Harry
Harry'emu jako człowiekowi który nigdy nie zaznał pracy i ciut rozpieszczonemu jako jedyne dziecko rodziców, bardzo trudno było nagle zacząć od nowa, bez pieniędzy taty, lecz skoro to było cenną jaką musiał zapłacić za wolność to postanowił to zrobić z uśmiechem na ustach.
Harry wywodzi się z rodziny gdzie zawód prawnika pojawiał się od pokoleń. Tata prawnik, dziadek prawnik, czasami Harry zastanawiał się czy jego praprzodek nie był czasami prototypem prawnika w prehistorii, więc gdy Harry postanowił nagle przerwać tą rodzinną tradycję jego rodzice się wściekli i kazali żyć mu na własną rękę, ale nie wyrzekli się go. Powiedzieli że zawsze może wrócić lecz to wiązało się z powrotem na studia.
Sytuacja w rodzinie Zayna była inna. Zayn buntował się od zawsze, ojciec trzymał jego i jego rodzeństwo twardą ręką choć nigdy ich nie uderzył, nauka była dla niego najważniejsza, lecz nie dla Zayna. Jego ojciec co chwilę musiał chodzić do szkoły żeby wysłuchiwać skarg na syna który przychodził do szkoły rzadko a gdy już się zjawił to zachowywał się skandalicznie. Wiele razy uciekał też z domu, zazwyczaj wracał po tygodniu ale mówi że najdłuższy jego rekord to cztery miesiące, w końcu jednak się uspokoił, jakimś cudem zdał na studia i rodzice w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Lecz nie na długo. Po rzuceniu studiów po między ojcem a synem wybuchła prawdziwa wojna i dopiero teraz, po pół roku zaczynały się pojawiać pierwsze oznaki rozejmu, choć droga do upragnionego przez resztę ich rodziny pokoju nadal była długa.
- Czy to było już ostatnie pudło? - Zapytał Zayn składając karton.
- Tak, oficjalnie jesteśmy wprowadzeni. - Oświadczył Harry z satysfakcjonującym uśmiechem.
Pokój w mieszkaniu Louisa i Nialla był niemal większy od studia które wynajmował z Zaynem. Mieściło się w nim łóżko, jedna duża i jedna mniejsza szafa, biurko i trzy półki które szybko zostały zastawione pamiątkami z podróży które chłopcy odbyli gdy jeszcze żyli na koszt rodziców. Dzielenie łóżka było dla nich mniejszym problemem niż podział szaf i półek. Ciuchy Harry'ego zajęły większą część szaf ale za to pamiątki Zayna zajęły prawie dwie półki. Kłóciliby się do późnej nocy o podział miejsca jednak w końcu Zayn stwierdził że skoro i tak się nie uczą to biurko nie jest im potrzebne i to tam ustawił swoją kolekcję fajek wodnych w różnych kształtach, zakupionych w Amsterdamie.
Gdy Zayn wyszedł wyrzucić puste kartonowe pudła i przy okazji zapalić, Harry rozłożył się na szerokim łóżku zostawionym tu przez Liama i zaczął rozglądać się po pokoju.
Nie wie kto wpadł na pomysł pomalowania ścian w tym pokoju na granatowo, przez dwa niewielkie okna do pokoju dostawało się bardzo mało światła, zwłaszcza że okna wychodziły na inną kamienicę, pokój spowity był przez to w lekkim półmroku ale Harry wiedział już jak temu zaradzić. Powiesi lampki choinkowe pod sufitem, gdy tylko je kupi, gdy tylko na nie zarobi, choć może nie był to aż taki dobry pomysł. Gdy tylko Zayn zobaczy jego lampki to najpierw wywróci oczami a potem zapyta się skąd czerpie taki durnowate pomysły, tak samo jak zrobił to gdy Harry porozwieszał kryształki w ich poprzednim mieszkaniu. Może przynajmniej Louisowi się spodobają. Pomyślał i jak na zawołanie nagle do jego drzwi ktoś zapukał.
- Mogę wejść? - Zapytał szatyn wychylając się za drzwi.
- Jasne, chodź. - Odpowiedział Harry siadając po turecku, Louis wszedł do pokoju, rozejrzał się a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ładnie tu, ale strasznie ciemno. Mówiłem Liamowi żeby te dwie ściany pomalował na jaśniejszy kolor. - Wskazał palcem na ścianę z oknami i przeciwległą do niej ścianę z drzwiami.
- Chcę tu zawiesić lampki to może będzie trochę jaśniej.
- Fajny pomysł, moja siostra zrobiła tak ostatnio w swoim pokoju. - Harry zauważył że Louis próbuje patrzeć się wszędzie tylko nie na niego, gdy zaczął się zastanawiać dlaczego nie chcę na niego spojrzeć, przypomniał sobie że nie ma na sobie spodni które zdjął gdy Zayn przypadkowo wylał na nie jedną ze swych farb.
- O masz siostrę? Ile ma lat? - Zapytał Harry dyskretnie przykrywając się kocem.
- Mam pięć sióstr - uśmiechnął się mówiąc o nich - jedna ma szesnaście lat, dwie czternaście, potem znowu jedna dziesięć i jedna siedem.
- Same dziewczyny, żadnego brata? - Zapytał z niedowierzaniem Harry, Zayn ma w domu dwie siostry i brata i zawsze mówił że to już była masakra a co dopiero z czterema.
- Tata mówił że będzie próbował tak długo dopóki nie będzie miał drugiego syna ale po Shiloh* postanowił dać sobie spokój.
- Shiloh? Bardzo oryginalne imię. - Zauważył Harry.
- Ta, ona urodziła się w nocy z szóstego na siódmego kwietnia i podczas porodu wystąpiły komplikacje więc była to prawdziwa bitwa dla mamy i mój ojciec który jest nauczycielem historii i studiował w Ameryce, przypomniał sobie że w czasie wojny secesyjnej w USA była bitwa stoczona pod Shiloh więc nazwał córkę Shiloh. - Wzruszył ramionami, Harry naprawdę bardzo mocno musiał się skupić się na tym co mówi Louis a nie na sposobie jak to mówi, już sam jego wygląd zabierał pięćdziesiąt procent jego uwagi, głos Louisa chciał zabrać drugie tyle ale na szczęście Harry zdołał wydobyć z tego z jakieś dwadzieścia pięć procent żeby dokładnie zapamiętać o czym opowiadał współlokator.
- A jak ma na imię reszta twoich sióstr?
- Najstarsza Bess, bliźniaczki Melanie i Elaine no i Magali. - Louis przysiadł na krawędzi łóżka.
- A te imiona mają jakieś znaczenie?
- Nie powiem ci bo weźmiesz moją rodzinę za rodzinę dziwaków. - Zaśmiał się Louis i Harry nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu.
- No powiedz, powiedziałeś A to trzeba też powiedzieć B.
- Bess to coś z królową, Melanie to coś z ciemnością a Elaine z jasnością, wiesz żeby bliźniaczki się dopełniały, a Magali to ponoć perła. - Harry patrzył się na niego z jeszcze bardziej rozbawioną miną. - Wiedziałem że będziesz się śmiać.
- Ale ja się nie śmieję z tych imion! - Zaprotestował szybko. - Po prostu jest Bess, Melanie, Elaine, Magali, Shiloh i ty, Louis, taki normalny. - Harry zaśmiał się głośno a Louis razem z nim.
- Och już wolę odstawać od nich trochę niż nazywać się Earl, albo co gorsza Pearl, co byś wtedy zrobił.
- Nazywałbym cię perełką.
Shiloh*- wymawia się Szilo a przynajmniej ja tak wymawiam, to imię przyszło mi do głowy od tak a po wpisaniu w Google okazało się że córka Angeliny Jolie też ma tak na imię, a także to jakieś miasto w USA pod którym odbyła się jakaś bitwa podczas wojny secesyjnej.
No siemanko, a więc jest drugi rozdział z którego zakończenia chce mi się śmiać bo pisze je na szybko bo już właściwie muszę iść zrobić obiad więc notka będzie krótka. Dedykuje ten rozdział belgijskim kierowcą autobusów którzy dzisiaj strajkowali i dzięki temu mogłam spędzić ten dzień na pisaniu tego rozdziału i dedykuję go też +Alice13Rose zdrowiej mi w tym szpitalu! Kocham was wszystkich a teraz już lecę pa pa <3
Harry wywodzi się z rodziny gdzie zawód prawnika pojawiał się od pokoleń. Tata prawnik, dziadek prawnik, czasami Harry zastanawiał się czy jego praprzodek nie był czasami prototypem prawnika w prehistorii, więc gdy Harry postanowił nagle przerwać tą rodzinną tradycję jego rodzice się wściekli i kazali żyć mu na własną rękę, ale nie wyrzekli się go. Powiedzieli że zawsze może wrócić lecz to wiązało się z powrotem na studia.
Sytuacja w rodzinie Zayna była inna. Zayn buntował się od zawsze, ojciec trzymał jego i jego rodzeństwo twardą ręką choć nigdy ich nie uderzył, nauka była dla niego najważniejsza, lecz nie dla Zayna. Jego ojciec co chwilę musiał chodzić do szkoły żeby wysłuchiwać skarg na syna który przychodził do szkoły rzadko a gdy już się zjawił to zachowywał się skandalicznie. Wiele razy uciekał też z domu, zazwyczaj wracał po tygodniu ale mówi że najdłuższy jego rekord to cztery miesiące, w końcu jednak się uspokoił, jakimś cudem zdał na studia i rodzice w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Lecz nie na długo. Po rzuceniu studiów po między ojcem a synem wybuchła prawdziwa wojna i dopiero teraz, po pół roku zaczynały się pojawiać pierwsze oznaki rozejmu, choć droga do upragnionego przez resztę ich rodziny pokoju nadal była długa.
- Czy to było już ostatnie pudło? - Zapytał Zayn składając karton.
- Tak, oficjalnie jesteśmy wprowadzeni. - Oświadczył Harry z satysfakcjonującym uśmiechem.
Pokój w mieszkaniu Louisa i Nialla był niemal większy od studia które wynajmował z Zaynem. Mieściło się w nim łóżko, jedna duża i jedna mniejsza szafa, biurko i trzy półki które szybko zostały zastawione pamiątkami z podróży które chłopcy odbyli gdy jeszcze żyli na koszt rodziców. Dzielenie łóżka było dla nich mniejszym problemem niż podział szaf i półek. Ciuchy Harry'ego zajęły większą część szaf ale za to pamiątki Zayna zajęły prawie dwie półki. Kłóciliby się do późnej nocy o podział miejsca jednak w końcu Zayn stwierdził że skoro i tak się nie uczą to biurko nie jest im potrzebne i to tam ustawił swoją kolekcję fajek wodnych w różnych kształtach, zakupionych w Amsterdamie.
Gdy Zayn wyszedł wyrzucić puste kartonowe pudła i przy okazji zapalić, Harry rozłożył się na szerokim łóżku zostawionym tu przez Liama i zaczął rozglądać się po pokoju.
Nie wie kto wpadł na pomysł pomalowania ścian w tym pokoju na granatowo, przez dwa niewielkie okna do pokoju dostawało się bardzo mało światła, zwłaszcza że okna wychodziły na inną kamienicę, pokój spowity był przez to w lekkim półmroku ale Harry wiedział już jak temu zaradzić. Powiesi lampki choinkowe pod sufitem, gdy tylko je kupi, gdy tylko na nie zarobi, choć może nie był to aż taki dobry pomysł. Gdy tylko Zayn zobaczy jego lampki to najpierw wywróci oczami a potem zapyta się skąd czerpie taki durnowate pomysły, tak samo jak zrobił to gdy Harry porozwieszał kryształki w ich poprzednim mieszkaniu. Może przynajmniej Louisowi się spodobają. Pomyślał i jak na zawołanie nagle do jego drzwi ktoś zapukał.
- Mogę wejść? - Zapytał szatyn wychylając się za drzwi.
- Jasne, chodź. - Odpowiedział Harry siadając po turecku, Louis wszedł do pokoju, rozejrzał się a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ładnie tu, ale strasznie ciemno. Mówiłem Liamowi żeby te dwie ściany pomalował na jaśniejszy kolor. - Wskazał palcem na ścianę z oknami i przeciwległą do niej ścianę z drzwiami.
- Chcę tu zawiesić lampki to może będzie trochę jaśniej.
- Fajny pomysł, moja siostra zrobiła tak ostatnio w swoim pokoju. - Harry zauważył że Louis próbuje patrzeć się wszędzie tylko nie na niego, gdy zaczął się zastanawiać dlaczego nie chcę na niego spojrzeć, przypomniał sobie że nie ma na sobie spodni które zdjął gdy Zayn przypadkowo wylał na nie jedną ze swych farb.
- O masz siostrę? Ile ma lat? - Zapytał Harry dyskretnie przykrywając się kocem.
- Mam pięć sióstr - uśmiechnął się mówiąc o nich - jedna ma szesnaście lat, dwie czternaście, potem znowu jedna dziesięć i jedna siedem.
- Same dziewczyny, żadnego brata? - Zapytał z niedowierzaniem Harry, Zayn ma w domu dwie siostry i brata i zawsze mówił że to już była masakra a co dopiero z czterema.
- Tata mówił że będzie próbował tak długo dopóki nie będzie miał drugiego syna ale po Shiloh* postanowił dać sobie spokój.
- Shiloh? Bardzo oryginalne imię. - Zauważył Harry.
- Ta, ona urodziła się w nocy z szóstego na siódmego kwietnia i podczas porodu wystąpiły komplikacje więc była to prawdziwa bitwa dla mamy i mój ojciec który jest nauczycielem historii i studiował w Ameryce, przypomniał sobie że w czasie wojny secesyjnej w USA była bitwa stoczona pod Shiloh więc nazwał córkę Shiloh. - Wzruszył ramionami, Harry naprawdę bardzo mocno musiał się skupić się na tym co mówi Louis a nie na sposobie jak to mówi, już sam jego wygląd zabierał pięćdziesiąt procent jego uwagi, głos Louisa chciał zabrać drugie tyle ale na szczęście Harry zdołał wydobyć z tego z jakieś dwadzieścia pięć procent żeby dokładnie zapamiętać o czym opowiadał współlokator.
- A jak ma na imię reszta twoich sióstr?
- Najstarsza Bess, bliźniaczki Melanie i Elaine no i Magali. - Louis przysiadł na krawędzi łóżka.
- A te imiona mają jakieś znaczenie?
- Nie powiem ci bo weźmiesz moją rodzinę za rodzinę dziwaków. - Zaśmiał się Louis i Harry nie mógł nie odwzajemnić uśmiechu.
- No powiedz, powiedziałeś A to trzeba też powiedzieć B.
- Bess to coś z królową, Melanie to coś z ciemnością a Elaine z jasnością, wiesz żeby bliźniaczki się dopełniały, a Magali to ponoć perła. - Harry patrzył się na niego z jeszcze bardziej rozbawioną miną. - Wiedziałem że będziesz się śmiać.
- Ale ja się nie śmieję z tych imion! - Zaprotestował szybko. - Po prostu jest Bess, Melanie, Elaine, Magali, Shiloh i ty, Louis, taki normalny. - Harry zaśmiał się głośno a Louis razem z nim.
- Och już wolę odstawać od nich trochę niż nazywać się Earl, albo co gorsza Pearl, co byś wtedy zrobił.
- Nazywałbym cię perełką.
5 Grudzień 2013
Liam
Kelly bardzo dobrze wiedziała że tego dnia Liam cały dzień spędzi na dokańczaniu projektu który jutro musi oddać klientowi, mimo to właśnie tego dnia postanowiła przyjść po swoje rzeczy. Po zerwaniu z dziewczyną to Liam chciał się wyprowadzić, wynajęli to mieszkanie razem a że to on z nią zerwał to chciał żeby ona je zachowała, ale Kelly odmówiła mu używając kilku niecenzuralnych słów. Liam chciał rozstać się w przyjaźni, jeżeli w ogóle tak idzie zrywając z dziewczyną z dnia na dzień tydzień po tym jak wprowadzili się do mieszkania w którym mieli budować wspólną przyszłość, ale teraz chłopak już sobie nie wyobrażał żeby miał spędzić z Kelly resztę życia. Nie pasowali do siebie, co Lola wiele razy mu powtarzała ale on nie chciał jej słuchać. Więc co się stało że nagle to zauważył?
- Mam przynajmniej nadzieje że jest ładna. - Powiedziała Kelly wtaczając do salonu ostatnią walizkę, Liam chciał jej pomóc ale ona nie chciała jego pomocy.
- Już ci mówiłem że nie ma żadnej innej dziewczyny. - Jęknął chłopak.
- To na pewno Mia, zgadłam tak? Wiedziałam, ta dziwka zawsze chciała mi ciebie zabrać.
- Dość tego! - Warknął Liam wstając za biurka, podszedł do dziewczyny i złapał ją za ramię a jej walizkę wziął w drugą rękę. - Możesz mnie wyzywać od najgorszych ale nie moich przyjaciół. - Wypchnął ją za drzwi.
- A więc kim ona jest? - Zapytała dziewczyna ze łzami w oczach i Liamowi zrobiło się głupio że tak brutalnie ją potraktował.
- To nie ona. - Powiedział po czym zatrzasnął przed Kelly drzwi, zostawiając ją z odpowiedzią która właściwie na nic nie odpowiadała.
Liam próbował sobie wmówić że sam nie wie jaki był powód ich zerwania, lecz jakaś część jego jaźni wiedziała to doskonale. Wszystko zaczęło się w piątek i może gdyby nie ich kłótnia to wszystko potoczyłoby się inaczej. A więc w piątek Liam i Kelly pokłócili się tak jak chyba jeszcze nigdy i już wtedy pomyślał sobie czy czasami nie zakończyć ich związku ale ostatecznie nie zdobył się na to. Wieczorem po pracy poszedł na piwo z przyjaciółmi tak jak robił to co weekend, do pubu do którego chodził już od pięciu lat i nawet nie spodziewał się że to tam wszystko się zmieni, ale się zmieniło bo to tam poznał jego. Nie, stop! Ciągle próbował temu zaprzeczyć, przecież nie jest gejem, nigdy nie był, nie podobają mu się faceci a idąc ulicą ogląda się czasami za dziewczynami ale nigdy nie za chłopakami. Może tylko raz pomyślał o tym jakby to było z chłopakami, wtedy gdy poznał Louisa i dowiedział się że chłopak jest gejem, ale od tego czasu minęło już pięć lat i chłopak więcej już o tym nie myślał, aż do teraz. Lecz w tym chłopaku było to coś co kazało Liamowi zastanowić się czy na pewno jest w stu procentach hetero, ten jego ponury wyraz twarzy który w jednej chwili potrafił rozpromienić najpiękniejszy uśmiech na świecie, ciemnobrązowe oczy wpatrujące się w ciebie jakby znały wszystkie twoje myśli, oliwkowa cera i kruczoczarne włosy i jeszcze to imię, Zayn. Liam nigdy przedtem nie słyszał takiego imienia a brzmiało ono pięknie. I gdy już Liam zdołał to sobie wszystko poukładać w głowie, gdy wmówił sobie że to wszystko efekt whisky i że pewnie już więcej nie zobaczy Zayna a nawet jeśli to tylko przelotnie w ''Zielonym Patryku'' wtedy właśnie Louis zaproponował jemu i Harry'emu zamieszkanie w starym pokoju Liama.
- Kurwa. - Westchnął siadając z powrotem za stołem kreślarskim, musi wyrzucić z głowy wszystkie myśli o Zaynie, Kelly i wszystkim innym, na jutro ma plan domu do oddania i na tym musi się skupić przynajmniej do końca dnia a resztą zajmie się później.
Lola
- Mogę cię o coś zapytać? - Zapytała Gwendolyn jeżdżąc mopem po brudnej podłodze, poprzedni właściciel zostawił tutaj niezły bałagan i Lola uznała że najpierw trzeba tutaj posprzątać nim w ogóle zacznie myśleć co dalej.
- No jasne.
- Skąd właściwie wzięłaś pieniądze na to wszystko, no wiem że wzięłaś kredyt no ale chyba musiałaś mieć jakąś sumę na wkład własny? - Mycie tłustej podłogi w kuchni było najtrudniejszym zadaniem, wydawać by się mogło że ktoś wylał tutaj garnek oleju.
- Pożyczyłam od babci pięćdziesiąt tysięcy ale ona powiedziała że nie muszę się spieszyć z oddaniem. - Lola nachyliła się żeby wydżemnąć mop który był tak tłusty że będzie go musiała wyrzucić.
- A skąd twoja babcia miała tyle pieniędzy?
- Ma odłożone na pogrzeb więc już wiesz dlaczego nie muszę się spieszyć z oddaniem jej. - Roześmiała się a Gwen jej zawtórowała.
- Z czego się śmiejecie? - Zapytał Niall wchodząc do kuchni z wiadrem brudnej wody.
- Z pogrzebu mojej babci. - Powiedziała Lola nie przestając się śmiać.
- Już boję się co będziesz robić po moim. - Powiedział Niall i wrócił na główną salę.
Sprzątanie zajęło im całe przedpołudnie, gdy już w końcu skończyli stanęli w trójkę po środku lokalu rozglądając się z satysfakcją. Lola popatrzyła na ściany na których były namalowane jakieś Chińskie znaki, praktycznie nic nie było tutaj tak jak chciała, żeby lokal choć w połowie wyglądał jak kawiarnia z jej marzeń musiałby przejść gruntowny remont.
- Kurwa. - Jęknęła nie wiedząc co dalej. - Przecież ja nie mam już prawie pieniędzy, jeśli zrobię remont to nie będzie mnie stać na resztę ale bez remontu się tu przecież nie obejdzie. - Przeraziła się. - Może jeszcze oddadzą mi pieniądze co? Posprzątałam tutaj, powinni się zgodzić.
- Ej skarbie spokojnie. - Niall podszedł i objął ją od tyłu. - Sami ją wyremontujemy, chłopaki mi pomogą i zobaczysz już niedługo będziesz tutaj podawała swoim gościom najlepszą kawę w całej Angli. - Chłopak pocałował ją w ucho.
O drugiej Niall poszedł na popołudniowe zajęcia a Lola z Gwen została w kawiarni opowiadając przyjaciółce jak chce żeby to wszystko wyglądało.
- Chce żeby ściany były zielone ale nie takie zielone jak trawa albo jabłko tylko taka zgniła zieleń, takie khaki. - Opowiadała z pasją skacząc po całym lokalu żeby pokazać gdzie co jak. - Tak chce żeby ściany były zielone i z dodatkami ciemnobrązowej drewnianej boazerii, nie wiem jakiś dąb czy coś.
- Dąb jest jasny. - Wtrąciła Gwendolyn.
- No to... - Próbowała sobie przypomnieć jakie drewno jest ciemne.
- Orzech. - Podpowiedziała jej Szkotka.
- Tak, orzech jest idealny. - Oczami wyobraźni już to wszystko widziała. - Na podłodze będzie drewniany parkiet a nie te cholerne płytki. - Podłoga w jej lokalu był żółta, brzydka i zimna, Lola chciałaby wieczorem po zamknięciu i umyciu podłogi przejść się tutaj na bosaka, a może wymyśli obowiązek ściągania butów. To było by mega. - Bar też będzie drewniany oprócz blatu oczywiście, blat będzie taki wiesz śliski. - Przetarła ręką po niewidzialnym blacie.
- A stoliki? - Zapytała Gwendolyn.
- No tu właśnie nie wiem, nie wiem czy wybrać stoliki i krzesła czy sofy. Z sofami było by tak fajnie i przytulnie ale nie zawsze wygodnie.
- To wymieszaj, kilka sof i do tego krzesła i stoliki.
- Jesteś genialna! - Blondynka rzuciła się na przyjaciółkę całując ją w policzek. - Tutaj - wskazała w stronę okna - i na środku będą sofy z ławami i może z dwa fotele a w około stoliki z krzesłami. A i jeszcze mam taki pomysł żeby ta sofa pod oknem stała na takim podwyższeniu i to podwyższenie będzie sceną na której będzie śpiewał Harry. - Gwendolyn odchrząknęła głośno. - Na zmianę z tobą oczywiście. A wiesz co będzie najlepsze?
- Co?
- Kawę będę podawać w taki mega ogromnych kubkach, takich wielkości miski do płatków. Och już nie mogę się doczekać! - Pisnęła zacierając ręce.
6 Grudzień 2013
Zayn
- Ja mogę malować ściany, mogę ci nawet na nich jakiś obrazek namalować. - Zaproponował Zayn Loli na jej prośbę o pomoc w wyremontowaniu jej kawiarni. Razem z Harry'm, Louisem i Niallem siedzieli w mieszkaniu dziewczyn jedząc śniadanie na które ich zaprosiły.
- Wystarczy tylko pomalować ale dzięki za chęci. - Blondynka uśmiechnęła się do niego promienie po czym wróciła do jedzenia płatków czekoladowych. Dziewczyna spodobała mu się od pierwszej chwili gdy ją zobaczył po czym dowiedział się że jest dziewczyną Nialla, na początku nie przeszkadzało mu to że jest zajęta i flirtował z nią ostrą ale teraz po tygodniu mieszkania z jej chłopakiem polubił go tak bardzo że teraz było mu nawet trochę głupio z tego powodu.
Resztę śniadania spędzili na planowaniu jutrzejszego dnia w którym rozpoczną remont, na razie postanowili tylko zedrzeć tapety i zamalować ściany na biało bo o reszcie nie mieli za bardzo pojęcia. Po śniadaniu Zayn musiał jechać do urzędu miasta w związku z jego niedawną przeprowadzką, a że mieszkanie Liama było po drodze do urzędu, Lola poprosiła go o podrzucenie obiadu który zrobiła dla brata.
- Nigdy nie umiał gotować a odkąd zerwał z Kelly pewnie cały czas je jakieś śmieci. - Powiedział wciskając mu w ręce reklamówkę z plastikowymi pudełeczkami. - Powiedz mu tylko żeby to sobie odgrzał i może jeść, wiesz gdzie on mieszka co nie?
- Tak. - Spakował wszystko do plecaka po czym zszedł na dół przed blok gdzie czekał na niego jego motocykl. Zima nie była najbezpieczniejszą porą na jazdę na motocyklu ale na szczęście ona jeszcze nie przyszła a dzisiejszego dnia nawet deszcz nie padał. Doprawdy nie wiedział gdzie go wstawi gdy zacznie padać śnieg, chyba wtoczy go do mieszkania albo może Lola pozwoli mu wstawić go gdzieś na tyły swojej kawiarni a jak nie to będzie musiał pojechać do Bradford choć nie chce znowu widzieć się z ojcem.
Wsiadł na maszynę i odpalił ją napawając się pięknym rykiem silnika. Po piętnastu minutach już stał pod blokiem Liama, był tu tylko raz ale na szczęście zapamiętał w której klatce mieszka Payne.
- Kto tam? - Zapytał Liam gdy Zayn zadzwonił domofonem.
- To ja Zayn, mam dla ciebie obiad.
- Zayn? - Zapytał zaskoczony i przez parę sekund nic się nie wydarzyło. - Wchodź. - Powiedział w końcu po czym mulat usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
Liam mieszka na drugim piętrze więc Zayn postanowił wejść po schodach. Gdy wszedł na drugie piętro Liam już czekał w drzwiach.
- Cześć. - Powiedział Liam wyciągając rękę do przodu, Zayn uściskał ją uśmiechając się przy tym delikatnie. - Wejdź do środka.
- Ja tylko na chwilę. - Powiedział otwierając plecak w przedpokoju, nie chciał wchodzić dalej w butach a nie chciało mu się też ich ściągać. - Lola poprosiła mnie żebym ci to dostarczył bo akurat jechałem w tą stronę.
- To ty przyjechałeś tym motorem? - Zapytał Liam biorąc od niego pudełka z jedzeniem.
- Tak. - Zayn powstrzymał się żeby nie poprawić go że mówi się motocyklem ale ludzie często popełniali ten błąd więc już się do tego przyzwyczaił, a Harry mówił tak nawet specjalnie. - Chcesz go zobaczyć?
- Jasne. - Starszy chłopak ubrał szarą bluzę i wyszedł razem z Zaynem przed blok. - Zajebisty. - Powiedział Liam na widok czarnego motocyklu, i Zayn dopiero teraz zauważył w jaki sposób Payne się uśmiecha.
- Był pierwszą rzeczą jaką kupiłem za własne pieniądze i będzie ostatnią którą sprzedam. - Powiedział z miłością w głosie, nie było na tym świecie rzeczy którą kochałby bardziej od swojego motocyklu. - Mam tylko problem bo nie wiem gdzie mam go schować na zimę.
- Ja mam garaż. - Powiedział Liam dając Zaynowi nadzieje. - Stoi pusty odkąd Kelly zabrała swój samochód, mógłbyś go tam wstawiać.
- Na prawdę? - Ucieszył się. - Tylko, no tak ale wtedy musiałbym zostawiać go tutaj i potem autobusem jeździć do domu.
- To przeprowadź się do mnie. - Zaproponował nagle Liam.
- Słucham? - Zapytał myśląc że się przesłyszał.
- To znaczy jeśli byś chciał, po zerwaniu nie stać mnie żebym sam płacił za to mieszkanie więc i tak będę musiał znaleźć sobie współlokatora, albo nową dziewczynę. - Zażartował a przynajmniej Zaynowi zdawało się że żartował, nagle nie chciał żeby Liam miał dziewczynę, wystarczy że jego siostra ma chłopaka.
- Nie wiem, no chciałbym ale dopiero co się wprowadziłem do chłopaków, chociaż mieszkamy tam tak na kupie. Zgoda, chętnie z tobą zamieszkam. - Powiedział uśmiechając się szeroko. Harry się wkurwi.
7 Grudzień 2013
Gwendolyn
Pół nocy nie spała żeby znaleźć potrzebny jej numer. Choć chłopcy chcą dobrze i chcą pomóc Loli to Gwen wiedział że jeśli to oni wezmą się za remont kawiarni, na pewno nic dobrego z tego nie wyjdzie. Po prostu się na tym nie znali, Liam jako architekt no może trochę wiedział o co w tym wszystkim chodzi ale reszta? Nie, do takich rzeczy potrzeba było fachowców lecz Loli nie stać było na fachowców, było ją stać już tylko na farbę więc Gwendolyn postanowiła jej pomóc.
- Halo? - Zapytał mężczyzna do którego się dodzwoniła po odnalezieniu jego wizytówki.
- Stanley? Jesteś jeszcze w Londynie.
- Jest trzecia w nocy, kim jesteś? - Zapytał łamaną angielszczyzną.
- To ja Gwen Rice. - Przedstawiła się.
- Aaa Szkotka, pamiętam. W jakiej sprawie dzwonisz?
- Powiedziałeś kiedyś że jakby co to mam dzwonić, więc dzwonię.
Na rano Gwendolyn wstała już o siódmej żeby razem z Stanleyem pojechać do sklepu kupić wszystkie potrzebne im przedmioty. Choć płaciła za wszystko z własnej kieszeni to była szczęśliwa że może to zrobić dla przyjaciółki. Stanley i jego ekipa Polskich budowlańców pomogła jej wszystko zapakować w ich busa i pojechali do kawiarni Loli. Gdy zajechali na miejsce chłopcy w roboczych strojach właśnie brali się za zdzieranie tapet.
- Stop! - Krzyknęła wchodząc do środka, reszta ekipy podążyła za nią. - Dzieciaki odsuńcie się, przyszła ekipa remontowa.
Shiloh*- wymawia się Szilo a przynajmniej ja tak wymawiam, to imię przyszło mi do głowy od tak a po wpisaniu w Google okazało się że córka Angeliny Jolie też ma tak na imię, a także to jakieś miasto w USA pod którym odbyła się jakaś bitwa podczas wojny secesyjnej.
No siemanko, a więc jest drugi rozdział z którego zakończenia chce mi się śmiać bo pisze je na szybko bo już właściwie muszę iść zrobić obiad więc notka będzie krótka. Dedykuje ten rozdział belgijskim kierowcą autobusów którzy dzisiaj strajkowali i dzięki temu mogłam spędzić ten dzień na pisaniu tego rozdziału i dedykuję go też +Alice13Rose zdrowiej mi w tym szpitalu! Kocham was wszystkich a teraz już lecę pa pa <3
"- Och już wolę odstawać od nich trochę niż nazywać się Earl, albo co gorsza Pearl, co byś wtedy zrobił.
OdpowiedzUsuń- Nazywałbym cię perełką." awww <3
perfekt rozdział, straszne zamieszanie z tymi przeprowadzkami :D
czekam oczywiście z niecierpliwością na następny, ily x @alice13belieber
Zrobić homo z hetero, tylko ty tak potrafisz :D jest zajebiscie tylko mam jedna uwagę, za krótki :D
OdpowiedzUsuńPs: w piątek nie dam rady, wyjadę w sobotę rano :D Patrycja jeśli jestes w szpitalu w Złotowie albo w Pile to mogę do ciebie zajechać :D