wtorek, 22 lipca 2014

The One With Valentine's Day.

13 Luty 2014
Harry
 Praca jako dostawca pizzy była jedną z najlżejszych prac jakie Harry kiedykolwiek wykonywał. Dostajesz pudełko, jedziesz kilka kilometrów, dzwonisz do drzwi, dajesz pudełko, bierzesz pieniądze i to wszystko, łatwizna lecz to zajmowało Harry'emu całe popołudnie i wieczór czyli jedyny czas który mógł spędzić z Louisem, więc szybko z niej zrezygnował. Praca w piekarni była cięższa i nie szło w niej zarobić na czynsz, jedzenie i ubrania ale po długich namowach Louisa, Harry zgodził się na to że jego chłopak będzie płacił jego część czynszu dopóki ten nie znajdzie jakiejś lepszej posady i Harry w końcu taką znalazł. Po odejściu Sary, Harry zatrudnił się w Camden Lol i w końcu pracował gdzieś gdzie na prawdę mu się podobało. Oczywiście jako kelner nie zarabiał kokosów ale za to miał większy kontakt z ludźmi, spędzał cały dzień z przyjaciółmi i co sobotę zapewniony miał występ przed publicznością. W ciągu dwóch tygodni Harry napisał cztery nowe piosenki w tym jedną tylko dla Louisa.
 - Gdzie ciebie jutro Louis zabiera? - Zapytała Gwendolyn popijając zieloną herbatę ze swojego ulubionego kubka w zielone i fioletowe kwiaty. - Czy to ty zabierasz go?
 - Louis zaproponował żebyśmy nie obchodzili walentynek, bo przecież kochamy się przez cały rok a nie tylko przez jeden dzień.. - Odpowiedział Harry. W kawiarni panował mały ruch jak zazwyczaj przedpołudniem więc chłopak postanowił usiąść i napić się kawy z Lolą, Mią i Gwen, Szkotka właśnie wróciła z porannych zajęć jogi i miała jeszcze godzinę do umówionego masażu a Mia od tygodnia pokazywała pogodę w porannym wydaniu wiadomości i to w samym BBC One a to już było coś.
 - O fajny pomysł - powiedziała Lola jednak widząc minę Harry'ego szybko zmieniła zdanie - nie fajny pomysł?
 - No jasne że nie fajny, cały rok czekam na walentynki bardziej niż na gwiazdkę. To najbardziej romantyczne święto na świecie i nie chodzi o żadne kwiaty czy prezenty tylko o tą atmosferę podczas kolacji, chodzi o ten seks, a on mówi że nie lubi walentynek bo są zbyt komercyjne. 
 - Zawsze możecie zjeść kolację bez powodu. - Zaproponowała Gwen.
 - To już nie to samo.
 - A ja tam Louisa popieram, walentynki to gwiazdka dla producentów czekoladek i kwiaciarni i ja jak co roku zamierzam spędzić je przed telewizorem jedząc czipsy i pijąc piwo. - Oświadczyła Mia i Harry zdziwił się trochę bo myślał że Mia akurat inaczej spędza ten dzień ale może walentynki to był jedyny dzień w roku w którym dawała sobie spokój z facetami.
 - Nie w tym roku. - Powiedziała cicho Gwendolyn.
 - Słucham?
 - Umówiłam nas na randkę, to znaczy siebie umówiłam ale ten chłopak szukał kogoś dla swojego kumpla i ja powiedziałam że też szukam kogoś dla koleżanki.
 - Gwen! - Mia jęknęła z niezadowoleniem. - Wiesz że nie lubię randek w ciemno i nie obchodzę walentynek.
 - No ale proszę zrób to dla mnie, ten chłopak jest super i jego kolega pewnie też. - Szkotka błagając przyjaciółkę o zgodę, złożyła ręce jak do modlitwy i omal nie uklękła na podłodze więc Mia w końcu się zgodziła.
 - Czyli każdy idzie gdzieś na randkę tylko nie ja. - Westchnął Harry, co roku święto zakochanych spędzał bardzo romantycznie a teraz gdy miał chłopaka którego bardzo mocno kochał to nie mógł ich tak spędzić.
 - Nie każdy, ja też nie mogę jutro nigdzie iść tym bardziej że ty bierzesz sobie wolne na cały weekend, a właśnie skoro nic nie będziecie robić to po co ci wolne? - Zapytała Lola.
 - Louis chce jechać do swoich rodziców na weekend.
 - Widzisz chce cię przedstawić swoim rodzicom a to jest romantyczne, szczególnie w walentynki.
 - Co walentynki? - Zapytał Zayn przysiadając się do nich, Harry nie zauważył nawet kiedy chłopak wszedł do środka więc szybko rozejrzał się po lokalu czy czasami nie przegapił jakiegoś klienta który być może czekał aby złożyć zamówienie.
 - Harry pozna rodziców Louisa w walentynki, a ty też nie lubisz walentynek? - Zapytała Gwendolyn.
 - Ja? Ja kocham to święto, jest moim ulubionym.
 - Nie wiedziałam że z ciebie taki romantyk. - Zdziwiła się Lola ale ona nie znała powodu dla którego Malik tak kocha walentynki.
 - A jeszcze bardziej kocham trzynasty lutego, mnóstwo zdesperowanych kobiet które umówią się z każdym byle by tylko nie spędzać tego dnia samotnie, a im oryginalniejsze randki tym lepiej. Można umówić się z kimś na rano mówiąc że randkowe śniadania są lepsze niż kolacje, można umówić się z kim w południe mówiąc to samo tylko że z obiadem no i można tradycyjnie umówić się na wieczór co daje nam trzy randki w jeden dzień.
 - Straszne. - Powiedziały Lola z Gwendolyn jednocześnie, patrząc na Malika z wyrazem szoku i oburzenia na twarzy w czasie gdy ich przyjaciółka patrzyła się na niego jak na geniusza.
 - Mistrzu - zaczęła klaskać - no po prostu mistrz, geniusz można by rzec.
 - W to jesteście siebie warci. - Westchnęła Lola głosem który mówił że właśnie straciła wiarę w ludzkość.
***
14 Luty 2014
 Droga do Doncaster miała zająć chłopcom trzy godziny więc postanowili wyruszyć już zaraz po śniadaniu, Harry miał nadzieję że Louis jednak się rozmyśli i postanowi chociaż trochę świętować walentynki ale chłopak był nieugięty i nawet słowem nie wspomniał o dzisiejszym święcie.
 - Nie powinienem kupić twojej mamie jakiś kwiatów? - Zapytał Harry gdy jego chłopak wjechał na autostradę. 
 - Dlaczego niby?
 - No chłopak zawsze przynosi kwiaty jak idzie na pierwsze spotkanie z rodzicami swojej dziewczyny, no ty jesteś moim chłopakiem ale zasada jest chyba ta sama.
 - Ale ty jesteś moją dziewczyną kochanie. - Zaśmiał się Louis zmieniając pas.
 - Nie jestem dziewczyną! - Zaprotestował loczek. - Równie dobrze to ja mogę być facetem w tym związku.
 - Wymień przynajmniej czterech członków reprezentacji Anglii.
 - Nie każdy chłopak musi się znać na piłce nożnej.
 - Oczywiście że nie skarbie. - Pogładził Harry'ego po kolanie ale na twarzy nadal miał ten satysfakcjonujący uśmieszek. - Jaki kolor ma samochód za nami? 
 Harry nie wiedział co ma kolor tego samochodu do ich rozmowy ale mimo wszystko obrócił się żeby to sprawdzić.
 - Wiśniowy. - Odpowiedział na co Louis się zaśmiał.
 - Nie kochanie, ten samochód jest czerwony i tak odpowiedział by facet w tym związku. 
 - Oh sorry że jestem wrażliwy i znam się na kolorach ale skoro tak bardzo ci to przeszkadza to znajdź sobie faceta który cały dzień będzie chodził w brudnym dresie, pił piwo i drapał się po jajach oglądając z tobą mecze. - Uniósł się Harry mając już dosyć tego że jego chłopak cały czas się z niego wyśmiewa.
 Louis nic nie odpowiedział tylko z zaciśniętymi wargami wykonał najniebezpieczniejszy manewr jakiego Harry kiedykolwiek doświadczył, jadąc lewym pasem autostrady nagle odbił w prawo i przecinając drogę dwóm samochodom w ostatniej chwili zjechał na zjazd, zatrzymał się na pierwszym wolnym miejscu parkingowym, rozpiął pasy i dopiero po złapaniu Harry'ego za rękę, odezwał się. 
 - Harry kocham cię, bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo ale to bardzo mocno i to właśnie za to jaki jesteś bo jesteś najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem i dla mnie jesteś najbardziej męskim mężczyznom na ziemi. - Wolną ręką przyciągnął Harry'ego do siebie i czule go pocałował. - Przepraszam, ja po prostu uwielbiam się z tobą droczyć. - Wyszeptał gdy pocałunek dobiegł końca.
 - Nie to ja przepraszam, powinienem był przecież wiedzieć że to żarty. 
 - Nie, to moja wina i możesz mnie za to ukarać jak tylko chcesz. - Wymruczał Louis całując go w szyję.
 - Dobrze, wysiądź z samochodu i przebiegnij pięć razy w około parkingu. - Powiedział Harry poważnym głosem.
 - Ejj! Miałem na myśli inną karę.
 - To by była nagroda.
***
 Choć droga do Doncaster miała zająć trzy godziny zajęła cztery bo chłopcy postanowili pogodzić się na parkingu, Harry w głębi duszy uwielbiał kłótnie o drobiazgi z Louisem bo chłopak potrafił się godzić. Leżąc na rozłożonym fotelu w aucie i trzymając w ramionach jego właściciela, Harry chciał żeby ta chwila trwała wieczność, chciał tam zostać na wieczność i już nigdy nie wychodzić z tamtego samochodu, jednak w końcu musieli ruszyć dalej.
 Dom rodziców Louisa był znacznie mniejszy i starszy od rodzinnego domu Harry'ego ale to nie zmienia faktu że był bardzo ładny i uroczy. Był typowym angielskim domem z czerwonej cegły i z czarnym dachem. Na trawniku przed domem posadzone były niewysokie krzewy i różnokolorowe kwiaty w grządkach, od chodnika do drzwi prowadził chodnik z szarej kostki brukowej a po jego bokach posadzony był chyba najmniejszy żywopłot na świecie. 
 Louis po zgaszeniu samochodu czym prędzej z niego wyskoczył i podbiegł żeby otworzyć Harry'emu drzwi.
 - To nie jest droczenie się, po prostu cię kocham. - Powiedział czekając aż Harry wysiądzie, chłopak nic na to nie odpowiedział tylko pokręcił głową i uśmiechnął się z rozbawienia.
 Chłopcy złapali się za ręce i powolnym krokiem ruszyli w stronę domu, nim Louis zdążył chwycić za klamkę drzwi otworzyły się i przed nimi ukazała się jasnowłosa dziewczynka która z szerokim uśmiechem rzuciła się na Louisa, chłopak podniósł ją do góry i okręcił dwa razy.
 - Ale ty urosłaś. - Odstawił ją na ziemię i wtedy dziewczynka zaczęła się trochę wstydzić. - No powiedz cześć Harry'emu.
 - Cześć. - Pisnęła dziewczynka i uciekła w głąb domu krzycząc że Louis przyjechał.
 - To była...
 - Shiloh. - Powiedział Harry, trudno było nie zgadnąć.
 - Dokładnie ona. - Zaśmiał się Louis z powrotem chwytając swojego chłopaka za rękę.
 Nie przeszli dwóch kroków gdy z kuchni wyszła starsza kobieta która prawdopodobnie była matką Louisa, to znaczy starsza, starsza od Shiloh ale na pewno nie była stara.
 - Synu w końcu jesteście. - Powiedziała radośnie, przytulając do siebie swojego pierworodnego.
 - Mamo poznaj to jest Harry, Harry to jest moja mama.
 - Dzień dobry pani Tomlinson. - Powiedział Harry wyciągając rękę na przywitanie.
 - Oh mów mi Susan. - Kobieta zignorowała jego wyciągniętą dłoń i przytuliła go do siebie. - Mieliście być godzinę temu, co tak długo?
 - Umm.. zatrzymały nas małe utrudnienia. - Powiedział zawstydzony Harry drapiąc się po karku.
 - Mam nadzieje że nic poważnego?
 - Mały korek. - Louis machnął ręką, w przeciwieństwie do Harry'ego w ogóle się nie czerwieniąc.
 - No cóż, chodźcie czekamy na was z obiadem.
 Przy stole w jadalni siedziała cała rodzina Louisa. Harry najpierw przywitał się z panem Tomlinson który tak samo jak jego małżonka kazał mówić do siebie po imieniu czyli Frank, a potem kolejno z jego siostrami czyli z Bess, Melanie, Elanie, Magali i jeszcze raz z Shiloh. Wszystkie dziewczęta oprócz Magali miały jasne blond włosy po ojcu, tylko ona i Louis odziedziczyli kolor po matce. Bliźniaczki wyglądały niemal identycznie więc Melanie miała włosy obcięte do ramion a Elanie miała je tak długie aż do pasa.
 - Louis mówił że jesteś muzykiem. - Zagadnęła Susan w trakcie posiłku.
 - Obecnie jestem tylko kelnerem ale czasami też śpiewam.
 - Na razie jesteś tylko kelnerem, kiedyś będzie sławny, nie wiecie nawet jaki wspaniały ma głos. - Powiedział Louis patrząc na Harry'ego z dumą.
 - Nie przesadzaj. - Westchnął skromnie Harry po raz kolejny się rumieniąc.
 - Mógłbyś nam coś zaśpiewać? - Zapytała Shiloh która była już znudzona jedzeniem i tylko jeździła po talerzu kawałkiem mięsa nabitym na widelec.
 - Teraz jemy Shi. - Upomniała ją matka. 
 - Ale potem mogę zaśpiewać coś specjalnie dla ciebie. - Zapewnił dziewczynkę loczek na co ta uśmiechnęła się usatysfakcjonowana.
 Resztę obiadu spędzili na rozmawianiu o wszystkim, było bardzo miło i z każdą chwilą Harry czuł się coraz pewniej, chwilami nawet lepiej niż podczas swoich obiadów z rodzicami, tam nigdy nie było tak wesoło. Po obiedzie Harry zaproponował że pomoże przy zmywaniu naczyń ale Susan powiedziała że nie po to urodziła pięć córek żeby teraz wyręczać się gośćmi, więc został w jadalni z Louisem, jego tatą i z Shiloh która nie była chętna do pomocy.
 - Dziękuje że zgodziliście się dzisiaj tutaj przyjechać i zająć się tym stadem. - Powiedział Frank gdy dziewczyny zniknęły w kuchni. - Wiem że pewnie mieliście własne plany na wieczór ale nie byłem z twoją matką na randce od jakiś dwudziestu lat.
 - Żaden problem. - Powiedział Harry.
 - Na początku miała zostać z nimi Bess ale ma karę, i tak może się cieszyć że ten jej chłopak może do niej dzisiaj przyjść ale pilnuj ich i żeby poszedł do domu o jedenastej.
 - Za co ma karę? - Zapytał z ciekawością Louis.
 - Rodzice się boją że Bess zajdzie w ciążę. - Wtrąciła się Shiloh.
 - Shi!!! - Upomniał ją ojciec.
 - No co? Ona sama mówiła że boicie się że zajdzie w ciąże tak jak mama. - Siedmiolatka zdawała się nie wiedzieć czemu tata jest na nią zły tylko dlatego że mówi rzeczy które usłyszała.
 - Dobrze faktycznie tak mówiła ale nie wolno podsłuchiwać.
 - Ja nie podsłuchuję tylko wy mówicie głośno i ja wszystko słyszę?
 - Idź się zapytaj mamy kiedy będzie deser. - Nakazał jej Frank.
 Dziewczynka z obrażoną miną zeszła z krzesła i powoli oddaliła się w stronę kuchni.
 - Ja nie podsłuchuję, to Magali podsłuchuję a ja tylko słyszę. - Shiloh miała łzy w oczach gdy odwróciła się żeby powiedzieć te ostatnie słowa.
 - A więc co się dzieje? - Louis wyglądał na zaniepokojonego.
 - Buntuje się jak to nastolatka, nie wraca na ustaloną godzinę, chodzi na wagary, popala a bardziej udaje że popala bo ostatnio widziałem jak w nocy wyszła zapalić i były to tylko dwa buchy po czym zaczęła kaszleć i grzecznie wróciła do domu, śmiałem się przez pięć minut. - Powiedział to kręcąc głową tak bardziej jakby wyśmiewał się ze swojej córki a nie na nią skarżyć.
 - A ten jej chłopak?
 - Eliot? Bardzo w porządku chłopak, miły, grzeczny.
 - To w czym problem?
 - Za długo była grzeczna, pewnie koleżanki się z niej śmiały że jest za niewinna i teraz postanowiła pokazać co to nie ona, przejdzie jej trzeba tylko to przeczekać. - Z każdą chwilą Harry coraz bardziej lubił Franka, jeszcze nigdy nie spotkał tak wyluzowanego ojca jak ten, jego własny zamknąłby go w domu na zawsze gdyby Harry robił takie rzeczy.
 - Pogadać z nią?
 - Możesz, czemu nie. To mądra dziewczyna tylko chce się popisać. - Wzruszył ramionami. - O! Jest i deser.
 Na deser były lody z bitą śmietaną i znowu było wesoło tylko Shiloh siedziała pogniewana na swojego tatę i z naburmuszoną miną jadła swoją porcję więc Frank co chwilę zaczynał się w nią żeby dziewczynka znowu się uśmiechnęła co w końcu podziałało.
 Po deserze Louis zaprowadził Harry'ego do swojego pokoju.
 - No tak, czego mogłem się spodziewać. - Powiedział Harry na widok sypialni Tomlinsona, ściany pomalowane były tutaj na zielono a raczej te miejsca na ścianie na których nie wisiały plakaty piłkarzy. Na biurku, szafkach i półkach stały zakurzone trofea piłkarskie i piłki a pod oknem stało jednoosobowe łóżko z pościelą w motyw piłki nożnej. - Człowieku ty masz obsesję.
 - Młody byłem. - Zaśmiał się Louis ciągnąc go w stronę łóżka. - I co o tym myślisz?
 - O pokoju czy o rodzinie?
 - O jednym i o drugim?
 - W pokoju najfajniejsze masz łóżko które jest takie małe że będziesz musiał spać bardzo blisko mnie żebyśmy się zmieścili. - Harry uśmiechnął się lubieżnie na myśl o dzisiejszej nocy.
 - Nie, ty będziesz spać w pokoju gościnnym, moi rodzice nie uznają seksu przedmałżeńskiego. - Louis wzruszył ramionami a Harry'emu opadła szczęka. - Oj żartuje no. - Louis wybuchnął śmiechem a wkurzony Styles walnął go w ramię. - A o rodzinie co myślisz?
 - Twój tata jest super, jesteś do niego podobny.
 - Tak? To dziwne bo to nie jest mój prawdziwy tata.
 - Co? - Harry tak się zdziwił że aż usiadł. - Jak to nie?
 - To znaczy dla mnie jest najprawdziwszy i najlepszy jakiego tylko mógłbym sobie wymarzyć ale pod względem biologicznym już jest inaczej. - Harry objął go i kładąc się z powrotem zachęcił go do dalszego opowiadania. - Moja mama zaszła w ciążę mając siedemnaście lat i jej chłopak czyli mój biologiczny ojciec zostawił ją gdy miałem rok. Franka poznała gdy miałem pięć lat, rok później się pobrali a on zaakceptował mnie jako syna dlatego jestem Tomlinsonem.
 - I nigdy nie chciałeś spotkać się ze swoim biologicznym ojcem?
 - Nie, nigdy nie chciałem go poznać a gdy byłem młodszy to wręcz go nienawidziłem i zastanawiałem się dlaczego odszedł. Obwiniałem siebie, myślałem że to dlatego że może mnie nie lubił że nie byłem wystarczająco fajny ale jak można być fajnym mając roczek, zajebistości nabrałem dopiero później. - Zażartował ale to był taki smutny żart. - Frank był, Frank jest dla mnie najwspanialszym ojcem ale mimo to mam takie uczucie pustki. Nie jestem podobny do mamy tylko do tamtego człowieka, jestem podobny do kogoś kogo nie znam a nie wiedząc kim on jest sam nie wiem kim jestem.
 - Jesteś Louis, Louis Tomlinson najwspanialsza osoba która kiedykolwiek stanęła na mojej drodze. - Harry złapał go za podbródek i uniósł do góry żeby móc złożyć na jego ustach czuły pocałunek.
 - Kocham cię. - Wyszeptał Louis.
 - Chłopaki. - Usłyszeli nagle głos Shiloh więc czym prędzej odsunęli się od siebie. - Harry miałeś mi zaśpiewać piosenkę.
 - No tak. - Przypomniał sobie loczek więc usiadł na łóżku i skinieniem głowy zachęcił ją do podejścia bliżej. - A więc co mam dla ciebie zaśpiewać?
 - Znasz Violettę? - Harry pokręcił przecząco głową. - To jest moja ulubiona piosenkarka i aktorka. - Powiedziała podając mu tablet na którym wyświetlał się jakiś filmik, dziewczynka włączyła go i z głośnika popłynęła melodia do której po chwili zaczęła śpiewać tytułowa Violetta, po Hiszpańsku.
 - Ale ja nie znam Hiszpańskiego.
 - Ja znam to jest łatwe. - Harry spojrzał pytająco na Louisa który tylko wzruszył ramionami też nie wiedząc skąd jego siostra zna Hiszpański. - Śpiewaj ze mną. - Dziewczynka jeszcze raz włączyła filmik i zaczęła śpiewać razem z Violettą, to co śpiewała Shiloh jak najbardziej pasowało intonacyjnie ale te słowa na pewno nie były po Hiszpańsku. - No śpiewaj. - Nakazała mu więc Harry zaczął śpiewać tak samo jak siedmiolatka, wymyślając słowa. Spędzili tak pół godziny aż w końcu Louis powiedział jej że Harry musi teraz odpocząć bo po tak długim śpiewaniu może stracić głos więc dziewczynka pożegnała się i wyszła.
 - Wiesz, wszystkie twoje siostry są wspaniałe ale ta jest moją ulubioną. 

Mia
 Mia jeszcze nigdy nie czuła takiej nienawiści do kogokolwiek jak teraz czuła do Gwen i gdyby przyjaciółka była teraz w pobliżu to zadźgałaby ją widelcem i każdy sąd by ją uniewinnił. Christian, chłopak z którym ją umówiła jej była już przyjaciółka, nie był brzydki nawet był przystojny ale tak nudny i beznadziejny że był drugą osobą na liście jej osób do zadźgania. Mia była w swoim życiu na wielu randkach, lepszych lub gorszych ale na tak złej nie była jeszcze nigdy. Słuchając żmudnej historyjki ze żmudnego życia Christiana, przypomniała sobie najnudniejszą opowieść Liama i pomyślała ''Kurwa jakie to było ciekawe''. Nawet jedzenie przestało jej smakować gdy usłyszała o dziwnej narośli na pięcie chłopaka, gdy opisywał jak to wygląda o mało się nie porzygała. 
 Pomimo swojej nudnej osobowości Christian postanowił zostać komikiem i gdy jej to powiedział to był jedyny moment kiedy Mia się naprawdę roześmiała, potem już tylko uśmiechała się słysząc jego słabe żarty a w głowie wyobrażała sobie jak ucina mu głowę nożem do steków.
 Kolacja rozpoczęła się o dwudziestej a po całej wieczności gdy Mia spojrzała na telefon, okazało się że minęło dopiero czterdzieści minut a ona z każdą sekunda miała coraz bardziej dosyć. 
 - Przepraszam muszę do ubikacji. - Przerwała mu w pół słowa ale to i tak nie miało znaczenia bo chłopak właśnie opowiadał o swoim najśmieszniejszym przeżyciu. 
 - Okay. - Odpowiedział Christian ale ona i tak była już w połowie drogi do toalety.
 Wpadła do kabiny i czym prędzej wybrała numer do Gwendolyn, jednak telefon Szkotki był wyłączony. 
 - Zabiję cię, rozumiesz to kurwa? Zabiję cię. - Nagrała się jej na pocztę po czym wybrała numer do Zayna, po kilku sygnałach chłopak odebrał.
 - Hallo?
 - Zayn zabierz mnie stąd! 
 - Mia? Co się dzieje? Gdzie jesteś? - Zayn był bardzo zaniepokojony histerią w głosie przyjaciółki.
 - Jestem na randce z najnudniejszym kolesiem ever, proszę przyjedź po mnie.
 - Nie mogę jestem w środku.
 - To wyłóż fiuta z tej pizdy i przyjeżdżaj po mnie!
 - Jestem w środku sali kinowej, na filmie. - Wytłumaczył jej i Mia faktycznie usłyszała że ktoś go ucisza.
 - Zayn proszę cię, ja zaraz nie wytrzymam i zadźgam go widelcem. - Płakać jej się chciało.
 - Mia jestem na radce.
 - To wiesz co? To się pierdol! - Rozłączyła się i z całej siły tupnęła nogą.
 Po czterdziestu głębszych wdechach wyszła z kabiny i po dokładnym przeanalizowaniu czy bardzo bolałoby ją złamana noga gdyby wyskoczyła teraz z okna toalety na pierwszym piętrze, w końcu była gotowa wrócić na salę.
 - Już się bałem że uciekłaś przez okno. - Zażartował Chrystian gdy wróciła do stolika.
 - To niemożliwe, jest za wysoko.
 - Dobry żart. - Zaśmiał się nie wiedząc że to była prawda.
 - Uczę się od mistrza. - Powiedziała ale Christian nie wyczuł ironii i przyznał sobie za to wyimaginowaną złotą gwiazdkę.
 Przez następne piętnaście minut Mia wyobrażała sobie jak ćwiartuje go na kawałki za pomocą piły mechanicznej gdy nagle jej rozmyślenia przerwał esemes.
od: Zayn
Stoję przed restauracją.
 - O mój boże mój kot właśnie umarł! - Wykrzyknęła z udawanym przejęciem.
 - O boże przykro mi.
 - Przepraszam muszę jechać do domu. - Wstała z miejsca i zaczęła wyciągać pieniądze z torebki.
 - Zostaw ja zapłacę. - Powiedział Christian ale ona i tak położyła dwa banknoty na stoliku. - Odwieźć cię? - Zapytał ale Mia już gnała w stronę wyjścia, omal nie zapomnając płaszcza.
 Wybiegła na zewnątrz gdzie przy samym wejściu stał Zayn oparty o motocykl.
 - Przyjechałeś. - Powiedziała z niedowierzaniem, chłopak podał jej swój kask, nie miał drugiego więc to oznaczało że będzie musiał jechać bez.
 - Musiałem, inaczej miałbym niewinnego człowieka na sumieniu. - Wsiedli na motocykl, Mia miała lekkie trudności ze swoją sukienką ale w końcu podwinęła ją do góry i przytulając się do pleców Malika, westchnęła ciężko.
 - On jest winny, jest winny bycia najnudniejszym człowiekiem ever.

Louis
 Rodzice wyszli na kolację o dwudziestej a pięć minut po nich przyszedł Eliot, chłopak nie wyglądał na takiego który cały czas myślał o seksie z jego siostrą ale tacy byli najgorsi, a po za tym był szesnastoletnim chłopakiem więc myślał tylko o tym. Louis nawet nie miał czasu żeby porozmawiać z Eliotem bo gdy tylko przyszedł Bess od razu zabrała go do swojego pokoju i zamknęła drzwi więc Louis co chwilę namawiał Shiloh żeby chodziła do nich i pytała się o różne rzeczy. W końcu dziewczynka wróciła z płaczem i powiedziała że Bess wygnała ją z pokoju i zakluczyła drzwi. Louis już chciał tam iść lecz Harry powstrzymał go mówiąc żeby nie robił zamieszania po czym wziął Shiloh na kolana i śpiewem uspokoił jej płacz. 
 Około dziewiątej do salonu przyszły Melanie i Elanie i powiedziały że one teraz zajmą się Shiloh a chłopcy mogą zająć się sobą, były wtajemniczone w plan Louisa więc przedtem wykonały wszystko o co je poprosił.
 - Wyjdziemy do ogródka? - Zapytał Louis.
 - Teraz? Jest zimno.
 - Proszę, chce ci coś pokazać. - Zachęcił go i loczek się zgodził.
 Ubrali się ciepło i wyszli na zewnątrz.
 - Co chcesz mi pokazać w tej ciemnicy? - Zapytał Harry gdy nagle zrobiło się jasno od lampek choinkowych rozwieszonych na ogromnym drzewie a raczej na domku zbudowanym na nim.
 - Co myślałeś że naprawdę olewamy walentynki? 
 - Co? O rany Louis, ty draniu mały. - Powiedział ze łzami w oczach po czym pocałował mocno swojego chłopaka. 
 - Zapraszam cię do jednego z moich ulubionych miejsc. - Złapali się za ręce i podeszli do drzewa.
 Louis szedł przodem żeby sprawdzić czy w środku na pewno wszystko jest przygotowane.
 - Nie zarwie się pod nami?
 - Spokojnie ten domek jest stabilniejszy od tego na dole.
 Kiedyś wydawało mu się że to największy domek na drzewie na świecie ale teraz będąc tu jako dorosły facet ze swoim prawie dwumetrowym chłopakiem, domek wcale nie wydawał się mu taki duży. W środku jak i na zewnątrz porozwieszane były lampki choinkowe, na podłodze stał szampan, dwa kieliszki i miska z truskawkami.
 - Szampan i truskawki, to jest romantyczne. - Powiedział Harry cmokając go w usta.
 Chłopcy usiedli na grubym kocu rozłożonym na podłodze.
 - A więc moja walentynko chciałbym ci powiedzieć że bardzo mocno cię kocham i przepraszam że tak długo trzymałem cię w przekonaniu że w tym roku nie będzie walentynek, oraz obiecuję ci że co roku będę zabierał cię w jakieś mega romantyczne miejsce ale nigdy nie będę ci mówił gdzie tak że co roku będziesz miał niespodziankę. - Powiedział Louis po czym otworzył szampana i rozlał go do kieliszków.
 - Jesteś moją najlepszą walentynką, wznieśmy toast za naszą miłość.
 - Za naszą miłość. - Stuknęli się kieliszkami i pocałowali się ponownie.
 - Myślisz że ten domek wytrzyma gdy trochę się tutaj poprzytulamy?
 - Mówiłem już że jest stabilniejszy od tego na dole.
 - A więc przytul mnie Louis. - Wyszeptał Harry.
 Gdy leżeli nadzy pod stertą grubych koccy Louis myślał nad tym jak bardzo zakochał się w Harrym. 
 - Myślę że jesteś miłością mojego życia Hazz. - Pogładził go po policzku. - Dlaczego nic nie mówisz?
 - Nauczyłem się mówić w wieku dwóch trzech lat, pisać i czytać nauczyłem się mając lat pięć, z każdym rokiem coraz bardziej poznawałem nasz język, nauczyłem się tez mówić po francusku ale znając nawet wszystkie języki na świecie nie znalazłbym odpowiednich słów żeby opisać to jak bardzo cię kocham. - Harry miał w oczach łzy gdy to mówił a i Louis czuł jak obraz mu się zamazuje.
 - Nie mów mi tego, pokaż mi to.

15 Luty 2014
Zayn
 - Natalie Portman czy Angelina Joli? - Zapytała Mia ocierając swoją bosą stopą o łydkę Zayna, było już dobrze po pierwszej w nocy gdy leżeli w jego łóżku i nie mogąc zasnąć po prostu rozmawiali. Tej nocy nie uprawiali seksu, nawet się nie pocałowali i tylko rozmawiali pijąc prosto z butelki wino które Zayn znalazł w kuchni.
 - Natalie. - Powiedział Malik po chwili namysłu. - To teraz ja, Ryan Gosling czy Robert Downey Jr? 
 - Robert. - Dziewczyna pociągnęła długi łyk wina po czym przekazała butelkę przyjacielowi. - Młody Marlon Brando czy Marilyn Monroe? - Zapytała gdy przełknęła napój.
 - Myślałem że nie mieszamy płci.
 - Tobie można. - Stwierdziła lekko plączącym się językiem. Pokój oświetlał tylko blask latarni ulicznych i siedząc tak w półmroku Zayn zauważył że Mia jest już lekko podpita a jej oczy wyglądały jakby zaraz miały się zamknąć i dziewczyna pewnie marzyła już tylko o zaśnięciu a mimo to dalej ciągnęła grę.
 - Monroe była boska ale jednak młody Brandon. - Odpowiedział po czym westchnął zastanawiając się w myślach o kogo teraz zapytać, już od godziny zadawali sobie pytania z kim woleli by się przespać, wymienili chyba już ponad sto gwiazd i trudno było wymyślić kogoś o kogo jeszcze nie pytali. - Rihanna czy Usher?
 - Nie kręcą mnie dziewczyny ale Rihanna, na pewno Rihanna. - Chwyciła za butelkę którą Zayn trzymał w luźno w dłoni ale okazało się że jest już pusta. - Liam nie będzie zły że wypiliśmy jego wino, gdy wróci z randki.
 - Dziewczyno jest prawie druga w nocy i skoro on jeszcze nie wrócił to na pewno śpi u Hanny ze szczególnym naciskiem na śpi bo przecież jest już strasznie późno. - Zaśmiali się co było trochę nie miłe w stosunku do ich przyjaciela.
 - Cały Liam, pasują do siebie z Hanną.
 - Taa, jak dwie połówki serduszka. - Prychnął Zayn z niekontrolowaną goryczą w głosie.
 - Nie lubisz jej. - Stwierdziła Mia spoglądając na Malika.
 - Nie, dlaczego? Jest ładna, miła i widać że Liam na prawdę ją lubi.
 - I właśnie dlatego jej nie lubisz.
 - Wcale nie! - Zaprzeczył unosząc głos.
 - Daj spokój wiem że Li cię kręci, widziałam jak się całowaliście w święta pod jemiołą.
 - A ja widziałem jak się całowałaś z Gwen i czy to znaczy że się w niej zakochałaś? - Ta cała rozmowa coraz mniej mu się podobała, jego uczucia do Liama to był zamknięty temat.
 - Mnie do tego zmuszono a was nikt nie widział, no i weź to normalne że ci się podoba jest seksowny, inteligentny i czasami bywa nawet zabawny w całej tej swojej nudności. 
 - No właśnie, jest za grzeczny żeby mi się podobać.
 - Wcale nie, zauważyłeś że w każdym filmie dla nastolatków jest ten sam schemat: Jest totalny bad boy który albo jeździ na motorze, albo należy do gangu lub po prostu ma kłopoty z policją, ty jeździsz na motorze - Zayn mimo trudu powstrzymał się żeby nie poprawić jej że mówi się motocyklu - i masz trzy niezapłacone mandaty. I w takim filmie totalny bad boy ma dziewczynę lub tylko się pieprzy z totalną bad girl ale nagle poznaje totalnie niewinną, miłą i romantyczną dziewczynę, zazwyczaj dziewicę. Totalny bad boy zakochuje się z miejsca w totalnie niewinnej dziewczynie a ona na początku albo go nienawidzi albo tylko udaje bo w nocy pod kołdrą masturbuje się wyobrażając sobie że totalny bad boy ją rżnie, ale tego nie pokazują w filmach. - Zayn był rozbawiony tą teorią ale pozwalał przyjaciółce kontynuować swój monolog. - Bad boy i dziewica w pewnym momencie zostają na siebie skazani, zamieszkują obok siebie albo muszą być w jednej grupie na lekcji biologi albo to jakiś program resocjalizacji, whatever. W końcu totalna dziewica ulega totalnemu bad boyowi i idzie z nim do łóżka i on jest taki delikatny rozdziewiczając ją, lekko ją posuwa cały czas pytając się czy to jej nie boli choć tak na prawdę lubi ostre rżnięcie ale ona jest taka niewinna i on zrobi wszystko żeby tylko jej nie bolało. Potem jest jeszcze oczywista katastrofa gdzie ich związek się rozpada bo albo on robi coś złego albo to wszystko spisek byłego totalnej dziewicy który się wkurwia że tamten dobrał się do jej gaci a on nie dostał nawet małego orala. Ale wiadomo że na koniec i tak totalna już nie dziewica wybacza totalnemu bad boyowi bo on się zmienia dla niej i jest taki miły i dobry.
 - Nie ma filmów o totalnie bad dziewczynach? - Zapytał Zayn żartobliwie.
 - Ależ są tylko że w tych to totalny frajer zakochuje się w bad girl i schemat jest podobny albo totalna bad girl jest najpierw tym niewinnym zagubionym dzieckiem a potem zaczyna ćpać i się prostytuować i to jest ten film z morałem że narkotyki i presja otoczenia jest zła.
 - Wam Amerykanom powinno zakazać się robić filmy dla nastolatków. - Zaśmiał się. - No dobra ale jaki to ma związek ze mną i Liamem?
 - Ty jesteś totalnym bad boy'em a Li jest totalnie niewinną dziewczyną.
 - Mia ale życie to nie film.
 - Ale filmy bazują na życiu.

Liam
 Liam nie chciał wracać tak wcześnie do domu bo wiedział że po walentynkach, w mieszkaniu na pewno zastanie wczorajszą randkę Zayna a że nie wiedział z kim Malik spędził wczorajszy wieczór spodziewał się niespodzianki typu nagi mężczyzna spotkany w łazience tydzień temu, ale mimo to musiał wrócić wcześniej. O dziesiątej Liam umówiony był na spotkanie z klientem i to nie byle jakim klientem tylko z prezesem jednego z największych banków Wielkiej Brytanii, jeśli mu się uda dostanie największe zlecenie w całej swojej karierze architekta.
 Po wejściu do mieszkania Liam był miło zaskoczony. Nigdzie nie walały się fragmenty garderoby tak chętnie zrzucane przez partnerki Zayna w drodze do jego sypialni, w kuchni nikt nie pił kawy siedząc półnago przy stole kuchennym i w ogóle wydawać by się mogło że wczoraj nie było tu nikogo, nawet Zayna, gdy nagle z jego pokoju wyskoczyła Mia w samej bieliźnie.
 - Jezu zaspałam. - Wysapała dziewczyna zakładając sukienkę przez głowę. - Kurwa spóźnię się na pogodę. - Doskoczyła do szafki z butami gdzie na półce stały jej czarne szpilki, założyła je czym prędzej po czym malutkimi kroczkami podbiegła do Liama i całując go w policzek powiedziała coś typu ''wyleją mnie z pracy, kocham cię, pa''.
 Payne stał jeszcze przez chwilę zaskoczony tym wszystkim co się przed chwilą wydarzyło.
 - Nie chwal dnia przed zachodem. - Powiedział po czym naprawdę się wkurzył, miał już dosyć że Zayn robi z jego mieszkania jakiś kurwidołek i tego że wciąga w to wszystko Mię, dziewczyna też nie była święta ale to nie znaczyło że może ją tak wykorzystywać.
 Bez chwili zastanowienia udał się do pokoju Malika, musiał mu to wygarnąć nim zdąży to przemyśleć i uzna że to nie jego interes i lepiej dalej przymykać na to wszystko oko. Wpadł do pokoju współlokatora i już miał coś powiedzieć gdy zorientował się że Zayn śpi. Leżał skulony pod grubą pierzyną i wyglądał tak niewinnie jakby to wcale nie był on, chciał go obudzić ale z każdą sekundą złość opuszczała jego ciało aż w końcu postanowił że pogada z nim o tym później, na spokojnie, bez krzyku i bez używania słowa kurwidołek. Wycofał się powoli na palcach ale nie spojrzał do tyłu i uderzył plecami w szafkę, niestabilny mebel zakołysał się a na podłogę spadł karton i książka, narobiło to takiego huku że Zayn poruszył się niespokojnie.
 - Co się stało? - Wymamrotał zaspanym głosem.
 - Nic, nic, śpij dalej. - Powiedział Liam podnosząc z podłogi to co właśnie spadło, karton był bardzo ciężki więc postawił go na biurko, a książka otworzyła się uderzając o podłogę i okazało się że jest szkicownikiem. Liam podniósł go, na otwartej stronie widniał rysunek siedzącego w fotelu chłopaka w którym Liam rozpoznał Harry'ego, przewrócił stronę i znowu ujrzał loczka tym razem siedzącego w oknie z kubkiem w obu dłoniach, na reszcie kartek były rysunki kubków, krzeseł, okien, drzew, wszystkiego.
 - Co robisz? - Zapytał Zayn podnosząc głowę do góry.
 - Przepraszam to spadło, wow to ty rysowałeś?
 - Tak ja. - Chłopak przetarł zaspane oczy i uśmiechnął się widząc podekscytowaną minę Payna.
 - Wow to jest takie, wow.
 - Bez przesady. - Powiedział z nadmierną skromnością.
 - To wygląda jak prawdziwe, dlaczego ty poszedłeś na studia prawnicze skoro potrafisz tak rysować?
 - Na byciu artystom nie zarobisz na życie. - Wzruszył ramionami.
 - Na byciu kelnerem też kokosów nie zarabiasz, Zayn ty musisz coś z tym zrobić.
 - Co?
 - Nie wiem, idź na studia artystyczne.
 - Jestem za stary.
 - No to na kurs szkicowania, jesteś za dobry żeby się zmarnować. - Liam uśmiechnął się szeroko, już nawet zapomniał że jeszcze przed chwilą był zły na przyjaciela.
 - Tak myślisz?
 - Ja to wiem.

Yeeahh!!! W końcu to napisałam, zajęło mi to całą niedzielę ale w końcu napisałam coś co mi się mega bardzo podoba i mam nadzieje że na was zrobi takie samo wrażenie. Przez dziesięć godzin słuchałam prawie tylko jednej i tej samej piosenki, za dwa dni pewnie ją znienawidzę ale na razie ją uwielbiam więc chciałabym  żebyście też jej posłuchali
https://www.youtube.com/watch?v=I1twwTBEERY
Jak pewnie zauważyliście strona ma nowy wygląd ale nie wiem czy zaglądaliście w zakładkę bohaterowie bo tam też zaprowadziłam małe zmiany więc sprawdźcie to bo nadal się tym jaram :D
Rozdział jest mega długi i pewnie zajął wam trochę czasu (mi 10 godzin xd) a więc już nie zanudzam tylko dodaje. ENJOY! Kocham was!!! Zostawcie komentarz po sobie ;**

Nie wiem co się stało ale tak się stało że na stronie najpierw wyświetlał się poprzedni rozdział a na następnej stronie znajdował się dopiero ten. Więc rozdział pojawił się z jakiś miesiąc temu a ja dopiero to odkryłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz