla niej taki surowy bo jakaś jego część cieszyła się razem z nią ale musiał taki być, skoro ona nie potrafiła spojrzeć na to krytycznie.
- Nie uprawialiśmy seksu.
- Ta to co niby robiliście wczoraj godzinę w samochodzie? - Prychnął.
- Rozmawialiśmy. - Powiedziała poważnie, Harry spojrzał na nią wzrokiem mówiącym ''ta jasne'' lecz na nią to nie podziałało. - Kiedyś faceci byli dżentelmenami Harry i umieli gadać z kobietami godzinami, nie wsadzając im niczego gdziekolwiek.
- No to o czym tak gadacie? O chorobach czy lekarstwach? - Zapytał nie mogąc powstrzymać śmiechu, za co dostał zdzielony ścierką którą Gwen właśnie wycierała blat.
- To było podłe. - Powiedziała zaszokowanym ale nie wkurzonym głosem. - A o czym ty gadasz z chłopakami, o kolorach czy jakiś innych stereotypowych gejowskich rzeczach? - Wytknęła mu język. - On jest super.
- Kto jest super? - Usłyszał nagle za sobą znajomy męski głos, aż podskoczył w miejscu tak się tego nie spodziewał.
- Mój nowy lakier do paznokci. - Wymyśliła na poczekaniu Gwen, pokazując Louisowi dłoń zorientowała się że ma niepomalowane paznokcie.
- Jest niewidzialny? - Zapytał Tomlinson na co Harry parsknął śmiechem, może nie było to aż tak śmieszne ale Louis zawsze potrafił go rozbawić.
- Nie...nie mam go teraz na sobie ale on... no ten.- Powiedziała zmieszana próbując wymyślić kolejne kłamstwo.
- Nie niszczy płytki paznokcia. - Uratował ją loczek zastanawiając się skąd on wie takie rzeczy, w trasie spędza chyba za dużo czasu z makijażystką.
- Aha, fajnie. - Pokiwał głową na znak że rozumie problem. - Gwenny kochanie zrobisz mi kawki?
- Się robi. - Odparła i udała się do ekspresu, zostawiając ich samych.
- Przyszedłeś na kawę? - Zapytał Harry przerywając niezręczną ciszę.
- Ta, a ty?
- Na Cappuccino.
- Cappuccino. - Pokiwał głową, znowu zapanowała cisza gdy nagle Harry wybuch śmiechem. - Co? - Louis spojrzał się na niego jak na kosmitę.
- Niewidzialny lakier do paznokci. - Wysapał w przerwach od śmiechu. - Przecież to bezbarwny. - Nie mógł przestać się śmiać i Tomlinson też w końcu zaczął, na początku trochę sztucznie ale po chwili oboje śmiali się nie mogąc przestać. W końcu przyszła Gwen.
- Coś wam dolega? - Zapytała.
- Nie a tobie. - Odpowiedział Louis, w sekundę doprowadzając się do porządku.
- Starość. - Powiedział Harry dogryzając przyjaciółce.
- Dwadzieścia siedem lat to nic strasznego, wiem co mówię. - Tomlinson myślał że chodzi o wiek, nikt nie wyprowadził go z błędu.
- Ważne żeby się zachowywać dojrzale i wyglądać młodo co nie. - Mrugnął do Szkotki. - Dobra ja lecę bo muszę jeszcze coś załatwić, narazie. - Pożegnał się i wyszedł.
To dziwne, chyba po raz pierwszy od dawna nie czuł się niezręcznie przy Louisie. Na początku przez chwilę tak ale gdy się żegnali nie czuł żadnych negatywnych emocji. Może to pierwszy krok do uwolnienia się od niego.
***
Po spotkaniu z menadżerem pojechał na myjnię. Prawo jazdy Harry posiadał odkąd skończył osiemnaście lat ale dopiero teraz sam zaczął jeździć i dopiero teraz miał własne auto. Od dziecka nie ufał automatycznym myjnią więc na pierwszy raz wybrał samoobsługową. Po zaparkowaniu w wyznaczonym miejscu wysiadł i tu zaczęły się schody, ponieważ nie wiedział jak działa taka myjnia. Instrukcja była bardzo niejasna, było w niej napisane coś o żetonach jednak skąd wziąć te żetony już nikt nie raczył poinformować. Po paru minutach naciskania różnych guzików i szukaniu miejsca gdzie można zdobyć potrzebne żetony, chciał już zrezygnować.
- Skąd ja ci kurwa mam wziąć te żetony?! - Zaklął gdy na małym ekraniku nad guzikami po raz kolejny pojawiła się prośba o wrzucenie żetonu.
- Harry? - Z boksu obok dobiegł go męski głos który już dzisiaj słyszał.
- Tak? - Po chwili za szklanej ścianki wychylił się Louis.
- Jeszcze raz i kawa. - Zaśmiał się przeczesując dłonią włosy.
- Co?
- Tak się mówi że jak spotka się kogoś trzy razy jednego dnia to trzeba iść razem na kawę, nie ważne. - Uśmiechnął się i podszedł bliżej. - Nie wiedziałem że masz samochód. - Powiedział oglądając auto z podziwem.
- No w końcu musiałem sam zacząć się wozić, to jest jednak wygoda mieć własny samochód i nie musieć się nikogo prosić o to żeby cię gdzieś zawiózł.
- No no. - Potwierdził Tomlinson kopiąc dwa razy w oponę.
- Czy na prawdę każdy facet musi tak robić widząc nowy samochód kumpla? - Zaśmiał się zauważając że na prawdę każdy tak robi, jego śmiech miał też odwrócić uwagę od tego że właśnie nazwał ich kumplami.
- Sorki, to tak jakoś samo wyszło. - Był zmieszany ale także się uśmiechnął. - Wiesz myślę że to chodzi o zazdrość, kumpel kupił sobie nowy samochód no to go skop.
- To ma sens. - Pokiwał głową, przez chwilę stali w ciszy patrząc się sobie prosto w oczy. A więc są kumplami.
- Ale słyszałem że masz problem. - Dobrze że Louis przerwał to patrzenie na siebie bo Harry powoli miał ochotę podejść i go pocałować.
- Tak, skąd ja mam wziąć te żetony? - Zapytał zrezygnowany.
- No musisz mieć kartę członkowską i trzy stempelki.
- Jaką kartę i stempelki?
- No idziesz do ratusza, tam pytasz o formularz na kartę myjną. Wypełniasz, idziesz do pani do okienka, ona daje trzy stempelki oraz dwa znaczki bo musisz to odesłać pocztą razem z kopią prawa jazdy oraz dowodu. Czekasz i po około dwóch miesiącach masz kartę.
- Strasznie długo, dobra to jeszcze raz. Idę do... - Harry przerwał bo dopiero teraz ogarnął. - Żarty sobie ze mnie robisz. - Louis już nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. - Ty mendo.
- Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. - Jeszcze przez chwilę opanowywał się aż w końcu stanął prosto i wskazał palcem przeciwną stronę parkingu. - Tam jest maszyna gdzie kupisz stempelki yy.. żetony. - Poprawił się po czym oboje wybuchnęli śmiechem.
Po umyciu aut jeszcze chwilę pogadali po czym rozjechali się w swoje strony. Chwilę później na światłach Harry przypomniał sobie co jego były mówił o zasadzie trzeciego spotkania i zamarzył żeby, jeszcze raz wpaść dzisiaj przypadkowo na Tomlinsona.
***
Po całym dniu załatwiania ważnych spraw i śmieszkowania z Louisem, Harry posmutniał siedząc sam w swoim mieszkaniu. Do końca dnia modlił się żeby jeszcze raz zobaczyć Louisa lecz ten już nigdzie się nie pojawił. Gdy tak w smutku wylegiwał się na kanapie naszła go ochota na coś słodkiego, nie miał jednak w mieszkaniu nic takiego. Po dziesięciu minutach był już w Tesco, pałaszując pomiędzy regałami z batonami, w jednej chwili mignęła mu przed oczami znajoma sylwetka.
- No nie, czyli jednak kawa. - Powiedział podchodząc bliżej do Louisa.
- O hej ale chyba już trochę za późno na kawę. - Było już po dwudziestej pierwszej i większość kawiarni było już zamknięte.
- To może masz ochotę coś zjeść?- Zapytał z nadzieją w głosie, on miał wielką ochotę.
- Nie wiem Harry czy powinniśmy. - Ton Louisa był odrobinę zakłopotany.
- A tak rozumiem... - Zastanowił się chwilę. - A nie, jednak nie rozumiem. Dzisiaj po kumpelsku okopałeś mi samochód a teraz nie wiesz czy powinniśmy po kumpelsku iść coś zjeść i napić się piwa? - Był trochę zdenerwowany ale ukrył to pod szerokim uśmiechem.
- Wiesz co, masz rację. Jestem ci to winny za to kopanie w oponę. - Tomlinson także się uśmiechnął. - A więc co kumplu proponujesz?
- Tu za rogiem jest fajna knajpka z Meksykańskim jedzeniem.
Zapłacili za swoje zakupy i zostawiając je w samochodach ruszyli spacerkiem w stronę restauracji. Harry był dumny z siebie że nie poddał się i nie wycofał i czuł że Meksykańskie żarcie stanie się jego ulubionym. Był teraz szczęśliwy choć wiedział że niedługo może znowu przez to cierpieć.
2 Lipiec 2016
2 Lipiec 2016
Gwendolyn
Czasy gdy dziewczyny urządzały sobie babskie wieczory odeszły w zapomnienie wraz z narodzinami Leona, choć w sumie już po ślubie Loli stały się rzadkim zjawiskiem, dziś miał jednak nastąpić przełom gdyż Zayn zabrał małego na weekend do swoich rodziców. Mia mówiła o tej mini imprezie przez cały piątek, a dziś zaraz po pracy przyleciała do Camden Lol żeby opowiedzieć Gwen co przygotowanych przez nią atrakcjach. Będzie to impreza bezalkoholowa z powodu ciąży Loli i tego że Mia nadal karmi piersią.
- Stara ja umarłaby na takiej imprezie z nudów. - Skomentowała brunetka patrząc na listę zakupów spisaną na serwetce.
- Jak chcesz to możemy wyskoczyć gdzieś do jakiegoś klubu. - Zaproponowała, tak szczerze to Gwendolyn nie miała ochoty na damskie ploteczki, nie chciała kłamać że aktualnie nie ma nikogo na oku, bo ma a nawet czuje że to zaczyna być coś więcej niż tylko zauroczenie.
- No właśnie nie chcę, wiesz jak ja się cieszę na taki wieczór tylko z wami. Boże jak my dawno tego nie robiłyśmy, a ja mam wam tak dużo do opowiedzenia, no na przykład o moich rodzicach. - Gwen zamarła momentalnie.
- Co o twoich rodzicach?
- Opowiem tobie i Loli wieczorem bo to coś super. - Mia nie mogła powstrzymać uśmiechu a Gwen nie wiedziała co zrobić, czego takiego mogła się dowiedzieć o rodzicach przyjaciółki. Przecież oni się nie lubią więc dlaczego ona łączyła ich w jednym zdaniu, do tego była taka szczęśliwa mówiąc o tym.
- No weź powiedz, teraz jak już mnie czymś zainteresowałaś. - Próbowała to powiedzieć w taki sposób jakby na prawdę po prostu interesowała się nową plotką.
- Oni znowu będą razem. - Zapiszczała radośnie Amerykanka a Gwen otworzyła szeroko buzię po czym szybko ją zamknęła żeby się nie wydać.
- No co ty?! - Udała ton ekscytacji i niedowierzania choć w środku była po prostu w szoku. - Skąd... skąd to wiesz?
- No tak oficjalnie to jeszcze nikt tego nie potwierdził ale wszystko na to wskazuje. Nigdy nie widziałam taty w takim stanie, widać że jest zakochany.
- I myślisz że to w twojej mamie? - Starała się żeby jej głos brzmiał neutralnie.
- No oczywiście, żadna z jego lafirynd nie potrafiła wywołać na jego twarzy takiego uśmiechu jak ten który nosi odkąd znowu układa mu się z mamą, po za tym wszystko na to wskazuje.
- Na przykład co?
- Wszystko. - Zaśmiała się. - Nie no na prawdę. On ostatnio powiedział mi że zamierza zostać w Londynie na dłużej, mama też często o tym wspomina, ciągle esemesują nie widziałam czy ze sobą ale no oboje to robią. No i jeszcze bomba, nie uwierzysz. - Zrobiła długą przerwę szeroko się uśmiechając, Gwen także próbowała się uśmiechać ale nie umiała. - Widziałam wczoraj u taty na komórce Snapchata, a mama ostatnio prosiła mnie żebym go jej zainstalowała, no czaisz to. Moi starzy wysyłają sobie snapy, to jest genialne.
- Yhm, bardzo śmieszne. - Zaśmiała się dźwiękiem który bardziej przypominał świński kaszel niż śmiech.
- Tak bardzo się cieszę, moi rodzice znowu będą razem i do tego tak blisko mnie, tu w Londynie. W końcu będę miała prawdziwą, szczęśliwą rodzinę.
***
Zaraz po skończonej zmianie, Gwen wsiadła w taksówkę i pojechała prosto do hotelu w który obecnie zamieszkiwał George. Musi to zakończyć. Harry ostrzegał ją że gdy tylko Mia się dowie to będzie zła, ale Gwen tłumaczyła sobie to tak że Amerykanka nie lubi dziewczyn swojego ojca bo ich nie zna i myśli że zależy im tylko na jego kasie, a ją przecież zna i wie że dla Gwen nigdy nie miałoby to znaczenia. Cały czas próbowała sobie wmówić że Mia będzie się nawet w jakiś sposób z tego cieszyć, że będzie szczęśliwa że nie tylko jej przyjaciółka się zakochała ale także tata. Teraz już jednak wie że Mia nigdy by się z tego nie ucieszyła, a wręcz mogłaby ją znienawidzić, więc Gwen postanowiła nie wystawiać ich relacji na próbę i nie stawać na drodze do szczęścia swojej przyjaciółce i jej rodzinie.
Przez całe południe ignorowała esemesy od Georga to też mega się ucieszył gdy zobaczył ją w swoich drzwiach.
- Cześć kochanie. - Nachylił się żeby ją pocałować lecz ona odsunęła się.
- Musimy porozmawiać. - Powiedziała chłodno i nie czekając na reakcje weszła do pokoju.
- Tak? - George powędrował za nią, stała tyłem więc nie mógł zauważyć łez w jej oczach,wzięła głęboki wdech i odwróciła się w jego stronę.
-George jesteś wspaniałym mężczyzną inteligentnym zabawnym przystojnym cudownym wręcz ale niestety nie dla mnie to już koniec żegnaj. - Powiedziała na jednym wydechu. Choć na początku mówiła o rozmowie teraz już chciała wyjść.
- Czekaj, co? - Złapał ją za rękę gdy próbowała go wyminąć. - Gwen?
- Wybacz, tak musi być. - Chciała mu się wyszarpnąć jednak on przytrzymał ją mocniej, nie było to agresywne ale mocne i stanowcze zatrzymanie.
- Przecież wczoraj mówiłaś że chcesz spróbować, że jesteś pewna że Mia to zrozumie.
- Myliłam się, ona nigdy tego nie zaakceptuje. - Mówiąc nie patrzyła się na niego tylko prosto przed siebie. - Tym bardziej teraz gdy ty i pani Barbara...
- Co ma do tego Barbara?
- Nie mogę stawać wam na drodze.
- Na jakiej drodze, Gwendolyn co ty mówisz?
- O twojej rodzinie, nie chcę być tą drugą George. - Łza pociekła po jej policzku, George pociągnął ją mocniej za rękę, tak że wpadła na niego a on oplótł ją rękoma wokół tali.
- My jesteśmy prawie dwadzieścia lat po rozwodzie, ty nie jesteś drugą. Jesteś jedyną. - Pocałował ją w czoło, w jego ramionach czuła się taka malutka a zarazem bezpieczna.
- Nie mów tak, proszę cię nie rób mi tego. - Rozpłakała się próbując odepchnąć go od siebie, George wystraszył się i ją puścił. - Nie rozumiesz że Mia mi tego nie wybaczy, choćbym nie wiem jak chciała to nie możemy być razem.
- A chcesz?
- Nie ważne czego ja chcę.
- Właśnie że ważne, Gwen kocham cię. - Spojrzała na niego zaszokowana. - Tak kocham cię, kocham po raz pierwszy od trzydziestu lat i to właśnie ciebie. - Pocałował ją po raz drugi ale tym razem nie został odepchnięty. Całował ją pewnie i czule, zatracała się w jego pocałunku po woli tracąc kontakt z rzeczywistością.
Mia
Po wyjściu z kawiarni Mia wybrała się na zakupy, tego wieczoru nie tylko miała zrobić sobie przerwę od macierzyństwa ale także od diety którą przestrzegała żeby zgubić przybrane podczas ciąży kilogramy. Skoro impreza miała być bezalkoholowa, postanowiła nie ograniczać się przy zakupie jedzenia. Gdy doszła do kasy jej koszyk wypełniony był różnego rodzaju batonikami, czekoladami, czipsami, słonymi orzeszkami i tymi w polewie czekoladowej. Dzisiejszej nocy postanowiła tak objeść się słodyczami żeby starczyło jej na kolejne pół roku, podczas którego planuje zgubić te ostatnie trzy kilo i wrócić do swojej starej wagi.
Po powrocie do domu ułożyła zakupy w szafce po czym rozejrzała się po mieszkaniu czy nie trzeba czegoś posprzątać, niestety wszystko było już ogarnięte, kurz starty był nawet z żyrandoli. Mia posprzątała całe mieszkanie już wczoraj gdy Zayn zabrał Leona. Przysiadła na rogu kanapy myśląc jak bardzo tęskni za synkiem, nie widziała go od wczoraj wieczora a tęskniła tak jakby minął rok. W tym momencie poczuła wibrację w kieszeni. Zayn tak jakby czytając jej w myślach, wysłał snapa z Leo słodko gaworzącym w swoim nosidełku. Filmik trwał dziesięć sekund a gdy się skończył po twarzy Mii pociekły łzy, nie płakała ze smutku ale z tęsknoty. To pierwszy raz gdy tak długo nie widziała Leona i teraz nie miał jej nawet kto pocieszyć, ponieważ jej współlokatorka która już od dwudziestu minut powinna być w domu nadal się tutaj nie pojawiła, ani też nie odbierała telefonu. Pokręciła się jeszcze chwilę po mieszkaniu, do umówionego spotkania nadal pozostawały jednak cztery godziny a jej się strasznie nudziło, postanowiła więc odwiedzić ojca.
Hotel w którym zatrzymał się George znajdował się tylko dwadzieścia minut tramwajem od jej mieszkania, niestety w soboty tramwaje jeżdżą rzadziej przez co jej podróż przeciągnęła się do czterdziestu minut. Przy wejściu do hotelu przywitał ją portier który za każdym razem gdy ją widział zapraszał ją na randkę, ona jednak za każdym razem uprzejmie odmawiała. Jadąc windą układała sobie scenariusz rozmowy z ojcem, postanowiła sobie że dzisiaj wypyta go o mamę, także dzisiaj wieczorem rozmawiając z dziewczynami nie będzie musiała mówić tylko o swoich domysłach ale o tym co naprawdę jest na rzeczy. Zapukała do drzwi lecz George przez długi czas zdawał się tego nie słyszeć, gdy już chciała do niego dzwonić, nagle drzwi się otworzyły a w nich pojawił się jej ojciec ubrany w szlafrok.
- Cześć tato. - Pocałowała go w policzek i nie czekając na zaproszenie weszła do środka. - Przepraszam że tak bez uprzedzenia ale nudziło mi się i chciałam z kimś pogadać a Gwen... - W jednej chwili zaniemówiła, nie wiedziała czy ma zwidy, oszalała czy może w windzie ulatniał się jakiś gaz i teraz to wszystko jej się po prostu śni ale w łóżku jej ojca leżała półnaga Gwendolyn, teraz przykrywająca się aż po szyję białą kołdrą. - Co ty tutaj robisz? - Zapytała zaszokowanym głosem.
- Mia to nie tak jak myślisz. - Szkotka od razu zaczęła się tłumaczyć najbardziej oklepanym tekstem w historii tekstów, lecz Mii nic to nie tłumaczyło bo ona w tym momencie w ogóle nie myślała.
- To mi to wytłumacz bo ja tego nie ogarniam.
- Ja przyszłam tutaj żeby to zakończyć...
- Co zakończyć? - Dopiero teraz to wszystko zaczęło do nie trafiać. Półnaga Gwen plus ojciec w szlafroku plus łóżko równało się seks, ale jak to? - To ja ci dzisiaj mówię że znowu będę miała szczęśliwą rodzinę a ty kilka godzin później rżniesz się z moim ojcem?! - Dopiero teraz zaczęła ogarniać ją wściekłość, czuła jakby ktoś wbił jej nuż prosto w serce i teraz ruszał nim w kółko. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zdradzona, nawet wtedy gdy zobaczyła Thomasa z tamtą dziewczyną uwieszoną na jego ramieniu.
- Mia... - Usłyszała za sobą głos ojca lecz nim ten zdążył powiedzieć coś więcej, Gwen weszła mu w słowo.
- To nie tak, proszę porozmawiajmy na spokojnie.
- Nie chce cię już nigdy widzieć na oczy, nie jesteśmy już przyjaciółkami. - Powiedziała po czym ze łzami w oczach wybiegła z pokoju. Słyszała za sobą wołanie ojca i szloch Gwendolyn ale nie zatrzymała się. W windzie rozpłakała się na całego i tak właściwie nie przestała szlochać aż do powrotu do domu, jej telefon bez przerwy dzwonił więc w końcu go wyłączyła. Odechciało jej się tego całego babskiego wieczoru jak i rozmów z kimkolwiek, więc zamknęła się w pokoju i rzuciła na łóżko żeby móc płakać w samotności, tak jak robiła to w młodości.
Nie wie kiedy ale w końcu zasnęła i spała by tak do rana gdyby nagle ktoś nie zaczął się dobijać do drzwi. Na dworze było już ciemno gdy otworzyła oczy, zdziwiła się bardzo że nie obudziła się gdy przyszła Lola, a może Gwen uprzedziła ją co się stało.
- Jeśli to ty Gwen to nadal nie chcę cię znać. - Krzyknęła nie podnosząc głowy z poduszki.
- Nie, to ja Louis, otwórz. - Brzmiał na przejętego to też zwlokła się czym prędzej z łóżka i poszła mu otworzyć.
- Coś się stało? - Zapytała na jego widok, Louis miał łzy w oczach a jego usta drżały jakby właśnie co bardzo długo płakał. Niebieskooki na początku nic nie powiedział tylko mocno ją do siebie przytulił. -Louis co się stało?
- Lola jest w szpitalu, poroniła.
Dwa miesiące temu obiecywałam że ten rozdział pojawi się o wiele szybciej a niestety znowu musieliście tyle czekać, za co przepraszam. Mam tak dużo pomysłów i nawet czas by się znalazł ale jakoś tak mało motywacji a szkoda, więc pomóżcie troszkę i wypowiedzcie się co sądzicie o tym co się tutaj dzieje, bo to na prawdę bardzo dużo dla mnie znaczy. Chciałabym mieć jakiś kontakt z wami więc założyłam snapchata - donikswattpad i instagram pod taką samą nazwą. Postanowiłam też sobie że znowu wrócę do czytania fanficów więc jeśli coś piszecie to możecie zostawić link w komentarzu, na pewno przeczytam. A więc komentujcie, głosujcie, obserwujcie i nie znienawidźcie mnie za to jak zakończył się ten rozdział, wszystko ma swoje przyczyny. Całuję was i do następnego :**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz