sobota, 6 czerwca 2015

The One Where Everybody Finds Out.

Mia
19 Grudzień 2015

 Przez całą noc dręczyły Mię koszmary, na początku każdego snu było wszystko w porządku a na końcu Zayn umierał. Po którymś z kolei śnie, obudziła się z krzykiem, była cała spocona a jej ciało drżało. Spojrzała na telefon, dochodziła ósma czyli niedługo będzie musiała zacząć się szykować na to całe wesele. Postanowiła wstać już teraz, wzięła prysznic rozmyślając o swoich dziwnych snach. Próbowała wmówić sobie że wcale nie wie co one znaczą jednak tak naprawdę to doskonale wiedziała. Zayn ''umierał'' już tak wiele razy raniony przez Liama, a ten ślub miał go dobić do końca, zgasić ostatnią iskrę jaka się jeszcze w nim paliła. Jednak co ona mogła zrobić, próbowała namówić Zayna żeby został, żeby nie pozwolił na ten ślub, on jednak wyjechał więc ona nie powinna się tym zamartwiać, ale nie potrafiła. Prawda była taka że skoro Zayn miał zostać ojcem jej dziecka to to z kim się zwiąże było dla niej bardzo ważne, nie mogła pozwolić na to żeby był nieszczęśliwy albo żeby któregoś dnia przyprowadził jakąś pierwszą lepszą pannę i przedstawił ją jako macochę ich dziecka, Liam jako ojczym pasował jej o wiele bardziej. 
 Gdy wyszła z łazienki, Gwen i Mike jedli śniadanie. Byli w świetnych humorach, no tak w końcu oni szykowali się dzisiaj na świetną imprezę. Mia dosiadła się do nich, lecz nie miała ochoty na rozmowę, w ciszy zjadła jajecznicę po czym wróciła do swojej sypialni. Gdy dochodziła dziewiąta, Gwen poinformowała ją że idzie do Camden Lol pomóc Loli z dopięciem wszystkiego na ostatni guzik. To właśnie w Camden Lol ma odbyć się wesele, Mia z racji swojego brzemiennego stanu została zwolniona z wszelkich przygotowań i dobrze bo totalnie nie miała ochoty na tą szopkę. 
 O wpół do dziesiątej postanowiła złamać daną Malikowi obietnicę i porozmawiać z Liamem. Ubrała jedną ze swoich ciążowych sukienek i poszła do mieszkania przyjaciela. Okazało się że Liam jeszcze odsypia swój wczorajszy wieczór kawalerski. Wślizgnęła się po cichu do jego pokoju i przysiadła na łóżku.
 - Liam obudź się. - Powiedziała szturchając go delikatnie w ramie.
 - Mia? Co ty tu robisz? - Zapytał zaspany, przetarł oczy i podciągnął się na łokciach do góry.
 - Możemy pogadać?
 - Jasne, o czym? - I nagle nie wiedziała jak ma zacząć, czy ma go wyzwać że nie ma się wygłupiać i związać się z Zaynem, czy spróbować delikatnie wytłumaczyć że ślub z Moly to zły pomysł i jak w ogóle ma mu powiedzieć że ona o wszystkim wie. 
 - Słuchaj wiem że nie powinnam się w to wtrącać, ale ta narośl - wskazała palcem na swój brzuch - sprawia że także jestem częścią tego wszystkiego.
 - O czym ty mówisz?
 - O tobie i Zaynie.
 - Słucham? O czym o mnie i o Zaynie? - Liam udawał głupiego lecz wyszło mu to tak sztucznie że nawet gdyby Mia blefowała to chłopak już by się wydał.
 - Wiem o wszystkim, od samego początku.
 - Ty też? I co i też mi przyszłaś prawić o tym żebym słuchał serca. - Prychnął zdenerwowany. - Tak w ogóle to prośba nie mów nikomu już nic nie znaczy? Kto jeszcze wie?
 - Nikt, tylko ja.
 - Nie prawda, Harry też wie.
 - No to ja i Harry, ale nie mogłeś oczekiwać od niego tego że będzie to w sobie dusił, on nie poradził by sobie z tym sam.
 - Ja jakoś dałem sobie radę. - Jego głos był taki chłodny, a zarazem skrzywdzony, nie znała Liama z tej strony. - Dobra ale po co przyszłaś, chcesz mi powiedzieć że jestem skończonym dupkiem? Że wykorzystałem i zraniłem biednego Zayna, że taki gnojek jak ja to w ogóle nie powinien żyć, że tak w ogóle to jestem cham i prostak. Wiem o tym, kurwa wiem, ale to że to ja poświęciłem wszystko by z nim być, że dałem mu szansę, że go pokochałem to już nic nie znaczy nie? Ty zerwałaś z Thomasem chuj wie z jakiej przyczyny i jakoś nikt się nie czepia. 
 - Thomas mnie zdradzał i nie szanował.
 - Kurwa. - Prychnął cynicznie. - Zayn się mną bawił od samego początku, potem mnie zdradził i oznajmił to z szerokim uśmiechem na ustach a ja mam do niego po tym wszystkim wrócić i znowu zaryzykować wszystko, żeby przez tydzień być szczęśliwy. W dupie mam takie coś Mia, wiesz?
 Nie wiedziała co powiedzieć, wszystko co chciała mu wygarnąć on sam już powiedział, musiała powiedzieć więc coś innego.
 - Masz racje po za kilkoma szczegółami, po pierwsze Zayn się zmienił. - Liam prychnął po raz kolejny któryś. - A po drugie tu chodzi także o Moly.
 - Co z Moly?
 - Ty też ją zdradziłeś a żeniąc się z nią robisz jej krzywdę, jak długo będziesz udawać że jest najważniejsza. 
 - Nie muszę udawać, ona jest dla mnie ważna, daje mi ciepło, bezpieczeństwo, da mi dzieci tak samo jak ty Zaynowi. A właśnie, przecież wy jesteście zaręczeni.
 - Już nie, już od bardzo dawna nie jesteśmy zaręczeni.
 - Dlaczego? - Liam wydawał być się zaskoczony.
 - Bo nie chciałam być tą drugą, nie chciałam mieć męża który jest zakochany w swoim kumplu. Ja chcę być najważniejsza Li. 
 Nastąpiła cisza, Liam patrzył się tępo w swoje dłonie.
 - Więc dlaczego go tu nie ma, ty robisz za jego adwokatkę?
 - Nie, on nie wie o tej rozmowie.
 - Czyli on ma to gdzieś, ja znowu mam wszystko poświęcić a on nie ruszy nawet palcem, potem stwierdzi że ma to wszystko w dupie i on woli być wolny.
 - Nie będzie tak. - Zaprzeczyła szybko.
 - Ty tak mówisz, on spierdolił do Bradford, no faktycznie kocha mnie zajebiście bardzo. - Spojrzał na zegarek który stał na szafce nocnej, dochodziła dziesiąta. - Przepraszam cię Mia ale idź już, muszę się zacząć szykować na mój ślub.
 - Okej. - Wstała ale nim wyszła z pokoju zatrzymała się jeszcze na chwilę. - Ale proszę cię przemyśl to wszystko jeszcze dobrze.
 - Obiecałem jej że się z nią ożenię.
 - Ja obiecałam już dwóm a nie poślubiłam ani jednego.
 Wróciła do swojego mieszkania, może nie przekonała Liama do zmiany decyzji ale przynajmniej wiedziała już co ma robić, a raczej co Zayn ma zrobić. Zayn musi tutaj przyjechać i nie dopuścić do tego ślubu, byłoby tylko łatwiej gdyby chłopak chciał odebrać telefon.

***
 Od dwudziestu minut próbowała dodzwonić się do Malika, czas uciekał a jej chciało się płakać. Z Bradford do Londynu jedzie się ponad trzy godziny, a do ślubu zostało około trzy i pół. To nie mogło się tak skończyć, Liam nie może wyjść za Moly tylko dlatego że jego ukochany nosi telefon w dupie. Mia chciała się już rozpłakać gdy przypomniała sobie że ma numer do rodziców Zayna, postanowiła zaryzykować i zadzwoniła.
 - Tak słucham? - Usłyszała w telefonie męski głos.
 - Dzień dobry, mówi Mia przyjaciółka Zayna, czy rozmawiam z jego tatą?
 - Tak. 
 - Musi mi pan pomóc.

Zayn
 Po rozmowie z mamą, Zayn był przekonany że powiedzenie ojcu o ciąży Mii będzie tym przełomowym momentem, tą uroczą chwilą gdy skłócony ojciec z synem dochodzą do porozumienia i już wszystko jest w porządku, ale dupa. Ojciec Zayna nie zareagował źle na wiadomość o wnuku, wściekł się jednak na to że Zayn nie zamierza ożenić się z Mią. Chłopak znowu usłyszał że jest nieodpowiedzialnym dzieciakiem, że ma pstro w głowie i że to aż dziwne że z tą całą głupotą umie się posługiwać nożem i widelcem. Po kłótni Zayn zamknął się w swoim pokoju i nie wychodził już z niego przez resztę wieczoru, a następnego dnia z samego rana wyszedł z domu żeby tylko nie musieć przebywać z ojcem. Udał się do parku do którego najczęściej chodził gdy był na wagarach. Siedział już tak dobrą godzinę na mrozie gdy postanowił wrócić do domu, za dobry miesiąc zostanie ojcem więc nie może się teraz pochorować.
 Wchodząc do domu wpadł na ojca.
 - Chodź, babcia dzwoniła żebyśmy do niej przyjechali. - Rozkazał na powitanie Nazir.
 - Javier nie może? - Zayn nie miał ochoty nigdzie jechać, miłość jego życia za kilka godzin się ożeni,  nie miał ochoty nawet na towarzystwo ukochanej babci.
 - Nie, babcia chciała żebyś ty przyjechał.
 Udali się do samochodu, Zayn na prawdę nie chciał nigdzie jechać, tym bardziej z ojcem, chciało mu się tylko płakać, nic więcej. Jechali przez kilka minut w ciszy aż w końcu Nazir postanowił się odezwać.
 - Wiesz że nie podoba mi się twój styl życia. - Zayn zacisnął pięści.
 - Tato...
 - Nie, pozwól mi dokończyć. - Uciszył go. - Większość twoich wyborów doprowadzało mnie do białej gorączki. Każdy mój siwy włos to twoja sprawka. - Nazir zaskoczył lekko Zayna bo ostatnie zdanie wypowiedział nie jak obelgę tylko tak jakby żartował. - Wiem że myślisz sobie że to wszystko dlatego że zaplanowałem sobie dla ciebie idealny scenariusz i wkurza mnie to że ty postępujesz zupełnie inaczej, trochę jest w tym racji ale niedługo sam zostaniesz ojcem, sam zrozumiesz jakie to uczucie. Ja nie chcę dla ciebie źle synu, wręcz przeciwnie. Gdy po raz pierwszy trzymałem cię na rękach to pragnąłem tylko tego żebyś był szczęśliwy i tego żebym był twoim ulubionym super bohaterem. - Nazir wzruszył ramionami i spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem. Zayn czuł jak jego oczy robią się mokre, żeby ojciec nie zobaczył jak się wzruszył, obrócił głowę w stronę okna i zauważył że właśnie wjeżdżają na autostradę, do babci nigdy nie jeździli tą drogą.
 - Gdzie my jedziemy, przecież do babci jedzie się w przeciwnym kierunku. - Powiedział zdziwiony, czy ojciec zaczął tracić zmysły, najpierw ta gadka a teraz gubi drogę.
 - Słyszałem że to dobry chłopak. Architekt to dobry zawód, no i podobno to dzięki niemu ty też w końcu trafiłeś do dobrej pracy. Po za tym Mia groziła że jeśli nie przywiozę cię do Londynu to ona nigdy nie pozwoli zobaczyć mi się z wnukiem.

Liam
 Liam już miał to wszystko ogarnięte, pogodził się z tym wszystkim i z uśmiechem na ustach wyobrażał sobie wspólne życie z Moly, ale głupia Mia i głupi Harry musieli się wtrącić. Sami zerwali ze swoimi drugimi połówkami a jego pouczali że trzeba wybaczać, pieprzeni hipokryci. Z każdą godziną Liama nachodziły coraz większe wątpliwości, ale teraz już nie miał wyjścia. Przyjechała jego najbliższa rodzina i jej najbliższa rodzina z Australi. Wszyscy byli w Londynie, tutaj w tej kaplicy gdzie para za chwilę miała zawrzeć święty związek małżeński. 
 Liam siedział w zakrystii czekając na czternastą. Żołądek ściskał mu się z nerwów, łzy cisły do oczu. Czuł się jak największa świnia na świecie, i pewnie nią był, z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, cokolwiek wybierze to kogoś zrani. Lecz jeden wybór uszczęśliwi ciebie. Powiedział głos w jego głowie. Tak, to była racja ale to było bez znaczenia. Gdyby Malikowi zależało to by się tutaj dzisiaj pojawił, a gdyby teraz nagle tutaj wszedł to Liam pobiegłby za nim nawet na koniec świata, chłopak jednak nie przyszedł.
 - Może ty zadecydujesz za mnie. - Zwrócił się w stronę Jezusa wiszącego na krzyżu. - Albo rzucę monetą. - Prychnął i nie mając nic do stracenia wyjął z kieszeni monetę. - Królowa Moly, reszka Zayn. - Podrzucił pensa wysoko w górę i nie zdążył złapać, moneta spadła na ziemię i poturlała się pod biurko.
 - Liam, chodź już czas. - Do pomieszczenia wszedł Louis, jego świadek. Nie miał szans zobaczyć co wybrał dla niego los.
 Wyszedł za przyjacielem, kościół pełen był znajomych oraz nieznajomych mu twarzy. Wszyscy byli uśmiechnięci, w przeciwieństwie do pana młodego. Liam ustawił się przed ołtarzem, dokładnie o czternastej organista zaczął grać a przez drzwi do kaplicy weszła Moly, w towarzystwie swojego ojca. Wyglądała pięknie, nie mógł zaprzeczyć lecz czuł że to nie to.
 - Cześć przystojniaku. - Szepnęła stając naprzeciwko niego.
 - Cześć. - Odszepnął.
 Ojciec panny młodej wrócił na swoje miejsce. A więc Moly. Szepnął zawiedziony głosik.
 - Drodzy moi, zebraliśmy się tutaj dzisiaj żeby połączyć świętym...-Zaczął ksiądz lecz nie dane było mu dokończyć.
 - Nie! - Rozległ się krzyk, w drzwiach stał Zayn, ubrany w spodnie od dresu i swoją skórzaną kurtkę. - Przepraszam że przerywam ale nie! Liam proszę cię nie rób tego.
 Wszyscy z powrotem spojrzeli się na Liama a on patrzył się przez cały czas na na Zayna z którego ruchu warg wyczytał ''kocham cię''.
 - Przepraszam. - Powiedział Liam orientując się że mówi to do złej osoby, obrócił się w stronę Moly. - Przepraszam Moly, nie mogę tego zrobić. - Dziewczyna patrzyła na niego zaszokowana, pocałował ją w czoło i zaczął się wycofywać. - Przepraszam was wszystkich, ja nie mogę, ja muszę już iść.
 Dobiegł do Zayna, chwycił go za rękę i razem wybiegli z kościoła. 
 - Zayn ja.. - Zaczął lecz Malik uciszył go pocałunkiem.
 - Cii, nie musisz nic mówić, tylko...
 - Tylko co?
 - Tylko mnie kochaj.

Harry
 Wszyscy z zaszokowanymi minami patrzyli za wybiegającym Liamem, wszyscy oprócz Harry'ego, on się uśmiechał.
 - O mój boże. - Powiedziała Lola będąc w szoku, jej matka aż usiadła z wrażenia, ojciec sam nie wiedział co ma ze sobą zrobić. 
 Do Moly dopiero zaczęło docierać co się właśnie stało, usiadła na zimną posadzkę i zaczęła płakać. Po kościele zaczął rozchodzić się szmer, słychać było że to skandal, że jak tak może być, pan młody ucieka z jakimś facetem. Ojciec panny młodej zrobił się cały czerwony ze złości i pewnie też wstydu. Ksiądz i ministranci nie wiedzieli co zrobić. 
 - To co, jedziemy na wesele? Głodna jestem. - Powiedziała Mia na co Harry wybuchnął śmiechem, po chwili dołączyła do niego Gwendolyn, Niall, nawet Louis lekko się uśmiechnął. Lola za to obdarzyła go gniewnym wzrokiem.
 - To nie jest zabawne Harry. - Powiedziała siostra uciekającego pana młodego.
 - Masz racje Lol, to nie jest śmieszne, to najromantyczniejsza rzecz jaką w życiu widziałem.

Ministrant
 To był najdziwniejszy i najkrótszy ślub na jakim Daniel służył, ale przynajmniej mógł już iść do domu i wrócić do swojej ukochanej konsoli. Jako pierwszy wszedł do zakrystii. Ściągnął z siebie białą szatę która upadła mu na ziemię. Podniósł ją a nachylając się dostrzegł pod biurkiem monetę.
 - O reszka. - Powiedział podnosząc ją z ziemi po czym wsunął ją do kieszeni.

No hej, co sądzicie o tym rozdziale? No ja ryczałam na scenie w kościele, miło tak coś słodkiego czasami napisać a nie tylko drama,drama,drama. Kurcze wiecie że jak to piszę to już prawie zaczyna świtać, uwielbiam wschód słońca, jest chyba nawet fajniejszy niż zachód. Niedługo już wakacje i mam nadzieje że będę miała okazję częściej oglądać to wspaniałe zjawisko, i to w towarzystwie wspaniałych ludzi, albo przynajmniej w towarzystwie jednego mojego ulubionego ludzia. 
Pozdrawiam was, całusy i do następnego gdzie będzie więcej słodkiego Ziama :D :****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz