Louis
Louis z reguły lubił święta, święta oznaczały prezenty a że w wigilie przypadały jego urodziny to znaczyło dwa razy więcej prezentów a nim urodziła się Bess dostawał aż trzy razy więcej, tego jednak roku święta nie zapowiadały się zbyt kolorowo.
Dziś rano pracownicy banku dostali wiadomość że po świętach przychodzi nowy dyrektor co oznacza wiele zmian, kilka awansów i na pewno kilkanaście zwolnień, Louis spodziewał się jednak bardziej tego drugiego. Pracował tutaj dopiero od roku i jaką miał szansę na awans a żeby utrzymać się na swoim stanowisku musiał w te święta zostać w Londynie i spędzić je bez rodziny. Na szczęście nie musiał ich spędzać samotnie, Lola i Liam też zostawali w Londynie na święta ponieważ ich rodzice w tym roku postanowili spędzić gwiazdkę na Bali więc Lola zaproponowała że zrobi kolację wigilijną w swoim mieszkaniu.
- Niall się ucieszy że nie będziemy musieli spędzać świąt tylko we trójkę tym bardziej że jego mama jedzie do swojej siostry do Francji. - Powiedziała Lola, w kawiarni panował mały ruch i zatrudniona przez nią kelnerka dawała sobie radę i Lola mogła usiąść i napić się kawy z przyjacielem. Camden Lol było świeżo co otwartą kawiarnią ale już przyciągała sporo klientów, zwłaszcza wczoraj, w handlową niedzielę gdy ludzie w przerwie pomiędzy zakupami chcieli napić się kawy. Lokal pękał w szwach i nawet Louis został zaciągnięty do roznoszenia kawy, tak jak reszta przyjaciół, nie dostali za to zapłaty ale na koniec dnia Lola obiecała im że mają dożywotnie darmowe ciastko bo napoje i tak już mieli za darmo. O piątej przyszedł Liam z dwiema torbami w ręce.
- Louis będzie z nami na wigilię. - Oznajmiła mu Lola.
- Nie mogłaś wcześniej powiedzieć, teraz będę musiał kupić mu prezent. - Jęknął siadając na kanapie.
- To nic mi nie kupiłeś? - Zapytał zdziwiony Louis.
- No przecież nigdy nic ci nie kupuję, jak nie spędza się świąt razem to przecież nic się nie kupuje. - Oświadczył jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- No ale przecież co roku mi coś dajesz.
- To na urodziny.
- A nie zdziwiło cię że ja też ci daję wtedy prezent?
- Myślałem że po prostu zawsze tak robisz bo jesteś miły.
Louis już nic na to nie odpowiedział tylko wywrócił oczyma. Liam wydawał się najbardziej ogarnięty z całej ich paczki lecz czasami jego tok myślenia był jeszcze dziwniejszy niż Gwendolyn chodź ją ciężko było pobić.
Piętnaście minut po Liamie przyszedł Zayn który zatrudnił się w Camend Lol jako kelner, lecz jego zmiana zaczynała się dopiero o szóstej więc mógł jeszcze usiąść razem z nimi.
- Jedziesz na święta do rodziców? - Zapytała Lola nowo przybyłego, dziewczyna była już tak ucieszona na myśl o robieniu wigilii u niej że chciała żeby przyszło jak najwięcej osób.
- Nie, nie mam ochoty na siedzeniu z ojcem przy jednym stole i słuchaniu jak zjebałem sobie życie. - Westchnął chłopak wyciągając telefon z kieszeni skórzanej kurtki na którą było za zimno ale on pomimo to wolał nosić ją niż coś cieplejszego, Harry mówi że chodzi w niej nieprzerwanie od trzech lat i kiedyś loczek chciał ją pociąć nożem żeby tylko Malik zaczął nosić coś innego.
- Myślałem że pomiędzy wami już lepiej. - Powiedział Liam.
- Jest lepiej, dzwonił do mnie na rano i pomiędzy opieprzaniem mnie za ten ''zły'' wybór nawet złożył mi życzenia ale nadal nazywa mnie Garry.
- Garry?
- Mój kuzyn od strony mamy, taki rodzinny nieudacznik który rzucił studia i mieszka w piwnicy rodziców, Ilham mówi że za to jego, ojciec nazywa teraz moim imieniem. - Wytłumaczył im, Zayn pomimo kiepskiej sytuacji z ojcem nadal utrzymuje bliski kontuakt z resztą rodziny, a z o trzy lata młodszą siostrą rozmawia codziennie długimi godzinami przez telefon.
- Harry chodź! Wcale nie wyglądasz śmiesznie. - Do lokalu weszła Gwendolyn, przebrana w strój elfa, stała w drzwiach i wołała loczka. Pomiędzy Harry'm a Louisem od soboty panowała lekka niezręczność, Styles nie pamiętał za bardzo tego co wydarzyło się tamtej nocy ale Louis długo nie zapomni tego jak chłopak pocałował go a zaraz potem zwymiotował, później go za to przeprosił a potem znowu rzygał i rzygał, a gdy wrócili do domu jeszcze troszeczkę rzygał aż w końcu zasnął a Louis spędził całą noc pilnując go żeby nie udusił się własnymi wymiocinami, och jak romantycznie.
Harry w końcu wszedł do środka, ubrany był tak samo jak Gwen lecz jego mina nie wyrażała takiej samej radości jak twarz Szkotki.
- Aww jak uroczo wyglądacie w tych strojach, aż muszę wam zrobić zdjęcie. - Powiedziała Lola wyciągając telefon.
- Nie! Żadnych zdjęć! - Zaprotestował Harry chowając się za Gwendolyn. - Nie rozumiem dlaczego nie mogłem iść się najpierw przebrać.
- Bo ja zawsze przychodzę im się pokazać, no ustaw się ładnie. - Gwen objęła go mocno blokując jego ruchy.
- Wystarczy że jakiś zaryczany gówniarz mnie kopnął a gdy go upomniałem to kazał mi najpierw schować jaja a potem się do niego odzywać. - Z naburmuszoną miną zaczął poprawiać zielono czerwone rajtuzy. - Przecież nie widać mi w tym jaj, nie widać nie? - Zapytał spanikowany, wszyscy spojrzeli w stronę krocza Harry'ego. Nie było nic widać, może lekki zarys i przez to Louis patrzył się trochę dłużej niż reszta, ale jednak nie, wszyscy patrzyli tak samo długo, może Louis miał tylko trochę brudniejsze myśli od innych.
- Jutro będzie lepiej, polubisz to i będziesz ze mną chodzić na więcej charytatywnych akcji. - Zapewniła go Gwendolyn wciskając się na kanapę gdzie siedział już Louis i rodzeństwo Payne a Harry usiadł na brązowy fotel.
- Jak to charytatywnych? - Zapytał zaskoczony Harry. - Ale zapłacą nam?
- No nie, inaczej nie było by to charytatywne.
- Gwen nie mów mi że spędziłem sześć godzin wśród zaryczanych bachorów i nie dostanę za to pieniędzy.
- Zapytałam ci się czy chcesz być pomocnikiem Świętego Mikołaja, nie pracownikiem.
- To następnym razem pytaj się o to swoim bogatym znajomym, nie dość że nie jadę do domu na święta to jeszcze nie dostanę pieniędzy. - Westchnął załamany, wyglądał przeuroczo w tym stroju a sztucznie zarumienione policzki zrobiły się naprawdę czerwone ze złości.
- Nie jedziesz na święta do domu? To świetnie! - Lola aż klasnęła w ręce na wieść o kolejnym gościu. - Spędzisz je z nami, o jak będzie fajnie, ty też nie jedziesz, nie? - Zapytała się przyjaciółki.
- My w domu nie obchodzimy świąt, ale mogę z wami zostać. - Powiedziała Gwen.
- Jak to? Przecież jesteście katolikami? - Zapytał Liam ze zdziwieniem, wszyscy byli zdziwieni bo Gwen zawsze jeździła na święta do domu ale faktycznie nigdy nie opowiadała jakie tradycje panują w jej rodzinie.
- Ojciec odszedł od nas w wigilię i tak jakoś zraziliśmy się do tego dnia.
- To smutne. - Westchnęła Lola przytulając ją do siebie.
- To co robicie w gwiazdkę?
- To co wszyscy tylko bez choinki i tych wszystkich zwyczajów. - Wzruszyła ramionami.
- To w tym roku będziesz miała prawdziwe święta, och już ja się o to postaram. - Powiedziała Lola zacierając ręce z szerokim uśmiechem na twarzy.
24 Grudzień
- Niall się ucieszy że nie będziemy musieli spędzać świąt tylko we trójkę tym bardziej że jego mama jedzie do swojej siostry do Francji. - Powiedziała Lola, w kawiarni panował mały ruch i zatrudniona przez nią kelnerka dawała sobie radę i Lola mogła usiąść i napić się kawy z przyjacielem. Camden Lol było świeżo co otwartą kawiarnią ale już przyciągała sporo klientów, zwłaszcza wczoraj, w handlową niedzielę gdy ludzie w przerwie pomiędzy zakupami chcieli napić się kawy. Lokal pękał w szwach i nawet Louis został zaciągnięty do roznoszenia kawy, tak jak reszta przyjaciół, nie dostali za to zapłaty ale na koniec dnia Lola obiecała im że mają dożywotnie darmowe ciastko bo napoje i tak już mieli za darmo. O piątej przyszedł Liam z dwiema torbami w ręce.
- Louis będzie z nami na wigilię. - Oznajmiła mu Lola.
- Nie mogłaś wcześniej powiedzieć, teraz będę musiał kupić mu prezent. - Jęknął siadając na kanapie.
- To nic mi nie kupiłeś? - Zapytał zdziwiony Louis.
- No przecież nigdy nic ci nie kupuję, jak nie spędza się świąt razem to przecież nic się nie kupuje. - Oświadczył jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- No ale przecież co roku mi coś dajesz.
- To na urodziny.
- A nie zdziwiło cię że ja też ci daję wtedy prezent?
- Myślałem że po prostu zawsze tak robisz bo jesteś miły.
Louis już nic na to nie odpowiedział tylko wywrócił oczyma. Liam wydawał się najbardziej ogarnięty z całej ich paczki lecz czasami jego tok myślenia był jeszcze dziwniejszy niż Gwendolyn chodź ją ciężko było pobić.
Piętnaście minut po Liamie przyszedł Zayn który zatrudnił się w Camend Lol jako kelner, lecz jego zmiana zaczynała się dopiero o szóstej więc mógł jeszcze usiąść razem z nimi.
- Jedziesz na święta do rodziców? - Zapytała Lola nowo przybyłego, dziewczyna była już tak ucieszona na myśl o robieniu wigilii u niej że chciała żeby przyszło jak najwięcej osób.
- Nie, nie mam ochoty na siedzeniu z ojcem przy jednym stole i słuchaniu jak zjebałem sobie życie. - Westchnął chłopak wyciągając telefon z kieszeni skórzanej kurtki na którą było za zimno ale on pomimo to wolał nosić ją niż coś cieplejszego, Harry mówi że chodzi w niej nieprzerwanie od trzech lat i kiedyś loczek chciał ją pociąć nożem żeby tylko Malik zaczął nosić coś innego.
- Myślałem że pomiędzy wami już lepiej. - Powiedział Liam.
- Jest lepiej, dzwonił do mnie na rano i pomiędzy opieprzaniem mnie za ten ''zły'' wybór nawet złożył mi życzenia ale nadal nazywa mnie Garry.
- Garry?
- Mój kuzyn od strony mamy, taki rodzinny nieudacznik który rzucił studia i mieszka w piwnicy rodziców, Ilham mówi że za to jego, ojciec nazywa teraz moim imieniem. - Wytłumaczył im, Zayn pomimo kiepskiej sytuacji z ojcem nadal utrzymuje bliski kontuakt z resztą rodziny, a z o trzy lata młodszą siostrą rozmawia codziennie długimi godzinami przez telefon.
- Harry chodź! Wcale nie wyglądasz śmiesznie. - Do lokalu weszła Gwendolyn, przebrana w strój elfa, stała w drzwiach i wołała loczka. Pomiędzy Harry'm a Louisem od soboty panowała lekka niezręczność, Styles nie pamiętał za bardzo tego co wydarzyło się tamtej nocy ale Louis długo nie zapomni tego jak chłopak pocałował go a zaraz potem zwymiotował, później go za to przeprosił a potem znowu rzygał i rzygał, a gdy wrócili do domu jeszcze troszeczkę rzygał aż w końcu zasnął a Louis spędził całą noc pilnując go żeby nie udusił się własnymi wymiocinami, och jak romantycznie.
Harry w końcu wszedł do środka, ubrany był tak samo jak Gwen lecz jego mina nie wyrażała takiej samej radości jak twarz Szkotki.
- Aww jak uroczo wyglądacie w tych strojach, aż muszę wam zrobić zdjęcie. - Powiedziała Lola wyciągając telefon.
- Nie! Żadnych zdjęć! - Zaprotestował Harry chowając się za Gwendolyn. - Nie rozumiem dlaczego nie mogłem iść się najpierw przebrać.
- Bo ja zawsze przychodzę im się pokazać, no ustaw się ładnie. - Gwen objęła go mocno blokując jego ruchy.
- Wystarczy że jakiś zaryczany gówniarz mnie kopnął a gdy go upomniałem to kazał mi najpierw schować jaja a potem się do niego odzywać. - Z naburmuszoną miną zaczął poprawiać zielono czerwone rajtuzy. - Przecież nie widać mi w tym jaj, nie widać nie? - Zapytał spanikowany, wszyscy spojrzeli w stronę krocza Harry'ego. Nie było nic widać, może lekki zarys i przez to Louis patrzył się trochę dłużej niż reszta, ale jednak nie, wszyscy patrzyli tak samo długo, może Louis miał tylko trochę brudniejsze myśli od innych.
- Jutro będzie lepiej, polubisz to i będziesz ze mną chodzić na więcej charytatywnych akcji. - Zapewniła go Gwendolyn wciskając się na kanapę gdzie siedział już Louis i rodzeństwo Payne a Harry usiadł na brązowy fotel.
- Jak to charytatywnych? - Zapytał zaskoczony Harry. - Ale zapłacą nam?
- No nie, inaczej nie było by to charytatywne.
- Gwen nie mów mi że spędziłem sześć godzin wśród zaryczanych bachorów i nie dostanę za to pieniędzy.
- Zapytałam ci się czy chcesz być pomocnikiem Świętego Mikołaja, nie pracownikiem.
- To następnym razem pytaj się o to swoim bogatym znajomym, nie dość że nie jadę do domu na święta to jeszcze nie dostanę pieniędzy. - Westchnął załamany, wyglądał przeuroczo w tym stroju a sztucznie zarumienione policzki zrobiły się naprawdę czerwone ze złości.
- Nie jedziesz na święta do domu? To świetnie! - Lola aż klasnęła w ręce na wieść o kolejnym gościu. - Spędzisz je z nami, o jak będzie fajnie, ty też nie jedziesz, nie? - Zapytała się przyjaciółki.
- My w domu nie obchodzimy świąt, ale mogę z wami zostać. - Powiedziała Gwen.
- Jak to? Przecież jesteście katolikami? - Zapytał Liam ze zdziwieniem, wszyscy byli zdziwieni bo Gwen zawsze jeździła na święta do domu ale faktycznie nigdy nie opowiadała jakie tradycje panują w jej rodzinie.
- Ojciec odszedł od nas w wigilię i tak jakoś zraziliśmy się do tego dnia.
- To smutne. - Westchnęła Lola przytulając ją do siebie.
- To co robicie w gwiazdkę?
- To co wszyscy tylko bez choinki i tych wszystkich zwyczajów. - Wzruszyła ramionami.
- To w tym roku będziesz miała prawdziwe święta, och już ja się o to postaram. - Powiedziała Lola zacierając ręce z szerokim uśmiechem na twarzy.
24 Grudzień
Gwendolyn
Od rana w domu było bardzo tłoczno i głośno, wszyscy zebrali się w mieszkaniu dziewczyn żeby pomóc Loli w przygotowaniach choć tak naprawdę pomagali tylko Zayn i Harry którzy jeszcze nie wiedzieli jak wkręcić Lolę że niby się coś robi a tak na prawdę nic się nie robi.
- Szkoda że nie będę dzisiaj z wami. - Powiedziała Mia krojąc warzywa do sałatki i cały czas mówiąc o wypadzie na narty ze swoim tatą z którym nie widziała się od pół roku, była tym strasznie podekscytowana. Dziewczyna może nie miała dobrych kontaktów z matką ale za to z ojcem miała wspaniałe, od zawsze była córeczką tatusia i to chyba jedyny mężczyzna na świecie którego tak na prawdę kocha.
- O której masz lot?
- O czwartej, och nie mogę się już doczekać, tydzień w Alpach w pięciogwiazdkowym hotelu... ahhh. - Zrobiła rozmarzoną minę myśląc o czekających ją przyjemnościach. - W końcu wyrwę się z tego szarego Londynu.
- Aż ci zazdroszczę... Niall wypierdalaj od tej miski! - Warknęła Lola na swojego chłopaka uderzając go drewnianą łyżką w rękę.
- Ale tylko ociupinkę.
- Won! Weź się za coś tak jak reszta. - Dziewczyna rozejrzała się po mieszkaniu i zauważyła że Gwen, Louis i Liam siedzą przed telewizorem oglądając powtórkę meczu. - O nie! Tak nie będzie że wy sobie siedzicie, idźcie po choinkę. - Nakazała im i nie mieli innego wyjścia tylko wykonać jej polecenie, Liam przez chwilę się wykłócał że na dworze jest zimno i że mu się nie chce ale w końcu dał sobie spokój. Wyszli z kamienicy i udali się do sklepu z choinkami. Gwen była podekscytowana bo jeszcze nigdy nie kupowała choinki i uznała to za wielką przygodę gdy nagle zaszli na plac pełen martwych drzewek.
- Co my tutaj robimy na tym cmentarzysku? - Zapytała spanikowana.
- Kupujemy choinkę.
- Żywą, chcecie wspierać tą bestialską akcje?! - Nie podobało jej się to. - Jak można ścinać piękne zdrowe drzewko tylko po to żeby postało przez parę dni w domu. - Chłopcy spojrzeli po sobie.
- Gwen, kochanie. - Lois chwycił ją za rękę. - Jest okej, po tą są choinki. To jest ich świąteczna misja, po tą są sadzone, potem ścinane i na koniec sprzedawane, one przynoszą radość tym wszystkim ludziom której je kupują, a szczególnie dzieciom. No spójrz na nich. - Wskazał na rodzinę z dwójką dzieci, faktycznie dzieci wyglądały na szczęśliwe.
- Na prawdę? I one się z tym zgadzają? - Zapytała niepewnie, nie była przekonana co do tej teorii.
- Kto?
- No choinki? - Chłopcy znowu spojrzeli na siebie.
- Tak, pozwól którejś z nich spełnić swoją misję. - Louis pogładził ją po dłoni i w końcu dziewczyna mu uległa.
Pochodzili trochę po placu aż w końcu znaleźli idealne drzewko, już mieli je kupić gdy Gwen zobaczyła coś niepokojącego.
- Co oni robią z tą choinką?! - Zapytała gdy zauważyła jak jakiś mężczyzna wepchnął jedno z drzewek do niszczarki a z drugiej strony poleciały wióry.
- Tych nikt nie kupuje, są brzydkie i uschnięte... auć! - Zawył Liam gdy Louis go kopnął.
- A co z ich misją, nie możemy na to pozwolić!
- Gwen nic nie możemy z tym zrobić. - Powiedział spokojnie Louis.
- Możemy kupimy taką.
- Lola się na to nie zgodzi. - Zaczął Liam lecz Gwendolyn szybko go uciszyła.
- Zgodzi się, na pewno zrozumie że musieliśmy to zrobić.
W końcu po długich namowach Gwen postawiła na swoim. Wrócili do domu z uschniętym ale jakże pięknym drzewkiem które nazwała Lucy. Lola wyszła akurat z Niallem na zakupy i nie było jej w domu gdy wrócili. Zayn i Harry pomogli jej ubrać choinkę przez co stała się ona jeszcze piękniejsza. Nagle zrobił się huk, zakupy rozsypały się po podłodze a w drzwiach stała zaskoczona Lola.
- Co to jest? - Zapytała z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
- Nasza choinka. - Odpowiedziała jej radośnie Gwen.
- Dlaczego?
- Bo chcieli ją zabić, Lol musieliśmy ją kupić, inaczej nie wypełniłaby swojej misji.
- Misji?
- Tak, świątecznego drzewka. - Jak Lola mogła nie wiedzieć o świątecznej misji choinki. - O cholera to już dwunasta, mam dzisiaj umówionego klienta, zupełnie o tym zapomniałam. Muszę lecieć! - Zabrała swoje rzeczy i wybiegła z mieszkania. Nie chciała brać żadnych zleceń w święta ale ten klient był umówiony na masaż już od miesiąca. Szybko załatwiła sprawę i o pierwszej była już z powrotem w domu.
- Gdzie jest Lucy?! - Zapytała spanikowana, w miejscu jej choinki stała jakaś inna, zielona i zdrowa, wystrojona jak jakaś dziwka, Gwen ogarnęła złość. - Gdzie jest Lucy?! - Powtórzyła ze łzami w oczach.
- Gwen przepraszam ale musiałam ją zamienić na inną, ta jest ładniejsza. - Wytłumaczyła jej Angielka.
- Ładniejsza?! Lucy była piękna, gdzie ona teraz jest?
- Na śmietniku.
- Na śmietniku?! A jej misja?
- To drzewko też ma misję. - Upierała się Lola.
- Wiesz co, jak tak to ma wyglądać to ja nie chcę w tym uczestniczyć, świętujcie sobie sami te wasze komercyjne święto! - Wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
Trzy godziny włóczyła się po mieście, jej telefon dzwonił lecz ona nawet nie wyciągała go z kieszeni, w końcu jednak musiał wrócić bo nie wzięła ze sobą żadnych pieniędzy i nawet nie miała gdzie pójść. Gdy weszła do mieszkania trochę się tu zmieniło, pod oknem nadal stała zielona choinka ale towarzyszyło jej sześć innych, takich jak Lucy a w śród nich była może i sama Lucy.
- Miałaś rację, te choinki też zasługują na spełnienie swojej świątecznej misji. - Powiedział Lola ze skruszoną miną, Gwen podeszła do niej i mocno ją przytuliła.
- Dziękuje, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie.
Liam
Po kupieniu choinki Liam pomógł Louisowi zanieść ją do domu po czym sam udał się na zakupy, miał już prezent dla Loli i Nialla ale co miał kupić reszcie. Po wczorajszym opieprzu który dostał od Loli że faktycznie to dziwne że nie kupuje wszystkim przyjaciołom prezentów świątecznych, teraz postanowił kupić wszystkim, nawet Mii której nie będzie dzisiaj razem z nimi. Kupno prezentu dla Amerykanki było łatwe, wystarczył sweter z firmową metką lub biżuteria i dziewczyna już powinna być w siódmym niebie, z Gwendolyn było trudniej. Wszystko co zostało zrobione przez chińskie dzieci lub innych źle traktowanych pracowników(niewolników jak to ona mówiła) odpadało, na szczęście Liam znał sklep gdzie starsza pani sprzedawała własnoręcznie robione szale, czapki, rękawiczki, drewniane figurki robione przez jej męża i inne suweniry robione przez nich samych. Dla Louisa wybrał płytę jego ulubionego zespołu wydaną w specjalnej edycji a dla Harry'ego płytę Robbiego Williamsa. Na koniec został mu Zayn, mieszkał z chłopakiem już na tyle długo żeby wiedzieć że chłopak lubi motocykle, swoją skórzaną kurtkę i seks z nowo poznanymi ludźmi. W ciągu tego miesiąca Liam już trzy razy był świadkiem jak Zayn wracał po imprezie w towarzystwie jakiejś nowej dziwki. Przestań! Nie powinno cię interesować jego życie seksualne! Zganiał sam siebie w myślach. Powinienem mu kupić dmuchaną lalę w kasku wtedy dałbym mu jego trzy ulubione rzeczy. W końcu zdecydował się jednak na sam kask, ten Zayna był już mocno zniszczony i po prostu brzydki a ten czarny matowy który Liam dla niego wybrał powinien przypaść mu do gustu. Na koniec wybrał się do jubilera po prezent dla Mii.
- Pomóc w czymś? - Zapytała ekspedientka gdy Liam zatrzymał się przy półce z kolczykami.
- Szukam kolczyków. - Powiedział spoglądając na dziewczynę, była ładna, nawet bardzo ładna. Brunetka o niebieskich oczach i jasnej cerze była zupełnym przeciwieństwem Kelly. Pomalowane na krwistoczerwony usta złożone były w firmowy uśmiech który zmienił się w prawdziwy, jakże piękny uśmiech gdy ich oczy się spotkały.
- Dla dziewczyny?
- Nie! - Zaprzeczył gwałtownie, może nawet gwałtowniej niż by wypadało. - Dla siostry. - Skłamał bo wydawało mu się że gdyby powiedział że dla przyjaciółki to zabrzmiałoby to jak ''jeszcze NIE dziewczyny''.
- Wiszące, złote, srebrne? - Dopytywała dziewczyna.
- Tanie. Nie lubię jej za bardzo więc mogą być najtańsze jakie macie.
- Jest pan zabawny. - Powiedziała uroczo chichocząc.
- Liam, nie lubię jak ktoś mówi mi na pan.
- Dobrze niech będzie Liam, Hannah, miło mi. - Uścisnęli sobie dłonie nie przestając się uśmiechać. - A więc najtańsze jakie mamy.
- Dobra niech będą drugie najtańsze, są święta więc mogę być dla niej trochę milszy.
Hannah wybrała w końcu drugie najtańsze, które i tak były droższe niżby chciał. Podeszli do kasy gdzie zapakowała kolczyki w małe niebieskie pudełeczko.
- Mógłbym prosić o jeszcze jedną rzecz?
- Oczywiście.
- Dałabyś mi swój numer? - Zapytał patrząc jej się prosto w oczy, chyba wieki minęły odkąd ostatnio podrywał dziewczynę i czuł się teraz jak idiota ale miał nadzieje że tak nie wygląda.
- Zawsze podrywasz sprzedawców kolczyków? - Zapytała drocząc się z nim ale i tak widział że pod ladą sięga po kartkę.
- Nie, wcześniej pracował tutaj taki stary, brzydki facet.
- To mój ojciec. - Powiedziała z poważną miną.
- Ale jakże uroczy starszy pan, tak naprawdę był bardzo przystojny, zawsze nazywam ładniejszych od siebie brzydkimi. - Idiota, idiota, idiota.
- Żartowałam, no już nie czerwień się tak. - Podała mu karteczkę z numerem, zera wyglądały jak serduszka i Liam stwierdził że ma bardzo ładne pismo.
- Do zobaczenia. - Pożegnał się i wyszedł ze sklepu uśmiechając się szeroko, tego mu było trzeba po tym całym niby zauroczeniu w Zaynie, od początku wiedział że to była tylko chwilowa fascynacja nowo poznaną osobą a Hannah była osobą z którą mógłby zacząć nowy rozdział w swoim życiu.
Harry
Kolacja miała rozpocząć się równo o siódmej, więc teraz pół godziny przed każdy zajął się sobą. Harry po całym dniu spędzonym przy garach, śmierdział jedzeniem więc musiał wziąć prysznic. Po piętnastu minutach był już gotowy do wyjścia i to był chyba jego rekord w wyszykowaniu się.
Prezenty dla przyjaciół już od rana leżały pod choinką więc wychodząc z mieszkania wziął tylko telefon. Na klatce schodowej spotkał osobę którą najmniej się spodziewał tutaj spotkać.
- Mia, co ty tutaj robisz? - Zapytał zdziwiony, dziewczyna siedziała skulona na schodach.
- Tacie coś wypadło i nie mógł jechać. - Powiedziała pociągając nosem, chodź próbowała to ukryć to po jej oczach widać było że płakała.
- Och tak mi przykro. - Usiadł obok niej i objął ją ramieniem.
- Nie musi ci być przykro, przecież to nie ty jesteś jego nową zdzirą która coś wymyśliła i nie pozwoliła mu jechać. - Było mu jej strasznie żal, cały dzień mówiła tylko o tym wyjeździe.
- Może naprawdę mu coś wypadło.
- Ta, kolejna operacja plastyczna księżniczki albo było jej za zimno w dupkę i zapragnęła wyjazdu do ciepłych krajów tylko we dwójkę. W zeszłym roku też tak było, przyzwyczaiłam się. - Pociągnęła nosem a kilka łez spłynęło w dół po jej policzkach.
- Ej nie płacz. - Chwycił jej głowę w obie ręce i kciukami starł spod jej oczu rozmazany makijaż.
- Ja nigdy nie płaczę!
- No to nie poć się oczami bo cała się rozmażesz. - Uśmiechnął się do niej ciepło a Mia odwzajemniła się własnym krzywym uśmiechem.
- Znajdzie się u was miejsce dla niespodziewanego gościa?
- Zawsze.
Wstali z miejsca i po chwili gdy Mia poprawiła makijaż weszli do mieszkania dziewczyn. Wszyscy byli zaskoczeni z obecności Mii ale nic na to nie powiedzieli. O siódmej tak jak było to umówione, zasiedli do kolacji. Stół był zastawiony jedzeniem, zrobili chyba wszystkie tradycyjne potrawy z Anglii i Irlandii a także kilka potraw wegetariańskich dla Gwendolyn i chyba po raz pierwszy Szkotka nie narzekała że wszyscy jedzą mięso zamiast warzyw. Harry zjadł tylko kawałek indyka i kilka pieczonych ziemniaków i już był pełen, zmusił się jednak do zjedzenia jeszcze wędzonego łososia i kawałka świątecznego puddingu.
Gdy wszyscy się już najedli przyszła kolej na prezenty, od Gwendolyn Harry dostał książkę ''Od zera do milionera'' którą dziewczyna wręczyła mu z zadowolonym wrednym uśmieszkiem, na szczęście Harry też postanowił zrobić jej żart i kupił jej książkę kucharską o nazwie ''Tysiące przepisów na dania mięsne''. Od Liama dostał płytę, a od Zayna zdjęcie Robina Williamsa, co też było żartem bo kiedyś gdy Harry chciał mu powiedzieć że jego ulubionym piosenkarzem jest Robbie Williams, przypadkowo powiedział Robin i od tego czasu co roku dostawał od Malika zdjęcie aktora z napisem ''Dla mojego największego fana Robbie Williams''. Od Mii dostał bawełniany sweter a od Loli i Nialla czapkę i szalik. Jednak najlepszy prezent był od Louisa. Tomlinson nie położył go pod choinką tak jak reszta tylko ukrył w schowku w mieszkaniu dziewczyn. Gdy wyszedł z pokoiku z gitarą w ręce Harry aż poderwał się z miejsca i podbiegł do niego.
- O Jezu. - Wyszeptał podekscytowany.
- Żebyś znowu mógł kupować sobie jedzenie. - Powiedział Louis wręczając mu instrument.
- Ale skąd wiedziałeś?
- Zgadłem. - Louis uśmiechnął się do niego szeroko i Harry miał straszną ochotę żeby go pocałować.
- Dziękuje. - Powiedział jednak i tylko go uścisnął.
- Ej! Stoicie pod jemiołą. - Krzyknęła Gwendolyn z drugiego końca pokoju. - No dalej, pocałujcie się.
Chłopcy spojrzeli na siebie, Louis cały się zarumienił i Harry czuł że on też jest cały czerwony, w końcu jednak namówieni skandowaniem przyjaciół ''Gorzko, gorzko!'' cmoknęli się szybko w usta.
- To ma być pocałunek, gdy ja z Mią tam stałam to musiałyśmy pójść na całość. - Jęknęła Gwen wspominając sytuację z dzisiejszego ranka gdy przypadkowo stanęły razem pod jemiołą i musiały się pocałować i ku uciesze chłopaków robiły to długo i z języczkiem.
- Mus to mus. - Powiedział Louis i po sekundzie złączył ich usta w długim i czułym pocałunku.
- Mało, mało! - Wołali przyjaciele gdy pocałunek dobiegł końca. Jeszcze! Wołał Harry w myślach jednak Louis wrócił już na swoje miejsce i loczek żeby nie wyglądać żałośnie zrobił to samo.
Resztę wieczoru spędzili w salonie, pijąc Whiskey i oglądając świąteczne filmy. Koło północy gdy Zayn wyszedł na balkon na papierosa, Liam poszedł do toalety, po chwili Harry kątem oka zobaczył że chłopcy stoją pod jemiołą w tym samym miejscu co parę godzin temu Harry z Louisem. Gdy loczek chciał już wykrzyczeć że to teraz oni muszą się pocałować, Zayn wyręczył go składając krótki pocałunek na ustach Payna.
No i jest 4 rozdział, i jak wrażenia po tych wszystkich pocałunkach? Do wakacji mam zamiar dojść do 10 rozdziału i zakończyć tym pierwszy ''sezon'' tego opowiadania, mam nadzieje że mi się to uda bo pozostało już niewiele czasu a ja nawet w połowie nie jestem. Dobra nie mam jakoś weny na tą notkę podrozdziłową to napiszę jeszcze tylko że dodaje nową zakładkę o nazwie ''postacie poboczne'' i będę tam dodawać zdjęcia postaci które będą się pojawiać w trakcie pisania, nie będą to jacyś główni bohaterowie ale tacy którzy zagoszczą tutaj na trochę dłużej, więc na razie możecie zobaczyć jak wygląda Hannah. Dobra to tyle i już dodaję. Czytajcie, KOMENTUJCIE, uczcie się i jedzcie co najmniej 5 posiłków dziennie. Kocham was ;*** pa pa pa
Prezenty dla przyjaciół już od rana leżały pod choinką więc wychodząc z mieszkania wziął tylko telefon. Na klatce schodowej spotkał osobę którą najmniej się spodziewał tutaj spotkać.
- Mia, co ty tutaj robisz? - Zapytał zdziwiony, dziewczyna siedziała skulona na schodach.
- Tacie coś wypadło i nie mógł jechać. - Powiedziała pociągając nosem, chodź próbowała to ukryć to po jej oczach widać było że płakała.
- Och tak mi przykro. - Usiadł obok niej i objął ją ramieniem.
- Nie musi ci być przykro, przecież to nie ty jesteś jego nową zdzirą która coś wymyśliła i nie pozwoliła mu jechać. - Było mu jej strasznie żal, cały dzień mówiła tylko o tym wyjeździe.
- Może naprawdę mu coś wypadło.
- Ta, kolejna operacja plastyczna księżniczki albo było jej za zimno w dupkę i zapragnęła wyjazdu do ciepłych krajów tylko we dwójkę. W zeszłym roku też tak było, przyzwyczaiłam się. - Pociągnęła nosem a kilka łez spłynęło w dół po jej policzkach.
- Ej nie płacz. - Chwycił jej głowę w obie ręce i kciukami starł spod jej oczu rozmazany makijaż.
- Ja nigdy nie płaczę!
- No to nie poć się oczami bo cała się rozmażesz. - Uśmiechnął się do niej ciepło a Mia odwzajemniła się własnym krzywym uśmiechem.
- Znajdzie się u was miejsce dla niespodziewanego gościa?
- Zawsze.
Wstali z miejsca i po chwili gdy Mia poprawiła makijaż weszli do mieszkania dziewczyn. Wszyscy byli zaskoczeni z obecności Mii ale nic na to nie powiedzieli. O siódmej tak jak było to umówione, zasiedli do kolacji. Stół był zastawiony jedzeniem, zrobili chyba wszystkie tradycyjne potrawy z Anglii i Irlandii a także kilka potraw wegetariańskich dla Gwendolyn i chyba po raz pierwszy Szkotka nie narzekała że wszyscy jedzą mięso zamiast warzyw. Harry zjadł tylko kawałek indyka i kilka pieczonych ziemniaków i już był pełen, zmusił się jednak do zjedzenia jeszcze wędzonego łososia i kawałka świątecznego puddingu.
Gdy wszyscy się już najedli przyszła kolej na prezenty, od Gwendolyn Harry dostał książkę ''Od zera do milionera'' którą dziewczyna wręczyła mu z zadowolonym wrednym uśmieszkiem, na szczęście Harry też postanowił zrobić jej żart i kupił jej książkę kucharską o nazwie ''Tysiące przepisów na dania mięsne''. Od Liama dostał płytę, a od Zayna zdjęcie Robina Williamsa, co też było żartem bo kiedyś gdy Harry chciał mu powiedzieć że jego ulubionym piosenkarzem jest Robbie Williams, przypadkowo powiedział Robin i od tego czasu co roku dostawał od Malika zdjęcie aktora z napisem ''Dla mojego największego fana Robbie Williams''. Od Mii dostał bawełniany sweter a od Loli i Nialla czapkę i szalik. Jednak najlepszy prezent był od Louisa. Tomlinson nie położył go pod choinką tak jak reszta tylko ukrył w schowku w mieszkaniu dziewczyn. Gdy wyszedł z pokoiku z gitarą w ręce Harry aż poderwał się z miejsca i podbiegł do niego.
- O Jezu. - Wyszeptał podekscytowany.
- Żebyś znowu mógł kupować sobie jedzenie. - Powiedział Louis wręczając mu instrument.
- Ale skąd wiedziałeś?
- Zgadłem. - Louis uśmiechnął się do niego szeroko i Harry miał straszną ochotę żeby go pocałować.
- Dziękuje. - Powiedział jednak i tylko go uścisnął.
- Ej! Stoicie pod jemiołą. - Krzyknęła Gwendolyn z drugiego końca pokoju. - No dalej, pocałujcie się.
Chłopcy spojrzeli na siebie, Louis cały się zarumienił i Harry czuł że on też jest cały czerwony, w końcu jednak namówieni skandowaniem przyjaciół ''Gorzko, gorzko!'' cmoknęli się szybko w usta.
- To ma być pocałunek, gdy ja z Mią tam stałam to musiałyśmy pójść na całość. - Jęknęła Gwen wspominając sytuację z dzisiejszego ranka gdy przypadkowo stanęły razem pod jemiołą i musiały się pocałować i ku uciesze chłopaków robiły to długo i z języczkiem.
- Mus to mus. - Powiedział Louis i po sekundzie złączył ich usta w długim i czułym pocałunku.
- Mało, mało! - Wołali przyjaciele gdy pocałunek dobiegł końca. Jeszcze! Wołał Harry w myślach jednak Louis wrócił już na swoje miejsce i loczek żeby nie wyglądać żałośnie zrobił to samo.
Resztę wieczoru spędzili w salonie, pijąc Whiskey i oglądając świąteczne filmy. Koło północy gdy Zayn wyszedł na balkon na papierosa, Liam poszedł do toalety, po chwili Harry kątem oka zobaczył że chłopcy stoją pod jemiołą w tym samym miejscu co parę godzin temu Harry z Louisem. Gdy loczek chciał już wykrzyczeć że to teraz oni muszą się pocałować, Zayn wyręczył go składając krótki pocałunek na ustach Payna.
No i jest 4 rozdział, i jak wrażenia po tych wszystkich pocałunkach? Do wakacji mam zamiar dojść do 10 rozdziału i zakończyć tym pierwszy ''sezon'' tego opowiadania, mam nadzieje że mi się to uda bo pozostało już niewiele czasu a ja nawet w połowie nie jestem. Dobra nie mam jakoś weny na tą notkę podrozdziłową to napiszę jeszcze tylko że dodaje nową zakładkę o nazwie ''postacie poboczne'' i będę tam dodawać zdjęcia postaci które będą się pojawiać w trakcie pisania, nie będą to jacyś główni bohaterowie ale tacy którzy zagoszczą tutaj na trochę dłużej, więc na razie możecie zobaczyć jak wygląda Hannah. Dobra to tyle i już dodaję. Czytajcie, KOMENTUJCIE, uczcie się i jedzcie co najmniej 5 posiłków dziennie. Kocham was ;*** pa pa pa
mmm, tyle pocałunków w tym rozdziale.. i od razu dzięki za chwilową poprawę humoru, trochę się pośmiałam przy tym rozdziale :D
OdpowiedzUsuńnie mogę się za bardzo rozpisywać, bo nawet nie korzystam ze swojego laptopa czytając Twój nowy rozdział, ugh
tylko dziesięć rozdziałów do wakacji?! może to jakoś przetrwam.. :D
ily x @alice13belieber